II. 4. II Rzeczpospolita (1918-1939)

Po przełamaniu frontu rosyjskiego i zakończeniu bezpośrednich działań wojennych na froncie wschodnim, rozpoczęła się odbudowa zniszczeń. Rząd austriacki powołał do życia urząd odbudowy kraju, z którego ks. Stanisław Knap (pierw. Knapp) (1867-1930), proboszcz Beska w latach 1898-1930, otrzymał budulec na przeprowadzenie remontu.

31 października 1918 r. wojsko polskie przejmuje od rządu wiedeńskiego władzę. 11 listopada Rada Regencyjna przekazała władzę nad podległym jej wojskiem Józefowi Piłsudskiemu, co później zostaje uznane za datę odzyskania pełnej niepodległości.

Besko czasu II Rzeczypospolitej, choć powoli dźwiga się z zastoju, nie wykazuje jednak aktywności, tak charakterystycznej dla późnych czasów austriackich. Nędza jest powszechna; ponad sto rodzin beskich (głównie polskich) nie posiada w ogóle własnej ziemi uprawnej, a zdemobilizowani żołnierze powiększają jeszcze armię bezrolnych i bezrobotnych. Część z nich znajdowała chwilowe zatrudnienie bądź w gospodarstwach ukraińskich (z reguły bogatszych od polskich), bądź też we dworze, który pozostawał podstawowym źródłem utrzymania wiejskiej biedoty[1]. W lecie do pilnych prac polowych najmowano konkurencyjną, tanią siłę roboczą – tzw. „Górniaków”[2], czyli Łemków z Wisłoczka, Puław, Surowicy czy Wisłoka Wielkiego, wyraźnie już różniących się cywilizacyjnie, kulturowo i nawet językowo od Rusinów beskich, którzy w II Rzeczypospolitej już częściej nazwali siebie Ukraińcami niż Rusnakami czy Rusinami.

Tak o tych Łemkach pisze Lesław Myczkowski:

Przed wojną na każde żniwa do Beska kontraktowało się grupę Łemków, pod wodzą wybranego przez nich starosty. Dostawali kwaterę, jadło i spanie oraz 80 groszy na dniówkę, a wieczorem beczkę piwa. Pili i bawili się do późnej nocy, mimo iż w dzień pracowali ciężko od 6 czy od 7 rano do zmierzchu. Mołojcy mieli włosy smarowane masłem, lniane koszule wyszywane koralikami, kierpce czy coś w tym stylu na nogach (lub boso). Mołodycie w chustach, zapaskach i koszulach lnianych, też ozdobionych krajką lub wyszywane koralikami. Naród był to zdrowy, niezbyt wyrośnięty (bo i z czego), ale na robotę zajadły, wesoły, pięknie śpiewający. Gorzej było z myciem (…).[3]

Wynagrodzenie za pracę jest w Besku więcej niż skromne – dniówka przy żniwach była wyceniana na 1 zł (gdy bochenek chleba kosztował ok. 50-60 gr); w tym samym czasie na Wołyniu za tę samą pracę płacono 2,10 zł, zaś w centralnej Polsce – 2,70 zł. W 1939 r. kwintal pszenicy kosztował jedynie 15 zł, ale kilogram cukru – ok. 1 zł (podobnie jak kg mięsa), zaś bilet do Sanoka nieco powyżej 1 zł. Za dwa jajka płacono 5 gr, tyle co za bułkę pszenną (tzw. kajzerkę)[4]. Ówczesny murarz za dniówkę zarobił 2-3 zł, krowa zaś kosztowała 60-80 zł. Pensja nauczycielska wynosiła ok. 300 zł, ale cena dobrej wartościowej książki dochodziła aż do 50 zł.

Elitę ówczesnej ludności wsi stanowi nie tylko właściciel dworu, ale także jego podwładni i służba dworska: rządca, karbowy, ekonom, a nawet służące i fornale (choć często nimi pogardzano, np. w karczmie), mający przez kilka lat stałą, pewną pracę[5]; poza nimi – oczywiście księża i nauczyciele oraz gajowi, listonosze, pracownicy kolei. Mieszkańcy Beska radzili sobie, jak umieli. Część pracowała na potrzeby dworu, inni w kolejnictwie (węzeł zagórski i jasielski oraz dróżnicy i pracownicy kolejowi), jeszcze inni w sanockiej Polskiej Fabryce Maszyn i Wagonów (dzisiejszy „Autosan S.A.”), a od 1932 r. w Polskiej Spółce dla Przemysłu Gumowego S.A. (obecnie Sanockie Zakłady Przemysłu Gumowego „Stomil” Sanok S.A.), którego twórcą był ceniony specjalista w dziedzinie technologii gumy – Austriak dr Oskar Schmidt, w czasie II wojny światowej zarządca dworu i majątku w Besku. Część beszczan dojeżdżała do Krosna, pracując w hucie szkła (założonej w 1923 r.), Zakładach Gumowych „Wudeta” (od 1932 r.; spłonęły we wrześniu 1939 r.) czy Zakładach Lniarskich. Inni – zdeterminowani lub przedsiębiorczy – udawali się za ocean, szukając zarobku w odległej Ameryce… Poszukiwanie pracy stało się w przeludnionej dawnej Galicji tak powszechne, że zaczęto organizować wiejskie domy noclegowe – prymitywne pomieszczenia, w których na słomie można było przespać noc, by rano ruszyć dalej; w Besku taki dom stał w miejscu obecnej mleczarni.

Podstawowym zatrudnieniem jest jednak rolnictwo, z którego utrzymywała się większość beskich rodzin. Produkcja rolna wystarczała jedynie na zaspokojenie własnych potrzeb; rzadko kiedy płody rolne były przeznaczone na handel. Powszechne było chodzenie nocą na tzw. „ciułaki”, tzn. na dworskie pola, gdzie wyszukiwano kłosy zboża, wyrzucone lub nadgniłe ziemniaki, które po ugotowaniu służyły za nędzną strawę.

Czasy przedwojenne powoli zacierają się w pamięci ludzi, ale pozostają spisane relacje. Oto jedna z nich:

Ludzie robili we dworze za marne pieniądze. Już od godziny szóstej trzeba było się ustawiać pod bramą w kolejce, jednak nie wszyscy tę pracę dostali. Nieprzyjęci ze łzami w oczach wracali, gdyż nie mieli co dać dzieciom jeść. (…) Panowie bardzo źle traktowali swych fornali. Wymęczony fornal, wracając z pokaleczonymi nogami z pola, jako obiad otrzymywał pęcak z maślanką.[6] [jest to informacja sprzeczna z sielankowym obrazem życia fornali, opisanym przez Lesława Myczkowskiego – Z.B.].

 

Dopiero lata 30. poprawiają sytuację ekonomiczną i społeczną chłopów, którzy zaczynają się czuć współobywatelami. Dużą rolę odegrały tu różne inwestycje związane z budową Centralnego Okręgu Przemysłowego, podnoszące finansowy status mieszkańców regionu i wsi.

