III. 4. Dwór w Besku

Dwór lub jakiś domek myśliwski istniał w Besku, odkąd stało się ono siedzibą potężnego klucza beskiego, tzn. od XVI w. W 1558 r. folwark w Besku zaliczany był do jednego z najokazalszych we wsiach ziemi sanockiej:

Duży dom z gankiem, a w nim sień, izba, komnata, komora, kuchnia z komorą jedną na dole i drugą na górze. Drugi dom duży, stary, z sienią, 3 komorami dla służby, dużą izbą i komnatą. dalej skarbnica, dwie spiżarnie, stajnia mała, piwnica, piekarnia z sienią i komnatą, stajnia wielka na 50 koni, inna też duża na 35 koni, duża wozownia, słodownia, browar i śpichlerz. Do folwarku należały sad, ogrody i sadzawki pod Zarszynem, w Milczy i na Babim Potoku. Na folwarku było 32 sztuk bydła, 4 konie, 34 sztuk nierogacizny i ponad 200 sztuk drobiu. W Besku był młyn o dwóch kołach z foluszem i piłą (…)[1].

Dzisiaj trudno jest przypisać współczesną lokalizację wspomnianemu dworowi. Najpewniej stał tam, gdzie jego następca z 1. poł. XIX w. Prawdopodobnie dom dla służby, czyli czworaki, stał w miejscu późniejszego budynku, który – po zawaleniu się dachu w 1980 r. – został rozebrany. Z lewej strony żwirowej drogi do kościoła był gazon (od drogi do drzew przy spichlerzu). Dawniej przy gazonie był staw, następnie droga i drugi staw. Dworski ogród był w miejscu obecnego przysiółka Ogrody, natomiast wspomniane sadzawki pod Zarszynem to być może stawy na Górach albo pozostałości po którymś ze starorzeczy Wisłoka. Położenie Babiego Potoku trudno jest dziś określić – znajdował się najprawdopodobniej w przysiółku Góry, ale możliwe też, że za Hrabenią lub też w Porębach; dziś ta nazwa jest już nieczytelna przestrzennie, natomiast przetrwała nazwa Babia Góra (trawiaste wzgórze w przysiółku Góry, na mapie jako Pańska Góra 318 m); być może był to potok płynący u jej podnóża.

 

Rok 1779 to bardzo ważna data dla Beska i całego klucza beskiego. W tym roku po ponad 350 latach królewska wieś Besko zostaje sprzedana przez rząd austriacki, występujący jako sukcesor króla polskiego.

Pierwszym właścicielem całego majątku został Adam Urbański herbu Nieczuja, którego brat był proboszczem w beskim kościele. Po śmierci Urbańskiego, jego siostra, Ludwika z Urbańskich Rosnowska, zniszczyła testament brata, nie dopuszczając do rządów jego synów, Feliksa i Franciszka Ksawerego. Stała się właścicielka dóbr beskich w latach 1804-1837. Jej nieudolna polityka doprowadziła szybko do roztrwonienia klucza beskiego, sprzedaży wielu jego części (wiosek). Tak też się stało z Beskiem, które w 1838 r. zostało kupione przez Józefa Kłopotowskiego. Po jego śmierci 27 marca 1856 r. (jego żona, Aniela, zmarła 6 września 1855 r.), majątek został znów wystawiony na sprzedaż.

 

Po nim właścicielem wsi był mało znany Jenike z Prus, który już jesienią 1856 r. sprzedał ją Adolfowi de Hildebrandt z Drezna. Niewiele o nim wiemy, poza tym, że rządził Beskiem przez 16 lat. W 1872 r. wieś wraz z przyległościami – w imieniu Galicyjskiego Towarzystwa Ziemskiego i Banku Galicyjskiego – kupił Henryk Kieszkowski. Ale instytucja ta także szybko pozbyła się majątku, sprzedając go w latach 70. XIX w. (aktu sprzedaży dokonano między 1873 a 1878 r.) Karolowi Jaskłowskiemu, który z kolei występował w imieniu Władysława Czartoryskiego. Odtąd Czartoryscy z Sieniawy aż do 1944 r. byli właścicielami wsi.

