II. 2. Od X w. do końca I Rzeczypospolitej

Istnienie w X-XI w. lędziańskiego grodu w Mymoniu wymownie patronuje wczesnośredniowiecznemu osadnictwu na terenie Beska i okolic.

 

Choć o mymońskim Zamczysku mamy całkiem sporo archeologicznych danych, nieznany jest czas powstania samej wioski Mymoń, usytuowanej pomiędzy Sieniawą, Odrzechową a Beskiem. Wiemy, że w jeszcze 1518 r. był tam tylko las zwany Mymoń (nazwa dzierżawcza, określająca przynależność do jakiegoś Mymona – być może właściciela bądź kasztelana grodu mymońskiego w XIV w.). Miał należeć wtedy do Odrzechowej, której mieszkańcy mieli prawo wyrębu oraz prawo pasienia bydła i trzody – zarówno w lesie, jak też na nadwisłockich łąkach przylegających do wspomnianego lasu (mimo że była to królewszczyzna). Prawa do niego rościli sobie także mieszkańcy pobliskiej Sieniawy.[1] W 1572 r. czytamy w dokumentach o terenie rolniczym, uprawianym tu przez kmieci z Odrzechowej:

1572 w akcie sporu między kniaziami wsi Odrzechowej a poddanymi Sienieńskiego z wsi Sieniawa, Głębokie, Wola Głębocka i miasta Rymanowa stwierdza się, że fundum dictum Mymon własność król. należy od dawna (antiquitus) do wsi Odrzechowej, że kmiecie z tej wsi ex antiquo używają i uprawiają role na tym obszarze i posiadają zasiewy pszenicy, jęczmienia i owsa.[2]

Pierwsza wzmianka o Mymoniu pojawia się w 1594 r. w dokumencie fundacyjnym pierwszego kościoła rzymskokatolickiego w Besku – mowa jest tam o nowym gruncie [folwarku – Z.B.] zwanym Mimon[3], założonym, wg tego dokumentu, przez starostę Jerzego Mniszcha. Z tego m. in. folwarku miało iść uposażenie na potrzeby nowego kościoła. Początkiem wsi mógł więc być pierwotny folwark, który powoli rozrósł się do wielkości wsi. Później o Mymoniu znów nie mamy żadnej wzmianki, nie wspominają o nim także spisy poborowe z 1640 i 1655 r., co oznaczałoby, że nie był wówczas jeszcze ani wsią, ani nawet przysiółkiem (choć na pewno stało tu parę chałup). W 1785 r. Mymoń już na pewno był przysiółkiem Beska; liczył wtedy 107 mieszkańców, w tym 96 katolików. W końcu XIX w. zajmował 969 morgów powierzchni. Podczas operacji gorlickiej w 1915 r. rozegrała się tutaj jedna z krwawych bitew.

W 1944 r. wieś liczyła 287 mieszkańców i miała 45 gospodarstw. W czasie działań frontowych we wrześniu tegoż roku zniszczeniu uległo kilka domów. Obecnie jest sołectwem, liczącym ok. 350 mieszkańców.

 

Archeologiczne ślady osadniczej ciągłości na terenie Beska – stwierdzone od I tysiąclecia p.n.e. – zyskują historyczne, piśmienne potwierdzenie dopiero od początku XV w.

Już jednak od X w. o ziemie te toczyły się walki pomiędzy Polską (czy raczej – pierwszymi Piastami) a Rusią. Zamieszkujący ją ponadplemienny związek Lędzian graniczył od zachodu z pokrewnymi sobie Wiślanami, od południa z Awarami (późniejszymi Węgrami) – Słowianie określali ich mianem Obrzy (od nazwy tej wywodzi się współczesny słowiański wyraz olbrzym). Problematyczne jest określenie wschodnich i północnych granic etnograficznych – przypuszcza się, że od wschodu (już na obszarze dzisiejszej Ukrainy) sąsiadowali ze wschodniosłowiańskimi plemionami Bużan, Wołynian i Dulębów, zaś od północy – z Mazowszanami.