 

Głód i bieda najbardziej dawały się we znaki zimą i wczesną wiosną. W zimie odsetek poszukujących jakiegokolwiek zajęcia powiększał się. Ustawowo w Nowy Rok zwalniano z pracy (z trzymiesięcznym wypowiedzeniem) fornali, którzy 1 kwietnia wraz z rodziną musieli opuścić czworaki i udać się na poszukiwanie innej pracy, najczęściej w innym folwarku.[7]

Ale były także wesołe chwile. O jednej z nich tak opowiada dworska służąca Antonina:

Myczkowski znany był też z tego, że na każde dożynki robił wielką zabawą dla robotników. Na gazonie, wielkim placu przed werandą, ustawiano stoły. Na stołach stawiano masę piwa i smakołyków, wędlin i chleba. Była muzyka i było wesoło. Był taki chłop, Mazur się nazywał, którego rodzina cała pracowała we dworze. Zawsze na Nowy Rok czyścił elegancko konia i przez werandę wjeżdżał do pokoju pana Myczkowskiego. Myczkowski go za to sowicie wynagradzał, a Mazur dzielił się zawsze z innymi chłopami i było im wesoło w Nowym Roku.[8]

 

Warunki mieszkaniowe są trudne do wyobrażenia dla współczesnego mieszkańca Beska:

Na wsi była bardzo wielka bieda. Domy były połączone razem z oborą. Gdy ktoś miał gospodarstwo, to było tylko jedno wejście dla bydła i dla mieszkańców. Całość podzielona była sienią, do której wiodły drzwi z obu przeciwległych stron. Z zewnątrz natomiast budynek przedstawiał się jako układ pasów jasnych utkanych mchem, zatartych gliną i o pobielanych figurach między belkami i ciemnych, którym było niemalowane drewno. Okna malowano posiwionym wapnem. Część mieszkalną domu stanowiły najczęściej dwa pomieszczenia: izba i izdebka. Izba była obszerniejsza, miała piec i w niej w zasadzie skupiało się całe życie domowników. W izbie zwykle nie było podłogi, lecz ubita ziemia, wylepiana gliną. Do oświetlenia pomieszczeń służyło najczęściej łuczywo. W izdebce stawiano łóżko, stół, krzesła, a w bogatszych domach szafę.

Chaty były kurne. W chatach tych nie było komina, więc dym uchodził otworem w suficie. Nie było także podłogi, jednak zastępowała ją polepa.

Przez całe pomieszczenie ciągnął się piec z babami – przewodami kominowymi, aby żadne ciepło się nie zmarnowało. Do prania używałyśmy „rajbaczki”, a „kijanki” ubijały płótno. Były także cebry – duże pojemniki z drewna oraz „putnie” do noszenia wody. W tzw. dzieżce piekło się chleb, a w maśniczce robiło się masło. Zamiast szafy w kącie stawialiśmy drąg, na którym wieszaliśmy odzież.

Ludność zajmowała się wyłącznie rolnictwem. Chociaż gospodarz posiadał pole, nie był jednak w stanie wyżywić całej rodziny. Pracowano więc we dworze, również u księdza, który także posiadał pole, z którego się utrzymywał oprócz opłaty za różne posługi.

Warunki były bardzo kiepskie. Ludzie żyli z roli, z tego, co się „wyciągnęło” z pola, ziarno się zmełło, wymłóciło cepami i wywiało „siedlaczkiem”, rodzice podzielili, aby wystarczyło na jak najdłużej.[9]

 

Codzienne pożywienie było skromne i niskokaloryczne: ziemniaki z kwaśnym mlekiem lub tzw. kwasówka, kapusta z fasolą, czasem jakaś postna zupa. Biedniejsi gotowali lebiodę, szczaw i pokrzywy. W niedzielę przeważnie robiono pierogi z jęczmiennej mąki – bardzo twarde, z licznymi nieodsianymi paździerzami; popijano mlekiem serwatką lub tzw. śliwionką (napojem z wysuszonych śliw).[10]

 

Można to porównać z krańcowo innymi warunkami lokalowymi i bytowymi beskich dzierżawców; choć beski dwór nie był jakimś magnackim pałacem, różnica w standardzie życia pomiędzy nim a chatą chłopską, nawet tą zamożną, jest uderzająca.

 

Okres I wojny światowej stanowił wstrząs dla ówczesnych ludzi, przyzwyczajonych do trwania w pokojowych warunkach wielonarodowej monarchii. Niestety, wywarł też ujemne skutki na poziom moralności w Besku (zachowały się bardzo liczne relacje rozsiane w Kronice parafii Besko). Ks. proboszcz Stanisław Knap ocenił je krótko w przytoczonych w Kronice… słowach: „wojna przyniosła zepsucie moralne”. Niektóre postawy i zachowania, oceniane jako naganne, utrwaliły się w mentalności społecznej, ciążąc nawet do dzisiaj na stosunkach międzyludzkich i mentalności niektórych mieszkańców. Dopiero po wielu latach podnoszenia się statusu materialnego chłopów, pracy licznych organizacji i instytucji wiejskich, ale także pod wpływem dwukrotnie odbytych w Besku misji, stan moralny parafii uległ pewnej poprawie. Na porządku dziennym były kradzieże, których socjalne podłoże tkwiło w trudnej sytuacji materialnej ówczesnych beszczan. Pewien cień na moralność parafian rzuciła także kradzież majątku plebańskiego, której dokonano w marcu 1930 r. po śmierci ks. Knapa. Skradziono wtedy zboże ze spichlerza plebańskiego oraz drobne rzeczy i narzędzia z gospodarstwa.

Z problemami kradzieży związane były także spory i kłótnie między sąsiadami, które często przeradzały się w długotrwałe, wyniszczające obie strony procesy sądowe. Niektóre konflikty miały bardzo błahe przyczyny, nieporównywalne do późniejszych procesowych skutków; dotyczyły one spraw związanych z ustaleniem granic parcel, wycinania drzew granicznych, dróg dojazdowych do pól itp. Koszty procesów sądowych przekraczały nieraz znacznie wartość spornego mienia.

Negatywnym, często spotykanym zjawiskiem występującym na terenie wsi, były bójki. Trudno jest podać wszystkie przyczyny występowania tego zjawiska – jedną z nich był niewątpliwie tworzący się bandytyzm oraz istnienie wzajemnie zwalczających się grup. Niewiele było zabaw tanecznych i wesel, na których nie załatwiano by sporów przy pomocy pięści, a niekiedy i noża. Zabójstwa także nierzadko się zdarzały.[11]

 

W 1919 r. wyszło rozporządzenie Naczelnika Państwa dotyczące wybierania przedstawicieli gmin.[12] Uznano, iż wszyscy obywatele polscy, zamieszkujący dany rejon od min. 6 miesięcy, mogą w gminach wiejskich brać udział w zgromadzeniu wiejskim, które wybierało wójta. Był on jedynym organem wykonawczym, wybieralnym (musiał mieć ukończone 21 lat oraz posiadać znajomość pisania, czytania i „rachowania”). Miał do pomocy dwóch ławników, których wybierali sami chłopi. Przed rokiem 1918 był też sołtys, który był przedstawicielem administracji lokalnej (zbierał podatki, zajmował się danymi osobowymi).

Sytuacja społeczno-ekonomiczna jest skomplikowana; ludność polska chce przede wszystkim rozwiązania sprawy agrarnej. Po odzyskaniu niepodległości, na pierwszy plan wyszła sprawa parcelacji gruntów ziemskich.

Po wyborach, w których władze przejął PSL „Piast” Wincentego Witosa, powołano Powiatową Komisję Ziemską do spraw parcelacji. Czas był najwyższy, gdyż ówczesne chłopskie pola, przyznane jeszcze po 1848 r., a potem wielokrotnie zmieniane, przypominały długie zagony, niejednokrotnie tak wąskie, że nie można było nawrócić koniem. Orano „na wał”, skupiając ziemię na środku; tam też plon był najlepszy. Zaoranie komuś choćby kawałka miedzy było powodem ustawicznych sporów i bijatyk.

Problem parcelacji budził kontrowersje, stając się przedmiotem gry politycznej – tak sfery rządzącej, jak i opozycji – i nie miał oddźwięku w reformach. W związku z tym, nie widząc innego wyjścia, chłopi z własnej inicjatywy zrzeszali się w różnego rodzaju instytucjach i organizacjach, które miały na celu podniesienie standardu życia ówczesnej wsi. 11 lutego 1923 r. w Nowosielcach zorganizowano wiec, na którym w sprawie parcelacji przemawiali przedstawiciele okolicznych wiosek, m. in. Franciszek Mermer z Beska, Jan Potocki z Głębokiego i Burczyk z Nowosielec.

Komasację w Besku udało się przeprowadzić dzięki energicznym zabiegom wójta gminy Besko, Pawła Bobaka, któremu pomagali członkowie Rady Gminy, m. in.: Andrzej Kwiatkowski, Paweł Kornasiewicz, Waśko Roman i Feśko Bobak. Majątek w Besku miał być rozparcelowany nieco później. Parcelacja w Besku nie była aktem jednorazowym, ciągnęła się przez wiele lat; ostatnie scalania gruntów miały miejsce w 1935 r.