 

W Besku rezydowali zatrudnieni przez Czartoryskiego dzierżawcy, którzy prowadzili majątek. Pierwszym z nich był Antoni Gniewosz z Oleksowa wraz z żoną Sydonią, którzy zamieszkali w beskim dworze w 1878 r. Dzierżawa miała zakończyć się w 1890 r., ale ze względu na aktywność Gniewoszów przedłużono ją do 1896 r. W tym roku Gniewoszowie opuścili Besko. Zapamiętano ich jako ludzi bardzo religijnych, dobrodziejów parafii i zakonu SS. Felicjanek, dzięki którym zaistniała także szkoła żeńska. O następnych dwóch dzierżawcach wiadomo bardzo mało – pierwszym był Józef Łysakowski, zaś kolejnym Łastowiecki (lub Łastawiecki).[2] Natomiast już historycznie pewnym dzierżawcą dworu i majątku był Lewicki, bardzo dobry gospodarz i zapalony miłośnik koni, które dostarczał wojsku.

Po nim majątek beski obejmują Myczkowscy – najpierw Adam Myczkowski, a potem jego brat, Jerzy Myczkowski, synowie Stefana Myczkowskiego. Synem Jerzego jest Lesław Myczkowski (ur. w 1926 r.), który zapamiętał „beskie czasy” jako dorastający chłopak. W 1928 r. przyszła na świat córka Jerzego, Teresa (Tenia):

Tenia była śliczną blondaską, lecz mniej elokwentną od brata. Stała się „Herzpinklem” ojca, który świata za nią nie widział. Ze mną natomiast poczynał sobie krótko, a skórzana szpicruta była w częstym użyciu, co nie budziło mego entuzjazmu, a wręcz przeciwnie. Wyładowywałem swe żale na młodszej siostrze, a gdy ta zaczynała ryczeć – dostawałem kolejną porcję w tyłek, i tak kręciło się owo „perpetuum mobile”.[3]

W 1939 r. Jerzy Myczkowski, zmobilizowany do służby wojskowej, stacjonował w Sanoku. 18 września, dzień po wkroczeniu wojsk sowieckich na wschodnie tereny Rzeczypospolitej, przekroczył granicę węgierską i został internowany, podobnie jak tysiące polskich żołnierzy. Do Polski wrócił w czerwcu 1945 r.; wraz z rodziną zamieszkał w Krakowie.

Jednym z przyjaciół Lesława Myczkowskiego był Przemysław Potocki z Rymanowa, którego poznał w Korpusie Kadetów nr 2 im. Józefa Piłsudskiego we Lwowie. W czasie okupacji Lesław Myczkowski wraz z siostrą często bywali u Potockich; Teresa, uwielbiająca jazdę konną, trenowała na ulubionej klaczy Potockiego, angloarabce „Cygance”. Była niezrównaną amazonką:

Nie było dla niej konia złego lub nie do okiełznania. Jeździła na wszystkich: niemieckich perszeronach od artylerii, na ścigłych angloarabach i folblutach, a gdy w 1944 roku przyszli bolszewicy – na rysakach syberyjskich. Gdy wyjechała konno z całą bandą zarośniętych Kozaków, matka załamywała ręce: „Oni ją zgwałcą” – a dziewczyna była w tzw. wieku poborowym, gdyż miała już „czym oddychać”. Przyjechała jednak cała i w wielkiej komitywie z Kozakami – bo koniarze to klan, mafia, organizacja międzynarodowa, która ma jedno wspólne zainteresowanie, czyli konie. A śmierdziała tymi końmi i stajnią, a ile moich rękawic zniszczyła, gdy karmiła burakami konie i krowy oraz cielęta; w jednym tylko sezonie 1939-1940 zniszczyła 5 par, a przecież była wojna i braki w zaopatrzeniu. Poza tym była ładną i nad wiek wyrośniętą panną. Gdy miała 14 lat zakochał się w niej 24-letni młody człowiek i 45-letni profesor uniwersytetu… Gdy jednak ukazywała się swym adoratorom, to już pachniała „Soir de Paris”, jak nakazywała modna w czasie okupacji piosenka o bluzeczce zamszowej…[4]

 

Teresa zmarła w maju 1945 r. w Sanoku, zaraziwszy się zarazkami tyfusu brzusznego. Spoczywa na cmentarzu w Besku, obok swego dziadka, Truskolaskiego.