Biorąc pod uwagę późniejszy obszar Polski, obszarem plemiennym Lędzian były: ziemia chełmska, ziemia sanocka, ziemia przemyska i Zamojszczyzna; jednym z ich grodów był Przemyśl, o którym ruski kronikarz Nestor pod rokiem 981 zapisał:

(…) poszedł Włodzimierz ku Lachom i zajął grody ich: Przemyśl, Czerwień i inne grody, które są i do dziś dnia pod Rusią [W leto 6489 (981) ide Włodymer k Lachom i zaja hrady ich Premyszl Czerwien i iny hrady].[4]

Wspomniany Czerwień (od którego późniejsi kronikarze ukuli sztuczny termin Grody Czerwieńskie, a następnie Ruś Czerwoną) ma niejasną lokalizację – do miana jednej z najstarszych osad aspiruje kilka ośrodków: Czermno k. Tomaszowa i Guciów k. Zwierzyńca na Zamojszczyźnie lub nawet jeden z grodów koło Sanoka.

 

Mając to wszystko na uwadze, chronologicznie należy przyjąć, że Besko i okolice były początkowo lędziańską osadą, która następnie została podbita przez Ruś. Rzecz jasna, poza złupieniem mieszkańców, w niczym to nie naruszyło etniczno-językowego charakteru tej ziemi, opartego na wspólnej ogólnosłowiańskiej wierze, mowie i tradycji. Ówcześni mieszkańcy nie odczuwali bowiem jakiejkolwiek etnicznej obcości w stosunku zarówno do Piastów, jak też ruskich wojów Włodzimierza Wielkiego i Jarosława Mądrego.

W XI w. obszar ten stanowił przedmiot sporu między Piastami a Rusią Kijowską, kilkakrotnie przechodząc z rąk do rąk. W 1018 r., w czasie wyprawy wojennej na wschód, odbił te tereny na rzecz piastowskiej Polski Bolesław Chrobry, by je z kolei szybko utracić w roku 1031.

Po śmierci Jarosława Mądrego w 1054 r. w miarę jednolity do tej pory obszar Rusi Kijowskiej rozpada się na szereg księstw dzielnicowych, co było wynikiem podziału państwa Rurykowiczów między pięciu synów monarchy. Powoduje to chwilowe osłabienie naszego wschodniego sąsiada, co wykorzystuje w 1069 r. król Bolesław Śmiały, znów przyłączając interesujący nas teren do Polski. Ostatecznie książę Władysław I Herman traci te ziemie na rzecz Rusi Kijowskiej, w granicach której będą odtąd pozostawać przez prawie 250 lat…

 

W XII w. dawna Ruś Kijowska jest już bardzo rozdrobnionym organizmem – część centralną zajmowały księstwa: Kijowskie, Turowskie i Smoleńskie, północny wschód – Księstwo Rostowsko-Suzdalskie i Księstwo Riazańskie, południowy wschód – Księstwo Czernihowskie i Księstwo Perejasławskie. Północ zajmowała Republika Nowogrodzka, północny zachód – Księstwo Połockie, zaś południowy zachód – Księstwo Halicko-Wołyńskie, z którym późniejsza ziemia sanocka wraz z Beskiem złączyły swe losy na dwa i pół wieku.

Z biegiem dziesięcioleci poszczególne ruskie księstwa podlegały, zgodnie z zasadą senioratu (który znamy choćby z czasów Polski dzielnicowej), jeszcze większemu rozdrobnieniu, przy czym tytuł wielkiego księcia i honorowy prymat przyznawano temu władcy, któremu udało się zawładnąć tronem Kijowa.

W 1238 r. na książęcym tronie Rusi Halicko-Wołyńskiej zasiadł książę Daniel Halicki (ok. 1201-1264), po babce prawnuk Bolesława Krzywoustego, zdolny i przedsiębiorczy władca; udało mu się (choć tylko przez pewien czas) powstrzymać zagony Tatarów, zabezpieczyć granice i umocnić swą wewnętrzną pozycję. Jego stołecznym grodem był Chełm, do którego przeniósł stolicę z Halicza. Wg legendy, około 1251 r. założył obronny gród Lwów, któremu nadał imię swego syna, Lwa. W 1253 r. został koronowany w Drohiczynie na pierwszego króla Rusi Halicko-Wołyńskiej.