W 1926 r. w Besku odbyły się kolejne wybory, startowali do niego chłopscy przedstawiciele PSL; w Besku do liderów tego stronnictwa należeli Andrzej Kijowski i p. Ciepła.

 

W 1924 r., w wyniku walki partyjnej, powołano w Polsce do życia Związek Chłopski, stronnictwo polityczne, utworzone w wyniku zjednoczenia grupy posłów pod przewodnictwem J. Bryla, secesjonistów z Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) „Piast”, z klubem PSL-Lewica. Głównymi działaczami byli: J. Bryl, A. Pluta, J. Stapiński, M. Cieplak W 1926 r., po przystąpieniu grupy posłów z J. Dąbskim (klub Jedność Ludowa), ZCh przekształcił się w Stronnictwo Chłopskie. W Besku przedstawicielami Związku Chłopskiego byli Józef Trzaskoś i Franciszek Mermer, a cały związek liczył 58 członków. Agitacja Związku spowodowała kontrakcję ze strony konkurującego z nim PSL „Piast”. W 1928 r. Stapiński reaktywował Związek Chłopski, który stał się odtąd stronnictwem prorządowym. Po 1930 r. został wcielony do Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Organami prasowymi Związku były: „Sztandar Ludowy”, „Przyjaciel Ludu” i „Chłopska Prawda”. W Besku nie było natomiast żadnych ugrupowań komunistycznych.

5 stycznia 1925 r. Besko objął wielki pożar, paliły się głównie Cieplaki i Zakącie. Silny wiatr roznosił płonącą słomę szeroko, ogień zajmował nawet okoliczne drzewa; żywioł widziany był doskonale z sąsiednich wsi. Trzy lata później (1928) wielka powódź zalała część Beska, zniszczona została stara, drewniana kładka k. karczmy Józefa Szałankiewicza na Zakąciu.

 

Polska ludność wsi organizuje się w różnych stowarzyszeniach. Utworzona przez papieża Piusa X (mocą Motu proprio i późniejszej encykliki Il fermo proposito z 1905 r.) w 1903 r. Akcja Katolicka (nazwa od 1905 r.) zaczyna skupiać ludzi świadomych swojej wiary, żyjących chrześcijańskimi wartościami; celem jej było podnoszenie życia moralnego i duchowego parafii poprzez organizowanie spotkań, wykładów i przedstawień o tematyce religijnej. Taki też oddział Akcji Katolickiej powstał po I wojnie światowej w Besku. Liczył cztery oddziały: stowarzyszenie mężczyzn, kobiet, młodzieży męskiej i młodzieży żeńskiej. Opiekę nad kołami sprawowali – jak dzisiaj – asystenci kościelni (proboszczowie lub delegowani księża).

Po Drużynach Bartoszowych na początku lat 30. powstaje w Besku kolejna organizacja paramilitarna, o charakterze społeczno-wychowawczym – Związek Strzelecki, popularnie zwany „Strzelcem” (powstały w 1910 r. we Lwowie). Zazwyczaj młodzież przechodziła do tej organizacji z katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Beski „Strzelec” posiadał własną bibliotekę, tematyczną związaną z charakterem organizacji; świetlica dla członków mieściła się w budynku gromadzkim. Poprzez ćwiczenia podnoszono sprawność fizyczną członków, uczono obchodzenia się z bronią, przygotowywano także wykłady obejmujące tematykę ogólnowojskową. W 1938 r. związek liczył 40 członków. Cieszył się we wsi dużym powodzeniem, prowadząc dodatkowo swoją orkiestrę strzelecką – należeli do niej m. in. Józef Ciepły, Kazimierz Kapłon, Henryk Kieroński, Antoni Krupianik, Stanisław Mermer, Jan Nycz, Józef Polak, Franciszek Skotnicki, Jan Skubel, Józef Skubel, Stanisław Skubel, Władysław Skubel, Grzegorz Szałankiewicz, Paweł Szałankiewicz. Ważnym dniem dla tej organizacji był 29 czerwca 1938 r., gdy beski „Strzelec” przygotował tzw. „Dzień Morza”, na który przybyli: starosta sanocki, płk Zygmunt Csadek, dowódca 2 Pułku Strzelców Podhalańskich z

6

Sanoka i dr Skwarczyński z Sanoka, przedstawiciel władz

7
8
12
5
11
9
10
1
2
3
4

powiatowych.

5

 

7

W Besku istniała także sekcja Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” (powstałego w 1867 r. we Lwowie), ale mamy o nim niewiele informacji, zaś osoby, które w nim były, już nie żyją. Wiemy, że istniało nadal w latach międzywojennych.

Znaną postacią tego okresu jest ks. Bolesław Hołub, wikariusz beski (w latach 1923-1935, za czasów probostwa ks. Knapa, a przez kilka miesięcy po śmierci proboszcza administrujący parafią), który utworzył we wsi Związek Młodzieży Katolickiej oraz zainicjował powstanie Spółdzielni Mleczarskiej. Spółką tą kierowali Jan Mermer i Józef Szałankiewicz. Prowadziła działalność handlową dzięki istniejącemu sklepowi. Niestety, po przeniesieniu ks. Hołuba na inną placówkę duszpasterską, spółdzielnia zbankrutowała.

Ks. katecheta zainicjował także powstanie Spółdzielni Wikliniarskiej, bazującej na pędach wierzbowych rosnącym w wisłockich starorzeczach. Członkowie wyrabiali różne przedmioty z wikliny, zazwyczaj różnej wielkości koszyki, na które zawsze był popyt. Dzięki niskim kosztom produkcji, spółdzielczość wikliniarska prężnie się rozwijała. Działalność ta przynosiła członkom całkiem wymierne zyski, zasilające ich skromny budżet.

Razem z kierownikiem szkoły, Józefem Kisielewiczem, ks. Hołub założył także polską orkiestrę dętą (we wsi istniała już założona wcześniej orkiestra ruska), która początkowo liczyła 12 członków; instrumenty sprowadzono aż ze Lwowa. Próby orkiestry odbywały się w budynku Kółka Rolniczego. Odtąd jej występy uświetniały różne uroczystości państwowe i kościelne. Natomiast organizacją chóru i teatru szkolnego zajęli się ówcześni nauczyciele – kierownik Józef Kisielewicz, Józef i Kazimiera Muszyńscy, Zofia Karocka (uczyła także Lesława Myczkowskiego we dworze) i Józef Szmyd

W 1926 r. w Besku, z inicjatywy kilkunastu kobiet, powstaje pierwsza organizacja kobieca – Koło Gospodyń Wiejskich, pierwszą przewodniczącą została Domicela Kielar. W pierwszym roku działalności ze Lwowa, przybyła instruktorka, która organizowała kurs kroju i szycia, estetyki i higieny. Kobiety zrzeszone w Kole inicjowały prace społeczne na rzecz środowiska wiejskiego, wspierały swą opieką sieroty i biedne dzieci, zarówno wtedy, jak też w czasie II wojny światowej, kiedy otoczyły opieką dzieci i rodziny żołnierzy kampanii wrześniowej i działaczy konspiracji. Na spotkaniach dzielono się wiedzą na temat prowadzenia gospodarstwa domowego, wychowywania dzieci, odżywiania, krawiectwa, gotowania itp. Przejawem ich działania okazało się podniesienie świadomości społecznej poprzez zwalczanie zacofania i niechęci do tego, co nowe, wśród miejscowej ludności. Członkinie beskiego koła uczestniczyły w organizowaniu uroczystości środowiskowych, ludowych i kościelnych.

Rozwija się również, powołany w 1910 r. beski oddział „Kasy Stefczyka”, udzielając potrzebnych pożyczek i kredytów za bardzo niskim oprocentowaniem. W II Rzeczypospolitej liczy sobie już 500 członków (1938 r.). Siedziba kasy mieściła się, jak dawniej, w budynku gromadzkim. Obok ks. Hołuba spółką zarządzali Stanisław Ziemiański i Stanisław Szałankiewicz.