 

Być może Lesław Myczkowski zostałby kolejnym dzierżawcą Beska, gdyby nie wmieszała się w to historia. W czasie wojny dwór zostaje odebrany Myczkowskim[5], Niemcy oddają go twórcy sanockiego przemysłu gumowego, Austriakowi (żydowskiego pochodzenia) dr. Oskarowi Schmidtowi, człowiekowi życzliwemu, pomagającemu Polakom i ruchowi oporu. Mając świetne kontakty z niemieckimi władzami okupacyjnymi, współpracował zarazem z Armią Krajową, udzielając pieniędzy, żywności i informacji. Dzięki niemu uratowano z rąk Gestapo kilku beszczan (np. ojca Józefa Kwiatkowskiego). Po 1944 r. opuścił Besko.

W 1948 r. dwór został przejęty przez Kółko Rolnicze w Besku, zaś majątek znacjonalizowano i rozparcelowano. W 1955 r. materiał z bardzo już zdewastowanego dworu przeznaczono na budowę remizy strażackiej.

 

Dwór w Besku zbudowany został przed rokiem 1837, gdy właścicielem dóbr beskich była rodzina Urbańskich – Adam Urbański, a później jego siostra Ludwika Rosnowska (wcześniej, jak wspomniano, jeszcze za czasów królewskich, w Besku istniał „dwór myśliwski”, jednak nic bliższego o nim nie wiadomo).

Kryty gontem stary dwór liczył niewiele pokoi: jadalnię, salon, pokój dziecięcy, pokój gościnny, kancelarię i pomieszczenie z biblioteką. Mroczna sień łączyła te pokoje z częścią kuchenną, składającą się z pomieszczenia zwanego kredensem, pokoju panny służącej oraz dwóch kuchni i pomieszczenia jadalnego dla służby. Do dworu już za czasów rządów Jerzego Myczkowskiego dobudowana została część sanitarna, tj. łazienka z bojlerem na węgiel, umywalką z bieżącą wodą i angielskim klozetem.

Opisując dwór beski, najlepiej oddać głos temu, który tam mieszkał, Lesławowi Myczkowskiemu:

(…) dwór w Besku (k. Sanoka) był parterowy, murowany i otynkowany na biało, dach stromy, spadzisty, pod gontem, na froncie ganek-weranda zwieńczona trójkątnie. Dom był bez piwnic, co powodowało jego wilgocenie.

Weranda miała 4 okna, dwa od frontu i dwa boczne, oraz przeszklone drzwi wejściowe. Posadzka była z kafelków. Z resztą domu łączyła ją ściana w znacznej mierze przeszklona (okna i drzwi), co było jedynym dziennym oświetleniem (pośrednim) pokoju jadalnego, do którego wejście prowadziło bezpośrednio z werandy. Jadalnia była też pokojem przechodnim, od niej drzwi prowadziły do korytarza oraz do pokoju dziecinnego (z lewej strony, patrząc od frontu) i do salonu. Korytarz prowadził do kuchni oraz dwóch dalszych pokoi, był ciemny, w zasadzie nie oświetlany nawet lampami (…). Z lewej strony korytarza mieściła się ubikacja dla personelu, a z boku spiżarnia. Korytarz prowadził bezpośrednio do tzw. kredensu, tj. pomieszczenia, gdzie urzędowała panna pokojówka, praczka i czasem kucharka, zmywało się naczynia, prasowało bieliznę itp. Kredens był bezpośrednio połączony z kuchnią (bez drzwi) oraz pokojem panny służącej (pokojówki). Miał okno, podłogę betonową lub z kafelków (nie pamiętam). W kuchni natomiast podłoga była drewniana, piec kuchenny na węgiel łączył się przez ścianę z drugim pomieszczeniem – tzw. kuchnią czeladną, w której znajdował się piec chlebowy, dwa stoły, zlew, centryfuga do odwirowywania mleka. Z kuchni czeladnej prowadziły drzwi do jadalni czeladnej, w której jadała posiłki służba domowa (kucharka, pokojówka), wynajmowana praczka, stróż nocny, czyli dozorca, a także osoby zatrudniane okresowo bezpośrednio przy domu). Był to tzw. drugi stół, gdzie podawano inne potrawy, np. pierogi z ciemnej mąki, które dzieci bardzo lubiły i chętnie podjadały. Muszę tu dodać, że kucharka i pokojówka zwykle jadały pozostałości z naszego stołu. Druga kuchnia oraz pokój jadalny z nią połączony miały osobne okna. W drugiej kuchni była podłoga betonowa, w jadalni drewniana. W pokojach (jadalnia, dziecinny, salon, sypialnia rodziców, gabinet i pokój gościnny) podłogi były z klepki dębowej czy bukowej. Na korytarzu, w spiżarni i kancelarii ojca, były podłogi z desek.