Po śmierci ojca władzę przejął jego syn, Lew, który w 1272 r. przeniósł z kolei stolicę z Chełma do Lwowa. W stosunkach z Polską prowadził aktywną i zmienną politykę, raz pomagając Władysławowi Łokietkowi (równocześnie sprzeciwiając się jego zjednoczeniowym planom), to znów organizując napady na wschodnie tereny Małopolski. Jego następcą został Jerzy I Halicki (1252-1308 lub 1315), który przeniósł stolicę ze zniszczonego Lwowa do Włodzimierza Wołyńskiego. Jako jeden z nielicznych władców Rusi propagował w swoim księstwie zachodnioeuropejski wzorzec rycerza-obrońcy chrześcijaństwa, co nie jest jednak jednoznaczne z przyjęciem zachodnioeuropejskich stosunków lennych.

Omawiając ustrój feudalny na Rusi, Henryk Łowmiański[5], stwierdził, że można porównywać feudalizm ruski do zachodnioeuropejskiego (np. francuskiego, niemieckiego czy choćby polskiego), ale nie w sensie znanego nam powszechnie systemu lennego. Na Rusi feudalizm był przede wszystkim związany z systemem beneficjów i elementami militarnymi; Ruś można zatem traktować jako wielką seniorię książąt ruskich, a daniny na rzecz księcia – jako rentę feudalną. Łowmiański wyróżnia seniorię niższego rzędu, czyli kościelną i bojarską (która miała rozwinąć się z eksploatacji niewolnictwa w rolnictwie), oraz wyższego rzędu, czyli książęcą[6].

 

Ostatnim władcą Rusi Halicko-Wołyńskiej był piastowski książę Bolesław Jerzy II Trojdenowicz (ok. 1310-1340). Wychowany w Polsce i propolsko nastawiony, oparł się w swoich rządach na Władysławie Łokietku i Kazimierzu Wielkim, co z kolei było niemile widziane przez bojarów – zarzucano mu nadmierną protekcję stanu mieszczańskiego i cudzoziemców, zbyt łagodne traktowanie księży katolickich i ograniczenie wpływów panów wołyńskich. Zmarł młodo, otruty przez niechętnych mu bojarów.

Pozbawiona władcy Ruś Halicko-Wołyńska została w 1340 r. przez Kazimierza Wielkiego przyłączona do Polski, stając się przez kilkanaście lat przedmiotem sporu między Polską, Litwą a Węgrami. Opanowując te ziemie, król Kazimierz nie odwoływał się do tradycji Lędzian jako ich spadkobierca, bo nikt o nich już wówczas nie pamiętał, ale do tradycji władców halicko-włodzimierskich; w osobie króla korona polska złączyła się z koroną halicką. Ostatecznie jednak dopiero w 1349 r. Kazimierz Wielki ugruntował swą władzę nad ziemia halicką i Chełmszczyzną, natomiast wołyńska część księstwa przeszła pod władzę Litwy. Odtąd możemy już mówić o Rusi Halicko-Włodzimierskiej (Galicia et Lodomeria), której częścią – po administracyjnej reorganizacji przez króla Kazimierza – stało się województwo ruskie z ziemią sanocką[7], w niej zaś ważnym ośrodkiem stało się Besko, wieś królewska, zarządzana przez królewskich urzędników.

Zaś od nazwy Rusi Halicko-Włodzimierskiej pochodzi znacznie późniejsza nazwa Galicji i Lodomerii, znanych z czasów zaboru austriackiego.

 

Nie ma pewności, czy na terenie Beska ciągłość osadnicza istniała w sposób nieprzerwany, bez żadnych demograficznych interwałów. Z uwagi na stałe przechodzenie tych terenów z rąk do rąk, najazdy mongolskie i zwykłe bandyckie napady oraz epidemie – wydaje się raczej niemożliwe, by osada bez żadnych przeszkód przechodziła ze stulecia w stulecie, z ciągłą kontynuacją demograficzną. W ciągu tych trzystu-czterystu lat, nieznanych nam z jakichkolwiek zapisów, ludność Beska ulegała przemianom zarówno pod względem demograficznym (okresowe całkowite lub częściowe wyludnianie wsi), jak też etnograficznym i wyznaniowym. Należy pamiętać, że przez ponad dwa stulecia Besko znajdowało się w orbicie polityczno-kulturowej Rusi – jej religii i mowy, co musiało przynieść zmianę choćby w zakresie wyznania. Prawie całkowite wyludnienie mogły powodować najazdy mongolskie, które przeszły przez ziemię sanocką i krośnieńską w latach 1259-1260, a szczególnie w czasie odwrotu Mongołów z Małopolski w latach 1287-1288.