 

Stan beskiej oświaty nie odbiegał od innych regionów byłej Galicji. Szkoła zapewnia wykształcenie podstawowe, niestety, duża część uczniów kończy naukę zaledwie po dwóch, trzech latach; bardziej potrzebni są w polu i na pastwisku. W ówczesnej wsi tylko ok. 5 osób posiadała wykształcenie wyższe (są to z reguły księża i mieszkańcy dworu), zaś ok. 20 – średnie.

Wieś jednak powoli rozwija się. Tworzące się polskie stowarzyszenia i organizacje wymuszają społeczną aktywność, wyrywają z marazmu, a nawet z biedy. Działają już dwie konkurujące ze sobą mleczarnie i gorzelnia. Działa przedwojenny jeszcze tartak Gieradów. Fiaskiem natomiast zakończyła się budowa młyna; przybyły z Bzianki Jan Polański zaczął już wykonywać prace ziemne i betoniarskie, ale woda rozerwała wykonany jaz, z którego do dziś pozostały tylko widoczne wybetonowane końce oraz część rowu wodnego do młyna.

 

Pod zarządem polskiego Kółka Rolniczego znajdował się drewniany (z balustradą) Dom Ludowy w Besku; w nim koncentrowało się życie kulturalne wsi, odbywały się odczyty, imprezy, zabawy i zebrania. Kółko liczyło od 50 do 100 członków; prezesem był Andrzej Kwiatkowski, zaś kierownikiem – Michał Roman. Kółko Rolnicze posiadało sklep towarów mieszanych. Z biegiem lat jednak, jak przedstawia to kierowniczka s. Joanna Gyurkowicz, dom ludowy stał się siedliskiem pijaństwa i demoralizacji („właściwie jest to dom na pijatykę i bójki”).

Obok Kółka Rolniczego w Besku istniało Kółko Hodowców składające się z 20 członków. Organizacja prowadziła kursy mające na celu racjonalną hodowlę bydła i podniesienie wydajności mleka. Ważnym wydarzeniem dla tego stowarzyszenia było zorganizowanie 5 listopada 1926 r. w Besku wystawy bydła, skupiającej hodowców z trzech powiatów.

W tym czasie założono również Kółko Sadownicze, pragnąc upowszechnić uprawę szlachetnych odmian drzew owocowych. Początkowo liczyło 25 członków, później ich liczba zwiększyła się.

Z braku prądu elektrycznego korzystano z tzw. aparatów kryształkowych na słuchawki „Detefon”; pierwszym posiadaczem w latach 30. takiego odbiornika był następca ks. Knapa, beski proboszcz ks. Andrzej Witko, drugi znajdował się w szkole. Nie wymagał zasilania (sygnał wzmacniała długa 50-metrowa antena), był prosty w obsłudze i przede wszystkim tani (kosztował 1/10 ceny prostego odbiornika lampowego). Radio lampowe było natomiast we dworze.

Jakiekolwiek pojazdy mechaniczne były taką nowością, że ich przejazd drogą główną (zwaną tu lokalnie „sztreką”), utwardzoną, ale nie pokrytą asfaltem, wzbudzał powszechne zainteresowanie. W Besku pierwszy pojazd pojawił się we dworze – Jerzy Myczkowski posiadał pojazd, zwany „Gigiem”, jeszcze ciągnięty przez jednego konia. Dopiero w czasie wojny, gdy beskim majątkiem zarządzał dr Oskar Schmidt, we dworze pojawił się pierwszy samochód i motocykl.

Szczytem marzeń był natomiast rower. Dla zwykłych mieszkańców był nieosiągalny – był we dworze, posiadał go również nauczyciel i listonoszka oraz p. Sikorska, która w przysiółku Góry prowadziła małą hodowlę krów.

Lata 20. i 30. na Podkarpaciu to czas poszukiwań bogactw naturalnych. Nie ominęło to także Beska i Mymonia. W pobliżu Jaru Wisłoka odkryto węgiel kamienny, zaś w pobliskim lesie ślady ropy naftowej. Po dokonaniu wstępnych badań okazało się jednak, że wydajność tych złóż była stosunkowo mała w porównaniu do ewentualnych kosztów eksploatacji.

 

Niewielu już mieszkańców Beska pamięta, iż miejscowość ta – wzorem wielu miast dawnej Polski – posiadała własny kopiec; co prawda niewysoki, ale jednak górujący nad okolicznymi domami, stanowiący wyraźny i charakterystyczny szczegół w krajobrazie wsi.

W latach 30. kończono w Besku komasację gruntów oraz prace melioracyjne, które przyczyniły się do poprawy warunków gospodarowania. Aby uczcić te wydarzenia, trzy lata później, w 1937 r., usypano pamiątkowy Kopiec Beski, a jego poświęcenie (19 września 1937 r.) było wielkim lokalnym świętem. W budowę kopca zaangażowali się wszyscy mieszkańcy Beska. Okolicznościowe przemówienie wygłosił ówczesny wójt gminy – Paweł Bobak[13], obecny był także zastępca wójta – Andrzej Kwiatkowski. Nieistniejący dziś kopiec znajdował się nad Wisłokiem, koło dzisiejszej remizy strażackiej. Rychło stał się także miejscem zabaw dzieci, które w zimie zjeżdżały z niego na sankach. Niestety, został zaniedbany i rozmyty przez deszcze. Jego resztki zniszczono w trakcie budowy remizy (którą oddano do użytku w 1965 r.), a otaczające go akacje wycięto. Zaginęła także tablica, na której wyryto nazwiska mieszkańców zaangażowanych w scalenie gruntów – Polaków i Rusinów.[14]

W 1933 r. – w celu zagospodarowania sił i potencjału ludzi młodych – powołano w Polsce Stowarzyszenie Opieki Nad Niezatrudnioną Młodzieżą, które wkrótce utworzyło 56 ośrodków skupiających od 100 do 400 junaków w regionach o największym bezrobociu (w sumie zatrudniono ok. 12 tys. młodzieży). W 1936 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki powołał do życia Junackie Hufce Pracy, do których młodzi Polacy mogli wstępować na zasadzie ochotniczej. Z Beska do junaków zgłosili się m. in. Henryk Kieroński, Józef Kornasiewicz, Edmund Kliczyński, Jan Kwiatkowski, Stanisław Szałankiewicz i Władysław Wróbel. Dopiero wybuch II wojny światowej przerwał działalność hufców, choć we wrześniu 1939 r. junacy, jako dobrze wyszkoleni w zakresie obronności, czynnie włączyli się w obronę ojczyzny przed hitlerowskim i sowieckim agresorem.

 

Problemem powoli odczuwalnym społecznie stawała się ludność rusińska, coraz częściej identyfikująca się z Ukrainą (rzadziej z Moskwą). Koniec I wojny światowej nie rozwiązał potrzeb rodzącej się autonomii różnych ludów i narodów. Jednym z nich była Ukraina, która od poł. XIX w. powoli dojrzewała do idei niepodległości.

Wśród ludności rusińskiej Galicji na przeł. XIX i XX w. powstały trzy główne postawy samoidentyfikacji narodowościowej. Pierwszy – to orientacja prorosyjska (moskalofilska), głosząca że jest jeden naród „ruski” (z czasem wytworzyła ona panslawizm, głoszący, że wszyscy Słowianie muszą się połączyć w jeden naród, któremu będzie przewodzić Rosja). Członkowie tej orientacji nazywali siebie rusofilami bądź moskalofilami, a ośrodkiem ich działania były czytelnie im. Michała Kaczkowskiego. Druga orientacja – to proukraińskie Towarzystwo „Proswita” („Proświta”), która również posiadała swoje czytelnie. Obie te orientacje, rywalizując ze sobą, prowadziły do ożywienia kultury agrarnej miejscowej rusińskiej ludności; zakładały szkoły gospodarowania, sprowadzały nawozy dla rolników oraz prowadziły sklepy samopomocy chłopskiej (kooperatywy). Wreszcie trzecia orientacja – rusińska (autonomiczna), zakładająca istnienie narodu rusińskiego, niezależnego zarówno od Rosji, jak też od Ukrainy. W Besku, pod wpływem agitatorów politycznych, zdecydowanie zaczęła przeważać koncepcja proukraińska, co – rzecz jasna – przełożyło się wkrótce na poglądy i tendencje polityczne.