 

wyposażenie

 

  1. Na werandzie stały meble gięte z wikliny, jasne: stół, kanapa i trzy wyplatane fotele. Na podłodze leżał szorstki chodnik, na którym zostawały resztki błota. W kącie był wieszak, na którym wisiała bunda (strój do jazdy bryczką lub saniami), futro wilcze czy niedźwiedzie, też do okrycia zimą, a także wieszało się okrycia wierzchnie gości. Można je było też powiesić w mrocznym korytarzu za jadalnią, gdzie były wieszaki, tzw. szaragi.
  2. Pokój jadalny to przede wszystkim duży dębowy, ciemny, rozsuwany stół na co najmniej 10 osób, wysokie krzesła z miękkimi siedzeniami i oparciami – bezstylowe (XIX-XX w.). Z prawej strony rzeźbiony kredens z dwiema szafkami, dołem wypełniony zastawą stołową (talerze, kubki itp.), w szafkach kieliszki oraz alkohole. Blat szafy kredensowej z białego marmuru, na którym wystawiało się karafki i talerze z przekąskami. Pod oknem wiodącym na werandę z jednej strony szafka ze srebrem (wysokości ponad 1,20 m, szerokości 80 cm) i jakiś stoliczek; z prawej dwa fotele skórzane, tzw. klubowe, angielskie, między nimi ciemny stolik z mosiężną popielniczką i kryształowym wazonem na kwiaty. Obok piękna, XIX-wieczna serwantka mahoniowa wykładana szkłem od tyłu, a w niej m. in. saskie kandelabry, wielkiej wartości, w różyczki i aniołki, różnokolorowe. Stały tam różne piękne przedmioty ze srebra (cukierniczki, pucharki itp.) oraz ze szkła rżniętego i porcelany, raczej ku ozdobie niż pożytkowi. Nad stołem wisiała ogromna lampa naftowa z białym lub (wymiennie) zielonym kloszem.

Za drzwiami prowadzącymi do pokoju dzieci znajdowało się lustro z małym stolikiem, dalej piec kaflowy, a na ścianie vis-a-vis werandy piękna kanapa w stylu biedermeier z mahoniu, kryta materiałem w różyczki. Nad nią wisiał ogromny, naturalnej wielkości (2×1 m) portret dziadka Myczkowskiego (Stefana) z sygnetem na palcu. Przy wejściu do korytarza kuchennego stół podręczny na naczynia i wazy przykrywany białym płóciennym obrusem, dalej drzwi do salonu i opisany już kredens. Drzwi były pełne, lakierowane na biało, podobnie jak do innych pomieszczeń.