Wyrażona wcześniej teza o ciągłości osadniczej w Besku i okolicy oznacza tylko, że żyjący tu ludzie (którzy jeszcze nie wiedzieli, jak w niedalekiej przyszłości zostanie nazwana ich osada), pomimo aktów ludobójczych, mongolskich najazdów, uprowadzeń i zniszczeń materialnych, znów odtwarzali po latach kilkunastu lub kilkudziesięciu w tym konkretnym miejscu istniejącą strukturę społeczną, budując kolejną wieś na gruntach zniszczonej, zasiedlając ją nowymi mieszkańcami, często niezwiązanymi pokrewieństwem z poprzednikami. Tak zresztą było wszędzie, łącznie z największymi miastami.

 

O wcześniejszym istnieniu Beska w ramach Rusi Halicko-Wołyńskiej (tzn. przed rokiem 1340) jednoznacznie przekonany jest także Adam Fastnacht[8], największy badacz dziejów staropolskich ziemi sanockiej:

Nie ulega wątpliwości, że i przed rokiem 1340 istniała już na tym terenie pewna ilość osad. O Sanoku i Trepczy mamy konkretne wiadomości, a na podstawie wzmianek z XV i XVI w. o przeżytkach prawa ruskiego mamy prawo przypuszczać, że wcześniejszymi wsiami były też Ulucz, Tyrawa Solna, Hłomcza, Międzybrodzie, Olchowce, Stroże Małe i Wielkie, Płowce, Dąbrówka (Ruska), Sanoczek, Prusiek, Kostarowce, Nowosielce, Besko i inne. Podobnie istniały i polskie wsie w okolicy Krosna (…). Takich starszych wsi było więcej, ale liczba ich nie przekracza 25 proc. ogólnej liczby osad znanych w późniejszych czasach. Grupowały się one głównie w dolinie Sanu oraz na Dołach Jasielsko-Sanockich, co pokrywa się na ogół z rozmieszczeniem śladów archeologicznych. Wielki rozwój akcji osadniczej miał się dokonać dopiero w czasie od połowy XIV do początków XVII w.[9]

 

Istnieje pewna, prawdopodobnie fałszywa zresztą przesłanka, mówiąca, że wczesne, XV-wieczne Besko było miastem. Otóż mamy dwie zapiski, w których hipoteza taka jest zawarta – w dokumencie z 1467 r. jest wzmianka o sprawie popa Fiedora z Sanoczka, w której wymienia się mieszczan z Sanoka i Beska; druga wzmianka datowana jest na 10 czerwca 1495 r. – Besko określone jest w niej jako oppidum (miasteczko)[10]. Adam Fastnacht zaleca jednak dużą ostrożność w dosłownym przypisywaniu temu pojęciu dzisiejszego znaczenia. Być może kopista użył tego zwrotu, chcąc określić wielkość Beska lub charakter jego zabudowy. Gdyby rzeczywiście w tak wczesnym okresie Besko było miastem (tzn. posiadało prawa miejskie), musiałyby po tym fakcie pozostać jakieś późniejsze informacje.[11]

 

Już w 2. poł. XIV w. ziemia sanocka zyskała dwóch dobrych gospodarzy – króla Kazimierza Wielkiego, a po nim księcia Władysława Opolczyka, który – choć z trudem mówił po polsku i prowadził głównie proniemiecką i prowęgierską politykę[12], dobrze zapisał się jako wielkorządca Rusi Halicko-Włodzimierskiej w latach 1372-1378, czynnie i z wyobraźnią zarządzając powierzonym sobie terenem. W czasie ich rządów rozkwita gospodarczo obszar ziemi sanockiej. Położenie Beska przy głównym trakcie z Krosna do Sanoka powoduje, iż rusińscy i polscy mieszkańcy wsi często oglądają przejazdy królów, książąt, dostojników królewskich i biskupich – sam Kazimierz Wielki, podróżując z Krakowa przez Biecz do Sanoka (w latach 1352, 1366 i 1368), jadąc z Rymanowa (przez Ladzin i Milczę lub przez Sieniawę) musiał przejeżdżać przez Besko.