 

Federacyjna koncepcja Józefa Piłsudskiego spełzła na niczym, zaś wzajemne walki o dawne polskie tereny (Kresy wschodnie), o które teraz upominały się różne proukraińskie ośrodki, skonsolidowane w jednej idei „samostijnej Ukrainy”, doprowadziły do pogłębienia wzajemnych antagonizmów.

Żyjący we wsi Ukraińcy „wchodzą” do wolnej Rzeczypospolitej lepiej uposażeni ekonomicznie niż ich polscy sąsiedzi. Mają lepsze ziemie, więcej bydła, są na ogół bogatsi; mogą sobie pozwolić na polskiego parobka i polską służącą. Ale pamiętajmy, że wtedy nie pojmowano tego w kategoriach religijnych czy językowych, nie wspominając już o narodowych. Wieś tworzyły rodziny polskie, ukraińskie i mieszane, których było całkiem sporo. Niewielką część tworzyli spolonizowani osadnicy z Zachodu (głównie Niemcy). Mieszkająca tu później garstka Żydów nie zasymilowała się (poza dwoma czy trzema wyjątkami, których potomkowie żyją dzisiaj w gminie) i nie miała żadnego znaczenia – ani demograficznego, ani kulturowego.

W tabeli przedstawiono strukturę narodowościowo-wyznaniową parafii Besko (obejmującej Besko z Porębami, Mymoń, Milczę i Odrzechowę z Pastwiskami) w latach 1917-1938:[15]

 

Rok

Liczba

mieszkańców

W tym:
Rzymskokatolicy Grekokatolicy Żydzi
Liczba % Liczba % Liczba %
1917 6087 2487 40,85 3570 58,86 30 0,40
1924 5876 2566 43,66 3300 56,16 10 0,18
1926 5649 2272 40,22 3345 59,21 32 0,57
1927 5832 2455 42,10 3345 57,36 32 0,54
1928 5832 2455 42,10 3345 57,36 32 0,54
1933 5814 2469 42,47 3345 57,53 brak danych brak danych
1938 3699 2179 58,91 1520 41,09 brak danych brak danych

 

Z danych wynika, że zmiana narodowościowo-wyznaniowa nastąpiła w 1938 r., gdy zmniejszyła się zdecydowanie liczba ukraińskiej ludności greckokatolickiej; wiązało się to z włączeniem w 1936 r. Odrzechowej i Pastwisk do parafii w Głębokiem. Na obszarze tych dwóch wsi zdecydowanie dominowali uniccy Ukraińcy. Od tego roku w rozległej parafii Besko większościową opcją są Polacy obrządku rzymskokatolickiego. Należy pamiętać, że podane liczby nie dotyczą gminy Besko, lecz parafii Besko – w samym Besku zdecydowanie po 1910 r. dominowali Polacy.

Wspomniani Żydzi stanowią minimalny odsetek ludności, zamieszkując wsie poza Beskiem. Schematyzmy greckokatolickie podają inne dane ilości wiernych niż łacińskie – jest to najpewniej związane z faktem, że granice obu parafii nie pokrywały się, być może także schematyzmy unickie zawyżały nieco dane o liczbie Ukraińców.

 

Widząc społeczną aktywność organizujących się w różne koła i stowarzyszenia beskich Polaków oraz coraz większy nacisk kultury polskiej, sami ukraińscy beszczanie zaczęli dostrzegać w tym korzyści materialne i społeczne; najmniejszy problem był ze zmianą religijną – oba Kościoły były i są katolickie, różniąc się jedynie rytem (obrządkiem), stąd przepisanie się z jednej (greckiej) do drugiej (łacińskiej) parafii było tylko formalnością. Pociągało to jednak za sobą dalsze konsekwencje: łaciński chrzest oraz imię dziecka, zmianę języka i zwrot ku kulturze polskiej. A to już były decyzje, które wywierały potężny wpływ na sposób myślenia i działania ukraińskich dotychczas mieszkańców wsi.[16]

Ta społeczna i kulturowa zmiana ma miejsce, gdy ukraińską parochią (parafią) zarządza ks. Rościsław Mikołaj Prus-Wiśniewski (Mykoła Wiśniewskij), natomiast katechetami byli ks. Karol Salo (krótko był w Besku – w latach 1932-1934) i ks. Mikołaj (Mykoła) Hołowacz, urodzony 17 lipca 1893 r. w Dąbrówce (katecheta w Besku w latach 1922-1944), obaj otwarcie deklarujący ukraiński nacjonalizm. Ks. Wiśniewski został zapamiętany jako cichy i dobry człowiek, pełen otwartości i zgody, przyjacielsko nastawiony do znanego z surowych obyczajów proboszcza Knapa (także fizycznie bardzo się od siebie różnili – drobny ks. Wiśniewski niknął przy wzroście i potężnej posturze łacińskiego proboszcza). Obydwaj też odeszli mniej więcej w tym samym czasie.

Społeczność wiejska bardziej zapamiętała ich katechetów. Wspomniany znakomity i pełen pomysłów organizator ks. Hołub, budzący wieś po latach zwątpienia, wyzwalał u unickiego ks. Hołowacza podobne działania – powstają ukraińskie: Bractwo Trzeźwości, Stowarzyszenie Najświętszego Serca Jezusowego, „Proświta” (która w 1938 r. liczy aż 120 członków; jej wieloletnim prezesem był Jan Bobak), kooperatywa „Pomicz” („Pomoc”) w Hrabeni, która liczyła 200 osób i prowadziła sklep artykułów mieszanych; w przysiółku tym powstał także ukraiński dom kultury. Z inicjatywy Aleksego Maśnika założono „Masłosojuz”, prowadzony przez niego i liczący około 50 członków. Zarówno ks. Hołub, jak też ks. Hołowacz mimo wszystko przyjaźnie odnosili się do siebie, w szkole wzajemnie się wspomagali, zastępując jeden drugiego.

 

Na początku lat 30. nastąpiła zmiana na stanowisku proboszcza w obu parafiach – w rzymskokatolickiej został nim ks. Andrzej Witko (1884-1965), zaś w greckokatolickiej – ks. Michał Wełyczko (1889-1939). Obaj bardzo dobrze zapisali się w pamięci beszczan, bez względu na wyznanie.

Niestety, w tę nacechowaną wzajemnym szacunkiem koegzystencję obu grup wmieszała się polityka. We wsiach galicyjskich zaczęli pojawiać się ukraińscy agitatorzy (często okresowo podejmując pracę nauczycieli), największą pomoc uzyskując od księży greckokatolickich, bogatych chłopów i młodej inteligencji ukraińskiej. W Besku szczególną aktywność przejawiał nauczyciel Lewicki i Kuźma Wojnar; oczywiście, najbardziej zaangażowanym był ks. Hołowacz. Te działania wkrótce wydały zatrute owoce, dzieląc przyjaznych sobie dotąd ludzi, rodziny, sąsiadów[17].

Sama Cerkiew nie była tutaj bez winy, gdy przypomnimy sobie twarde proukraińskie stanowisko lwowskiego i halickiego metropolity Andrzeja Szeptyckiego[18]. Nasilenie działalności agitacyjnej nastąpiło po zabójstwie ministra spraw wewnętrznych RP Bronisława Pierackiego[19] przez członka OUN, co spowodowało natychmiastowe zaostrzenie działań wobec ekstremistycznych organizacji ukraińskich i było bezpośrednią przyczyną utworzenia obozu w Berezie Kartuskiej[20]. Młode, dopiero kształtujące swój byt na mapie politycznej Europy państwo polskie, szanując odrębność narodowo-religijną istniejących tu ludów, nie mogło jednak pozwolić sobie na działania zmierzające do jego dezintegracji.