  1. Salon – dywan przykrywający całą podłogę, chyba jakiś wschodni (niezbyt wysokiej klasy, bo bym wiedział). ale ładny. Urządzenie poprzez zagospodarowanie kątów i nieco środka. W prawym rogu kanapka z dwoma fotelami w stylu empire i mahoniowym stolikiem. Pomiędzy oknami frontowymi lustro kryształowe mahoniowe z żardynierą (takie „pudło” na kwiaty), w następnym rogu (…) kanapka w stylu empire ze złoconymi lwami u dołu. Pomieszczenie oświetlały świece w wieloramiennym mosiężnym świeczniku, lampy stojące na wysokich postumentach, jak też – wymiennie – stojące na stole. W kolejnym rogu kanapa, piękny stół orzechowy z fantazyjnie wygiętym blatem i nogami oraz dwa fotele w stylu (o ile pamiętam) biedermeier lub empire, nad nią lustro w mahoniowej oprawie, podłużne z zaokrąglonymi brzegami (owalnymi), dalej pod ścianą pianino, potem piec kaflowy; na ścianie od jadalni, przy piecu, kolejne wysokie lustro kryształowe (podczas pogrzebu dziadka Truskolaskiego, gdy dom był otwarty dla odwiedzin wsi, lustra były zasłonięte czarną krepą czy tiulem, ale dziewczęta – jak to młode – przeglądały się w nich z ukontentowaniem, bo chyba pierwszy raz widziały takie lustra od dołu do góry – pokoje miały ponad 3,5 m wys. i lustra były co najmniej dwumetrowe – można się było całemu w nich przeglądać). Tu prostuję: podłoga pod dywanem była z desek malowanych olejno, bo w związku z grzybem (brak piwnic) trzeba było swego czasu zerwać parkiet.
  2. Pokój dziecinny – malowany w kaczuszki biało-niebieskie (szlak pod sufitem), białe szafy, łóżka metalowe, lakierowane na biało, takaż komódka pod ścianą do jadalni (koło pieca), na środku biały drewniany stół i krzesełka (wcześniej niskie taboreciki). Tam się jadało śniadania: grzanki z bułki domowej, chleb razowy, masło, jajka, ser, dżem, kawa zbożowa z mlekiem. Żadnych wędlin (tylko na Wielkanoc i Boże Narodzenie). Szafa lakierowana na biało. Pokój oświetlały stojące lampy.
  3. Pokój sypialny rodziców – dwa łóżka z brzozy, kanapka, biblioteczka mahoniowa, pełna książek, szafa na ubrania brzozowa i takież tremo (gotowalnia), komoda, dwa stoliki nocne i szafa na bieliznę. Meble bezstylowe, nabyte w latach dwudziestych.
  4. Sypialnia połączona drzwiami z łazienką (dobudówka ojca) – kafelki na podłodze, kolumna węglowa do grzania wody, umywalka, wanna żeliwna, klozet angielski (WC), ławeczka na rzeczy. Obok pomieszczenie na różne rzeczy (à la graciarnia).
  5. Do gabinetu prowadziły drzwi od sypialni (stale otwarte, chyba że byli goście) i od korytarza. To małe pomieszczenie, z dużą szafa biblioteczną (Polska, jej dzieje i kultura, oprawne dzieła Mickiewicza, Żeromskiego i in., encyklopedie, almanachy). Kanapa skórzana klubowa, kanapka i dwa fotele oraz krzesło kryte gobelinem – styl pod ludwika, stół owalny mahoniowy – tam się grało w brydża i słuchało radia. Aha! Było i radio – produkcja firmy Kukulski (inżynier z Jasła), metalowe pudło, lampy. Pierwsze też było z Jasła, na słuchawki.
  6. Pokój gościnny – malutki, umywalka z miednicą porcelanową i wiadrem, lustro mahoniowe i takież łoże, fotel wolterowski z puchu kaczek północnych (bardzo kosztowny, własność babci Sabiny), na podłodze jakiś chodnik, na ścianie kilim, w kącie szafa. Jakiś obraz.
  7. Kancelaria ojca – przechodziło się do niej przez pokój gościnny; szafka na broń, kasa, biurko z maszyną do pisania i telefonem, regał na akta i fotel oraz krzesło.