W 2. poł. XIV stulecia powoli rusza akcja osadnicza w Bieszczadach i Beskidzie Niskim. Także na równinnych terenach Dołów Jasielsko-Sanockich i w szerokich dolinach beskidzkich rzek jak grzyby po deszczu powstają miasteczka i wsie; dużej ich części nadaje się nowe prawo magdeburskie, bardziej przystosowane do zmienionej sytuacji prawno-organizacyjnej. Akcje osadnicze prowadzą rody rycerskie, przybyłe do Polski głównie z Węgier (Balowie, Tarnawscy), Saksonii (Jaćmirscy), Czech (Herburtowie, Felsztyńscy i Czeszykowie), Śląska (Kmitowie, Bobolowie, Fredrowie):

Spośród obcych narodowości zamieszkujących ziemię sanocką, najliczniejszą i najbardziej wpływową, była niemiecka. (…) nazwy takich miejscowości jak np. Frysztak, Zarszyn[13], Lobentanz [Nowotaniec], Zymbertowa [część Niebieszczan], Kalbornia [Kombornia], Rytarowce [Bykowce], Brezen późniejszy Brzozów, Hochstadt [Jaśliska], Erenberg [Odrzykoń], Kunzendorf [Poraż], Bischofswalde [Jasionka], Michilsdorf [Michałówka], nawet niwy w obrębie pewnych wsi [pratum Cornslag in Iwanczepole, czyli w Iwoniczu; ager Kothkenhaw pod Krosnem, czyli pole Korczyna], aby poznać, jak znaczną rolę odgrywał ten żywioł w dziejach naszej ziemi. Mieszkali Niemcy po zamkniętych miastach i po otwartych wsiach, po chatach i dworach wiejskich, zajmowali się handlem, rzemiosłem, pługiem, szablą i słowem bożym. Pracowici, zapobiegliwi i oszczędni, tworzyli oni element twórczy w gospodarstwie społecznym i byli dla ludności tubylczej przykładem i wzorem (…). Opierając się na zestawieniach indeksowych, którym jednakże bezwzględnie zaufać nie można, możemy przyjąć jako bliski rzeczywistości, 30% Niemców w Sanoku w stosunku do reszty ludności. Przez cały ciąg XV stulecia, dokumenty miejskie były wystawiane także w języku niemieckim.[14]

 

Dominujący w warstwie mieszczańsko-urzędniczej język niemiecki pozostawił szereg śladów nie tylko w toponomastyce (w Besku choćby nazwa przysiółka Frysztak), ale także w słownictwie codziennym sfery budowlanej, handlowej i administracyjno-urzędniczej, czego przykładem do dziś są słowa: gmina (gemeinde), wójt (vogt, z łac. advocatus), sołtys (schultheiss), burmistrz (bürgermeister), rynek (ring), ratusz (rathaus), cegła (ziegel), furman (fuhrmann), flaszka (flasche), grunt (grund), jarmark (jahrmarkt) i dziesiątki innych. Okolice Beska, a na pewno – sądząc z pośrednich źródeł nazewniczych – i samo Besko, zyskało także nowych, niemieckich osadników; niemieckie pochodzenie mają prawdopodobnie również niektóre nazwiska w Besku (np. Szul, Kramarz, Oberc, Trygar, Rysz). Znamienne jest tutaj świadectwo Wincentego Pola, pierwszego nowoczesnego geografa tej ziemi, cechujące się nieco archaicznym stylem sprzed 150 lat:

Na obszarze Wisłoki uderza nas fakt inny; całą tę okolicę, którą obszar Wisłoki, Ropy, Jasły, Jasełki i średniego Wisłoka zajmuje, osiedli tak zwani Głuchoniemcy od dołów Sanockich począwszy, to jest od okolicy Komborni, Haczowa, Trześniowa aż po Grybowski dział: Gorlice, Szymbark i Ropę od wschodu na zachód, ku północy aż po ziemię Pilźniańską która jest już ziemią województwa Sandomierskiego. Cała okolica Głuchoniemców jest nowo-siedlinami Sasów; jakoż strój przechowali ten sam co węgierscy i siedmiogrodzcy Sasi. Niektóre okolice są osiadłe przez Szwedów, ale cały ten lud mówi dzisiaj na Głuchoniemcach najczystszą mową polską dijalektu małopolskiego, i lubo z postaci odmienny i aż dotąd Głuchoniemcami zwany, nie zachował ani w mowie ani w obyczajach śladów pierwotnego swego pochodzenia, tylko że rolnictwo stoi tu na wyższym stopniu, a tkactwo jest powołaniem i głównie domowem zajęciem tego rodu.[15]

 

Także według miejscowej tradycji, pobliski Trześniów miał być założony przez powracającego z wojny rycerza, niejakiego Smółkę z Beska. Legenda ta ma pewne podstawy – w książce Heleny Polaczkówny Najstarsza Księga Sądowa wsi Trześniowa[16] jest wzmianka o niejakim Szmolce (Smolce) z Beska, który nabył jakiś gaj od tutejszego chłopa, Dersnyaka (Derśniaka lub Derszniaka).

 

Unia z Litwą (1384), zapoczątkowana chrztem litewskiego księcia Jogaiły Algirdaitisa (Jagiełły Olgierdowica)[17] i jego małżeństwem z młodziutką, trzynastoletnią Jadwigą Andegaweńską, otworzyła nowy rozdział w historii nowego organizmu państwowego – późniejszej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ziemia sanocka z peryferyjnej dzielnicy stała się właściwie środkową częścią Rzeczypospolitej; znacznie bliżej było stąd na Węgry (zaledwie jeden dzień drogi) niż poza jej obecną wschodnią granicę na zadnieprzańskich rubieżach (od Beska ok. 1500 km!). Kraj istotnie ciągnął się od morza do morza.

Rządy jagiellońskie sprzyjały gospodarce ziemi sanockiej. Sam władca, czterokrotnie żonaty, nieraz odwiedzał te strony, a i dworowi krakowskiemu nie były one obce. 3 października 1395 r. Władysław Jagiełło darował Jachnikowi ze Sosweszowa miasteczko Zarszyn (z Przedmieściem Zarszyńskim i wsią Długie), dotychczasową królewszczyznę.

W 1417 r. przez Besko przejeżdżał król Jagiełło, spiesząc do Sanoka na swój trzeci ślub, z Elżbietą Granowską z Pileckich. Kronikarz Marcin Bielski tak opisywał to wydarzenie:

(…) A król nasz, co miał nieprzyjaciela gonić, to wolał tymczasem się weselić w Sanoku; a, by jeszcze był młodą pojął, ale babę, Helżbietę niejaką, córę Ottona z Pilce, wojewody sędomirskiego, herbu Topór, którą przedtem uniósł jeden Morawczyk, a potem mu ją drugi wydarł i owego zabił, potem zaś była za Granowskim, kasztelanem nakielskim Leliwczykiem (…). Taż potem królowi nie wiedzieć z czego się podobała, iż ją pojął, bo już stara była i wyschła od suchot; tak ludzie rozumieli, że go zaczarowała, czym król barzo się ohydził. (…) Z którą, gdy przyjechał do Krakowa, kazał ją koronować.[18]

 

W 1424 roku Władysław Jagiełło całą ziemię sanocką łącznie z Sanokiem i Beskiem zapisał swej czwartej żonie, Zofii Holszańskiej (słynnej królowej Sonce) jako oprawę wdowią. Ożywia się handel, bezpieczne drogi biegną przez wszystkie miasta i ważniejsze wsie. Jeden z takich traktów przecina właśnie Besko.