Wzrost nastrojów proukraińskich w Besku prowadzi niektórych zideologizowanych beszczan do identyfikacji z odległą przecież geograficznie Ukrainą. Mieszając w Besku, czują się wręcz obywatelami wschodniego kraju, nieistniejącego wtedy jako państwo.

2 listopada 1938 r. Węgry dokonują aneksji południowej części Zakarpacia (należącego wtedy do Czecho-Słowacji) z dwoma największymi miastami – Użhorodem i Mukaczewem, a w marcu 1939 r. całego Zakarpacia, na kilka lat włączając te tereny do swojego państwa[21]. 9 listopada 1938 r. autonomiczny rząd Rusi Zakarpackiej utworzył karpackie siły zbrojne – Sicz Karpacką, która wkrótce rozwinęła się w niewielką, ale sprawną formację wojskową. Na wieść o tym wydarzeniu na pomoc Zakarpaciu pośpieszyło wtedy z Beska dwóch ochotników.

 

Kilka rodzin, ulegając oficjalnej propagandzie ukraińskiej (choć zdecydowanie wrogo patrzyli na to tutejsi działacze ukraińscy, chcąc, by „Ukraina przyszła tutaj”), zdecydowało się wyjechać na wschód, m. in. pojedyncze rodziny Szałankiewiczów, Ziemiańskich, Wróblów, Deńków, Kielarów i Depów. Zdecydowana większość z nich jednak wróciła, rozczarowana kontrastem między agitacyjną treścią a rzeczywistością, którą zastali na wschodzie.

 

 

Po I wojnie światowej pojawiają się w Besku nowe nazwiska; są to Polacy, choć etymologia ich nazwisk jest zróżnicowana – polska, ruska, niemiecka: Knurek, Śmietana, Iżowski, Zajączkowski, Maczkowski (lub Mączkowski), Muszyński, Polański, Kieroński, Decewski, Szmydt, Rysz, Krok, Puchała, Skotnicki, Iwanicki, Tymiński, Kleczyński, Zubik, Szyndler. W czasie II wojny światowej przybyły kolejne: Depa (po powrocie ze Wchodu), Łącki, Gałuszka, Czech, Szajner. Ich nosiciele przybywali z rodzinami lub samotnie, wchodząc w koligacje z Polakami lub Rusinami – głównym magnesem był, oczywiście, status materialny autochtona. Przybyłe rodziny zamieszkiwały przeważnie w dworskich czworakach (rozebranych w latach 70.) lub oficynach. Deklarowali się w większości jako katolicy rzymscy.

 

1 września 1936 r. (po wizytacji inspektora szkolnego) po raz pierwszy w dzienniku lekcyjnym pojawia się zapis uwzględniający wyznanie religijne ucznia oraz jego rodziców, co niekiedy prowadzi do niepotrzebnych kłótni na tle narodowościowym

Zachowały się szkolne sprawozdania z końca lat 30., pisane do inspektoratu szkolnego w Sanoku, zawierające krótką charakterystykę miejscowości i środowiska; niestety, wcale nie napawają optymizmem. Pierwsze, pisane przez kierownika szkoły Piłkowskiego, opatrzone jest datą 28 grudnia 1938 r.

 

 

Kwestionariusz w sprawie badania środowiska. Nazwa miejscowości: Besko.

 

Zabytków sztuki tutejszej miejscowości nie ma. Kościół hist. rejestrowany w roku 1755. W Mymoniu 2 km od Beska są ruiny zniszczonego zamczyska.

(…) jest szyb naftowy, jednak już nieczynny. W jarze Wisłoka koło Mymonia są ślady węgla kamiennego, ale po zbadaniu przekonano się, że eksploatacja byłaby nieopłacalna.

Koło: Stowarzyszenie Mężczyzn rz. kat. liczy 27 członków.

Koło: Stowarzyszenie Kobiet rz. kat. liczy 60 członków.

Koło: Stowarzyszenie Dziewcząt rz. kat. liczy 30 członków.

Stowarzyszenia (…) religijno-moralne:

Koło Gospodyń (…) liczy 30 członkiń i wykazuje aktywność.

Związek Strzelecki liczy 40 członków (…) jest aktywny.

Organizacje ukraińskie są nieznane.

Jest Dom Ludowy polski, w którym odbywają się imprezy, (…) i zebrania mające cel kulturalno-oświatowy.

Proświta liczy ponad 100 członków, którzy korzystają z czytelni. Urządza się tam zebrania, odczyty, które mają na celu uświadomienie kulturalne. Wykazuje dużą aktywność.

Orkiestra polska jest zorganizowana przy kółku rolniczym, liczy 12 członków.

Kółko Rolnicze polskie liczy 50 członków, prowadzi sklep Kółka Rolniczego.

Koło hodowców zorganizowane przy kółku, składa się 20 członków i ma na celu podniesienie hodowli bydła i wydajności mleka. Koło ma 25 członków.

Kooperatywa ruska liczy 60 członków, prowadzi sklep, urządza zebrania w celach kulturalno-oświatowych.

Kasa Stefczyka ma 500 członków i ma na celu udzielanie pożyczek na dogodnych warunkach.

Czytelnictwo ludności jest słabo rozwinięte. Przy Związku Strzeleckim znajduje się biblioteka. Do czytania następujące pisma: „Rolnik Wielkopolski”, „Spółdzielca”, „Mały Dziennik”, „Piast”, „Głos Narodu”, „Kurier”.

Stan dróg w tutejszej miejscowości jest nieodpowiedni.

Do najbliższego miasta powiatowego Sanoka jest 21 km. Są połączenia autobusowe, kolej, poczta na miejscu. Kościół jest w miejscu. Pod wzglądem turystycznym, jak i wypoczynkowym jest możliwość rozwoju.

Ludność prócz zainteresowań gospodarczych nie wykazuje innych.

 

Kazimierz Piłkowski, kierownik szkoły

 

Znacznie bardziej pesymistyczny, wręcz gorzki, obraz wiejskich instytucji zamieściła rok później kierowniczka szkoły żeńskiej, s. Joanna Gyurkowicz:

 

Besko, 12.11.1939. Inspektorat Szkolny w Sanoku.

 

Kościół obrz. rzym. kat., do prezbiterium jest z r. 1595. Od prezbiterium z r. 1837, gdyż ta część została spalona. Dawniej stał z prawego brzegu Wisłoka, po spaleniu 1837 r. przeniesiono go na obecne miejsce.[22] W murze dworskim jest kapliczka św. Floriana. Musi być zabytkowa, gdyż posiada starodawny zegar słoneczny. (Dobrze by było dostać tą figurę z Muzeum Sanockiego). Dwór zbudowany przed rokiem 1837.

Idąc ku wsi Mymoń, spostrzega się mury zamku, jak mówią – pana Mymońskiego, rycerza z czasów piastowskich. Zamek ten został zniszczony za czasów najazdu Szwedów. Besko było podgrodziem: dlatego tu oprócz tubylczej ludności polskiej są i inne mniejszości: ruska (obecnie od 1921 r. stale wzrasta tu praca, są i Włosi, Szwedzi, lecz już przeważnie zruszczeni. Wśród ludności ruskiej (ukr.) 75% stanowią zruszczeni Polacy. Stale i obecnie wynaradawiają się rodziny narodow. polskiej, przez małżeństwa mieszane. A także i dzieci szkolne. (Praca ks. ruskich, a obecnie i zakonnic).

W lesie beskowskim znaleziono źródło ropy naftowej, eksploatacja na razie nieaktualna, co dotyczy też i odkrytych tu podkładów węgla kamiennego. Koszta nie pokryje produkcja.

Organizacje polskie: Straż Pożarna ogółem 24 aktywnych

Strzelec aktywnych 24 wspierających 31 aktyw.

Stron. Ludowe człon. 58 b. aktywni

Akcja Katol. oddz.           mężczyzn 40 czło.

-//-                                                                       kobiet 35 czło. aktyw.

-//-                                                                       dziewcząt 28 czło.

Koło Gospodyń człon. 35 aktywne

Organ. Ukrain. są tajne, działalność ich ujawnia się przy aktywności ośrodk. kulturalnych.