 

Obrazy – w salonie Axentowicz, jakieś litografie, obrazy z Jugosławii i pędzla wuja Wyganowskiego; w dziecinnym – Anioł Stróż trzymający za rączkę dziecię nad przepaścią i Matka Boska Rafaela, srebrny ryngraf, który dostałem przy chrzcie; w gabinecie – jakieś niezłe reprodukcje (syn Napoleona I), jakiś sztych angielski i kilimy wschodniomałopolskie, chyba dywan. Tyle pamiętam.[6]

 

Budynki dworskie w latach międzywojennych otaczał obszerny park dębowo-jesionowo-klonowy. Wśród drzew stała oficyna – budynek murowany, pokryty dachówką, w którym znajdowało się 8 pokoi. Mieszkali tam rządcy, goście i urzędnicy akcyzy, którzy wizytowali majątek.

Obok dworu stał budynek zwany mleczarnią, który pełnił funkcję zlewni i przechowalni mleka, połączony był z dużą lodownią, do której w zimie zwożono całe tony lodu, który musiał starczyć na cały rok. Podobnie jak i dwór, lodownia pokryta była gontem, z dachem o dużym nachyleniu.

Do parku i oficyny przylegał duży ogród z sadem. W sadzie rosły drzewa owocowe, zaś w ogrodzie uprawiano truskawki i warzywa (ok. 0,5 ha); do dzisiaj ten przysiółek Beska nosi nazwę Ogrody.

Na placu dworskim znajdowało się podwórze o dużej powierzchni, do którego przylegał spichlerz i tzw. lamus. W spichlerzu przechowywano zboże, mąkę i śrutę, w lamusie zaś składano uprzęże, smary i niewyprawione skóry. Obok tych budynków znajdował się niewielki stawek.

W opisie zabudowań dworskich nie sposób pominąć tzw. czworaków, czyli domów mieszkalnych dla służby folwarcznej, na stałe zatrudnionej przy gospodarstwie. Niedaleko czworaków znajdowały się stajnie dla koni i krów, które hodowano w dworze.

W latach 1918-1939 majątek dworski nie przynosił zbyt dużych dochodów. Poczynione zostały inwestycje związane z komasacją i melioracją gruntów dworskich, które wymagały zaciągnięcia pożyczek, z trudem spłacanych przez dzierżawcę majątku. Dochodowość majątków ziemskich w latach 30. XX w. wynosiła 2-3 % zainwestowanego inwentarza i ziemi. Plony rolne pochodzące z gospodarstwa dworskiego niejednokrotnie sprzedawane były zaraz po zebraniu kupcom żydowskim. Dodatkowym źródłem dochodu dla dzierżawcy majątku dworskiego było przyjmowanie w okresie letnim wczasowiczów, którzy mieszkali w oficynie. Środki zdobyte w ten sposób częściowo pozwalały spłacać raty zaciągniętych długów.[7]

 

 

 

 

 

 

[1] Fastnacht Adam, Inwentarz zamku, folwarków i młynów starostwa sanockiego z r. 1558. Wydawnictwo Państwowego Instytutu Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków, Warszawa 1948, s. 49-50.

[2] Być może nawet Łysakowski i Łastowiecki to ta sama osoba – relacje o tych dzierżawcach (dzierżawcy) są pogmatwane, stąd trzeba je traktować ostrożnie. Być może pamiętający jeszcze tamte czasy rozmówcy Stanisława Banka (Historia wioski Besko. Praca w maszynopisie, bmw, bdw.) mylą te dwa nazwiska. Żeby jeszcze bardziej skomplikować te relacje, dziedzic Łastowiecki, pan na Lipniku k. Łańcuta, był szwagrem Jerzego Myczkowieckiego…

[3] Myczkowski Lesław, Moja droga do adwokatury. Zielona Góra, bdw., s. 25.

[4] Tamże, s. 26.

[5] W 1997 r. Lesław Myczkowski odwiedził Besko, był także gościem szkoły podstawowej, gdzie opowiadał o życiu w przedwojennym dworze.

[6] Myczkowski Lesław, Opis urządzenia dworku w Besku w okresie zamieszkiwania w nim rodziny Myczkowskich [w:] Materiały Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, nr 34, Sanok 1998, s. 163-167. Nota bene, w beskim dworze nie było – jak podają niektóre źródła – zbroi i jakiejś przesadnie dużej biblioteki.

[7] Wg Płatek Ryszard, ks., Parafia Besko obrządku łacińskiego w latach 1918-1939... Przemyśl 1998, s. 34-36.