Dom Ludowy Polski jest pod zarządem Kółka Rolniczego. Tu powinno się koncentrować narodowo-kulturalne i społeczne życie Polaków w Besku, a właściwie jest to dom na pijatykę i bójki, b. często krwawe. Ogromnie zaniedbany, zbiorowisko brudu. Jest hańbą dla swej nazwy Polski.

Świetlica: Straży Pożarnej, konsent. życia wych. członków.

Świetlica: Świecka w budynku gromadzkim.

Świetlica: Akcji Katolickiej na plebanii i obrz. rzym. kat.

Proświta: 120 człon., ośrodek życia ukraińskiego. Prezesem jest Jan Bobak, znany agit. ukr. współpracownik ks. gr. kat. Hołowacza, twórca piosenek i incydentów ukraińskich.

Masłosojuz (filia) 52 czł. kier. Maśnik Aleksa, syn Jana, obecnie kształci się na uniwersytecie pedagogicznym w Warszawie czy w Wilnie. Duchowy wódz ukrain., a tam gdzie przebywa, udany przyjaciel Polaków.

Kooperatywa: Pomicz czł. 200 (ponad) wszystkie to ośrodki org. są b. aktywne. Zebrania tam o b. pełnej frekwencji. Solidarnie pracują wszyscy za jednego i jeden za wszystkich. Ludność „ruska” na uboczu coraz b. topnieje.

Kółko Rolnicze Polskie posiada komplet instrumentów muzyki dętej (staraniem ks. Hołuba byłego katechety i ś.p. pana Kisielewicza byłego kier. szk. pow. męs. w Besku. Obecnie zaniedbany zespół. Prywatnie zespół ten bierze udział na zabawach, weselach, imieninach. Ale na uroczystości państwowe nigdy nie ma kompletu, bo grają tylko za zapłatę.

  1. R. posiada 80 czł. Prezesem jest Andrzej Kwiatkowski.
  2. R. nie idzie do swojego zadania. Kierownikiem K.R. Polskiego jest ukr. Roman Michał. Ludzie skarżą się, że Kółko R. jest tylko na to, by sprzedawało denaturat i inne trunki. Nie można w nim pracować w duchu narodowym ani porozmawiać nawet poufale, bo zawsze w nim pełno mniejszości stale źle usposobionych Polsce. Ciągle tam pijatyki. Według statystyki Besko przepija miesięcznie 500 zł. Związki ukr., widząc takie niedbalstwo u Polaków, wciska się wszędzie ze swoją inicjatywą. Ma własną orkiestrę, która występuje tylko we własnym zakresie życia ukraińskiego.

Przy szkole pow. Żeń. w Besku jest biblioteka dla wszystkich w liczbie 221 tomów.

Korzysta z niej przeważnie Koło Rodzicielskie.

Strzelec posiada też bibliotekę we własnym zakresie.

Proświta posiada własną bibliotekę o b. obszernym zbiorze.

Ludność polska prenumeruje: „Plon”. „Wici Polska”, „Mały Dziennik”, „Głos Narodu”, „Czas”, „Ekspress”, „Piast”, „Okólnik Wielkopolski”, „Tygodnik Spółdzielczy”, „Nowy Wiek”. „Kurier Poranny”, „Dobry Wieczór”, „Wielkopolanin”, „Turysta Polski”, „Przewodnik Katolicki”, „Echo Ameryki”, „Gazeta Polska” i wydawnicza religijne.

Ludność ruska ukr.: „Nowyj Czas”, „Nasz Prapor”, „Nidila”, „Łemko”, „Nasz Łemko”, „Kooperatywa”, „Dzwinoczok”.

Stan dróg gromadzkich fatalny. (…) Przez nie przechodzi dwie drogi do Zarszyna w kierunku Sanoka i do Rymanowa w kierunku Krosna, tak samo idą drogi kolejowe.

Do miasta powiatowego Sanoka jest 21 km, do targowego Rymanowa 7 km. Miasta te łączy kolej, autobus, poczta, która ma swą agencję w Besku w budynku gromadzkim.

Przystanek kolejowy na miejscu. Kościół obrz. rzym. kat. w miejscu, tak samo i cerkiew gr.kat. obrządku.

Mieszkańcy Mymonia, Milczy, Porąb i Odrzechowej należą do parafii Besko. Wielka odległość wsi Odrzechowej do kościoła obrz. rzym. kat. odbiła się na ludności narodowości polskiej. Opowiadają wiarygodni świadkowie, że jeszcze przed paru laty ludność ta chodziła do kościoła w Besku, bo w miejscu mają tylko cerkiew. Rok rocznie jednak zmniejsza się ich frekwencja. Obecnie całkiem zanikła. Jest wynaradawiana, przeszła na obrządek gr. kat. a więc zmuszona, bo mówi ruskim językiem. Tak dzieje się z Polakami w ogóle w naszym zakątku sanockiego powiatu.

Tragedia rodzin z powyższego opisu obecnie odżyła sercami dobrych Polaków i budzą się do czynu. Trzeba tylko jasnych charakterów, by pomóc im. Najżywotniejszym zainteresowaniem ich jest zrzucić ze siebie (…) ukrain. i przywódców demagogów, by w duchu czysto polskim żyć.

Po drugie ratować dusze polskie od wynarodowienia.

Po trzecie, by każdy Polak, Polka używała w życiu społecznym polskiego języka, nie ruskiego, bośmy u siebie, a nie u obcych. Wielka to praca i święta, lecz jakże ciężko znaleźć takich, by szczytnie ją pielęgnowali. Oby Ojczyzna wiedziała całą prawdę. Zostawiona polska ludność sama sobie, bez oddanego jej nieugiętego pracownika, szamoce się i zgnębiona, łatwo podatna jest na podszepty – demagogów. I tak Ojczyzna traci tu szlachetne oddanie o ideologicznych poczynaniach serc Polaków.

Jest tu [potrzeba] uczyć legionistów ochotników niepodległościowych, będących nieraz w skrajnej nędzy, a nie ma wyjścia. Trzeba zająć się nimi, by mogli być użyteczni Ojczyźnie. Życie schodzi im na zgrzytach, że ukrain. lepiej, im zaś źle powodzi się.

Też i inni Polacy pragnęli, by dostać pracę tą, którą mają Ukraińcy. Ruch ten wpośród ludności polskiej b. obecnie rozpowszechnił się, wskazuje na żywiołowość Polaków w Besku i dobrą ich wolę.

 

Joanna Gyurkowicz, kier. szk.

 

Trudno stwierdzić, czy podane opinie są rzetelnym odzwierciedleniem panujących we wsi tendencji i obrazem niechętnie do siebie usposobionych grup narodowościowych, czy też są indywidualnym odbiciem jakichś antyukraińskich przekonań i uprzedzeń kierowniczki szkoły żeńskiej.

 

Tak o narastającej wzajemnej niechęci pisze Lesław Myczkowski:

Przed wojną ludność Beska składała się w połowie z Polaków (nazywanych tu Mazurami) oraz z Rusinów (obecnie Ukraińców). Oba języki były w powszechnym użyciu, a rodzin mieszanych więcej było niż narodowo jednolitych (…). Jak wspomniałem, w Besku i w jego sąsiedztwie zamieszkiwała ludność mieszana polska i rusińska, obecnie zwana ukraińską. Na terenach tych mieszały się ze sobą elementy polskie i rusińskie i do czasu I wojny światowej nie istniały tu problemy narodowościowe. Zostały one wzniecone wskutek propagandy kół skrajnie nacjonalistycznych po wojnie polsko-ukraińskiej i obronie Lwowa. Na naszym terenie propagandę przeciwną Polsce szerzy głównie kler ukraiński i młodzi nauczyciele. Powoli zatruwała ona wzajemne stosunki, ale do zaognienia doszło dopiero po wkroczeniu Niemców.[23]

 

Coraz bardziej narastająca niechęć obu grup narodowościowych staje się faktem, co znajdzie smutne odzwierciedlenie w czasie okupacji niemieckiej i późniejszych, powojennych już wydarzeń.

[1] Wspomniany wcześniej Wiktor Płatek wraz z kilkoma innymi „wynaleźli” inny sposób na zarobek. Odświętnie ubrani, zabrawszy ze sobą centerfugę do mleka (mającą udawać przyrząd mierniczy), ruszyli na Wolę i Hrabeń, zamieszkałe w tym czasie przez bogatsze rodziny ukraińskie, gdzie przystąpili do „mierzenia” nowej linii kolejowej, która miała biec przez domy i stodoły Ukraińców. „Zmiana trasy kolei” następowała po sowicie dawanych łapówkach. Oczywiście, cała sprawa później się wydała, nastąpiły skargi, a „inżynierowie kolejowi” na pewien czas zniknęli ze wsi. Nota bene, Mieczysław Krężel, późniejszy akowiec, to siostrzeniec Płatka.

[2] Podaję za: Banek Stanisław, op. cit., s. 137.

[3] Myczkowski Lesław, op. cit., s. 80-81. Adwokat Lesław Myczkowski później zamieszkał w Warszawie, gdzie otworzył kancelarię adwokacką (ul. ul. Smulikowskiego 6/8). Obecnie na emeryturze, w 1997 r. odwiedził Besko, ziemię swego dzieciństwa.

[4] Myczkowski Lesław, op. cit., s. 24.

[5] W Besku służba folwarczna miała przydział nafty i węgla do opalania, deputat mleka, kaszy, ziarna i tłuszczu oraz zapłatę pieniężną ok. 30 zł miesięcznie; mieszkano w dosyć wygodnych, jak na ówczesne czasy, czworakach. Każda rodzina miała swój pokój z kuchnią (za ubikację służyła „sławojka”); z tyłu był mały ogródek. Natomiast w pobliskim Długiem mieszkano po prostu w stajniach, wraz z bydłem i końmi.

[6] Wywiad ze Stanisławą Szałankiewicz (przeprowadzony przez Joannę Szyndler) – Tu moje korzenie… Zapis rozmów z mieszkańcami Beska. Praca w maszynopisie, Besko 2001, s. 5.

[7] Znana jest w Besku historia fornala, wdowca, ojca siedmiorga dzieci, który w Nowym Roku, w zimie, został pozbawiony pracy. Kazano mu się wynosić z izby, jaką zajmował w czworakach. Ponieważ nigdzie nie mógł znaleźć pracy, nadal tam mieszkał. By go zmusić do opuszczenia czworaków, służba dworska wybiła mu okna i uszkodziła drzwi, wyrzucając w końcu nieszczęsną rodzinę na zewnątrz.

[8] Za: Banek Stanisław, op. cit., s. 115.

[9] Wywiad ze Stanisławą Szałankiewicz (przeprowadzony przez Joannę Szyndler) – Tu moje korzenie… Zapis rozmów z mieszkańcami Beska. Praca w maszynopisie, Besko 2001, s. 5.

[10] Brak wyobraźni miał też swoje tragiczne skutki; sześcioro dzieci jednej z ukraińskich rodzin zatrzymało się w swoim wzroście – w dzieciństwie, aby nie płakały w czasie nieobecności rodziców (będących w polu), pojono je… wywarem z maku! Po wojnie całą tę rodzinę wraz z sześciorgiem niedorozwiniętych dzieci siłą usunięto z domu i wywieziono na Ukrainę.

[11] Przytaczam z fragmentów Kroniki parafii Besko oraz z pracy ks. Ryszarda Płatka (Parafia Besko obrządku łacińskiego w latach 1918-1939... Przemyśl 1998, s. 169-170.), który z kolei oparł się na ustnych relacjach Marii Roman, Henryka Płatka, Heleny Szybki (z d. Borkowskiej).

[12] W okresie międzywojennym ustawa samorządowa z 1933 r. utrzymała funkcjonowanie gmin jedno- i wielowioskowych (zbiorowych), podobnie jak za czasów austriackich.

[13] Z pochodzenia Rusin, prawdopodobnie absolwent wyższej uczelni, którą kończył w Stanach Zjednoczonych. Jak na ówczesne czasy bardzo wykształcony człowiek, znał na pewno cztery języki.

[14] A może warto byłoby powrócić do pięknych dawnych tradycji i przywrócić Besku fragment jego przeszłości – Kopiec Beski lub pomnik kogoś bardzo zasłużonego dla Beska? Z lokalizacją nie byłoby problemu; jest wiele miejsc, na których jakiś symbol walki chłopów o swoje prawa mógłby stanąć, integrując ludność gminy podczas ważnych świąt państwowych…

[15] Płatek Ryszard, ks., Parafia Besko obrządku łacińskiego w latach 1918-1939… Przemyśl 1998, s. 28.

[16] Najlepszym przykładem jest choćby Grzegorz Milan, którego ojciec, Onufrij, spoczywa na cmentarzu greckokatolickim, zaś on sam – na rzymskokatolickim. Na jednym z pól należących do Grzegorza Milana, tzw. „Milanówce”, gospodarował jego zięć, późniejszy sołtys Beska, Jan Kielar. W roku 1975 na „Milanówce” wybudowano stadion, a później inne obiekty sportowe.

[17] Kulminacją tych wzniecanych celowo animozji i podziałów było w Besku w 1938 r. zabójstwo policjanta; sprawcą był młody Ukrainiec, Michał Karszeń, syn Olesia. Ugodzony nożem funkcjonariusz zmarł natychmiast, a zabójcę zabrano do więzienia w Sanoku, a potem do więzienia w Rawiczu. Być może ów mord nie miał podłoża politycznego – zabójca miał podobno tylko pomścić pobicie na weselu swego brata. Niemniej jednak kilkanaście lat wcześniej taka rzecz byłaby jeszcze nie do pomyślenia…

[18] Właściwie nazywał się Roman Maria Aleksander Szeptycki, urodził się 29 lipca 1865 r. w Przyłbicach k. Jaworowa, zaś zmarł 1 listopada 1944 r. we Lwowie. Ukraińcy nadali mu przydomek Kyr Andrej, Nie wszyscy wiedzą, że lwowski metropolita Andrzej Szeptycki to… wnuk Aleksandra Fredry. Był synem hr. Jana Kantego Remigiana Szeptyckiego (1836-1912) i hrabianki Zofii Ludwiki Cecylii Konstancji Szeptyckiej (1837-1904), córki Aleksandra Fredry. Bratem Andrzeja był Stanisław Szeptycki – gen. Wojska Polskiego, właściciel podkrośnieńskiej Korczyny, gdzie spoczywa na cmentarzu parafialnym. Znany m. in. z tego, że w 1923 r. wyzwał na pojedynek samego Piłsudskiego! Marszałek jednak wyzwanie odrzucił…

[19] Bronisław Wilhelm Pieracki (ur. 28 maja 1895 w Gorlicach, zm. 15 czerwca 1934 w Warszawie) – legionista, polityk, płk dypl. piechoty Wojska Polskiego, wicepremier, minister spraw wewnętrznych, poseł na Sejm II kadencji w II RP. Został postrzelony 15 czerwca 1934 przed restauracją przy ul. Foksal, prawdopodobnie przez członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Hryhorija Maciejkę, zmarł tego samego dnia.

[20] W obozie przetrzymywano nie tylko członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), ale także Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR), Komunistycznej Partii Polski (KPP), ludzi związanych ze Stronnictwem Ludowym (SL) i Polską Partią Socjalistyczną (PPS). Przez kilkanaście dni za krytykę polityki zagranicznej państwa siedział tam znany publicysta Stanisław Mackiewicz. Obóz rozwiązano we wrześniu 1939 r.

[21] 20 marca 1939 r. na Przełęczy Użockiej w Bieszczadach miała miejsce uroczystość z okazji ustanowienia granicy polsko-węgierskiej po zajęciu Zakarpacia przez Węgry. Jako niepodległe państwo mieliśmy tę wspólną granicę tylko przez pół roku…

[22] Oczywiście, nie odpowiada to w pełni prawdzie historycznej.

[23] Myczkowski Lesław, op. cit., s. 20-21.