 

Z początku XV w. posiadamy pierwsze wpisy nazwy Besko w historię; nomen omen dowodzą one zadzierzystej i niepokornej natury późnośredniowiecznych beszczan, toczących bezustanne spory z sąsiednim miasteczkiem, Zarszynem. Tak przedstawia to Walerian Bętkowski w swojej Monografii Zarszyna, Długiego i Nowosielec:

Nie obeszło się też bez sporów granicznych. Kością niezgody była sprawa granicy między Zarszynem a Beskiem oraz trwający od dawna spór o grunta za Wisłokiem, czyli tzw. Zawisłoczu, między Zarszynem i Beskiem. Wspomina o tym Hruszewski, Załęski, a dużo światła na to zagadnienie rzucają również dokumenty i zapiski w tece Schnaidera, pochodzące z czasów, gdy dziedzicami Zarszyna byli Jezuici z Krosna. Zbierali oni skrupulatnie dokumenty dotyczące sporu z Beskiem i czynili zapiski, przechowywane w szafie rektorskiej, w szufladach 4-5 i 7-8. [Liber iurium et monumentorum Crossnensis Collegii Soc. Jesu (1667), Ossolineum, Wrocław, nr 9627].[19]

I dalej:

W świetle zachowanych dokumentów (Hruszewski) sprawa przedstawia się w ten sposób, że już w XV wieku (1402 r.) Wisłok przesunął swoje koryto od Beska w stronę Zarszyna, czyniąc szkody w gruntach panów Zarszyńskich. W związku z tym ludzie wsi Besko, broniąc się wielkiej powodzi, usypali wał wielki nad brzegiem Wisłoka i woda za oną obroną nie rozlewa się na pola beskie, lecz zarszyńskie i beskie. Po złączeniu się Wisłoka z dwoma innymi niemałymi rzekami i potokami pod Zarszyn płyną tedy czasu powodzi. A że miejsca są bardzo równe i niskie woda zalewa pastwiska dziedzicom Zarszyna. [Hruszewski Mychajło, Fontes historiae Ukraino-Russicae (Ruthenicae). Descriptiones bonorum regalium in terris Ukraino-Russicis saeculo XVI confectae, t. II, Lwów 1897.].[20]

 

Tak zaczął się słynny spór z Zarszynem, trwający przez kilkaset lat, a w mentalności mieszkańców obu miejscowości – chyba do dzisiaj.

 

Zanim zostaną omówieni bezpośredni sąsiedzi Beska, warto przyjrzeć się krótkiej historycznej przeszłości jego dalszych sąsiadów. Adam Fastnacht w Osadnictwie… pisze:

(…) nieco wcześniej powstała na obszarze należącym obecnie do Puław, innego rodzaju osada, mianowicie kuźnica żelazna. 18 XII 1570 król wydał Abrahamowi, Żydowi z Rymanowa, przywilej nadający prawo na kuźnicę, wraz ze związanymi z tym uprawnieniami, jak możliwość wypalania węgla w lasach odrzechowskich, wykarczowania 3 łanów ziemi itp. Z treści przywileju wynika, ze jeszcze przed jego wydaniem, Abraham rozpoczął prace około uruchomienia tej kuźnicy, na mocy zezwolenia wydanego przez starostę Mikołaja Cikowskiego. W 2 lata później sprzedał on połowę kuźnicy Wawrzyńcowi Ryszowi, mieszczaninowi rymanowskiemu, za 600 zł, a z r. 1616 mamy wiadomość o nadaniu młyna w miejscu, zwanym Hamrzelec. Pozostałością tej osady jest przysiółek zwany Hamry, położony na prawym brzegu Wisłoka, naprzeciw Rudawki Rymanowskiej, lecz należący do Puław. Górny odcinek Wisłoka powyżej Beska był już częściowo zasiedlony w XV w. a nawet w XVI w. osadnictwo czyniło tu duże postępy. Nadanie Kazimierza Wielkiego na rzecz braci Piotra i Pawła z Węgier z r. 1361 wymienia miejsca puste zwane Wysloczkie. W r. 1435 była już wieś o nazwie Wisłoczek. Tak nazywała się wówczas wieś Wisłok Wielki. Wieś, zwana obecnie Wisłoczek, położona bliżej Rymanowa, nad potokiem wpadającym do Wisłoka, należy również do wcześniejszych, gdyż powstała na przełomie XIV i XV w. i zwała się Międzyrzecze. Jak wynika z przywileju Zbigniewa Sienieńskiego przenoszącego ją z prawa niemieckiego na wołoskie w r. 1512, z rodziny kniaziów wsi Odrzechowej mieli założyć wieś nad potokiem Polawa, Polawki i Kmiczowe na surowym korzeniu, czyli na karczunku leśnym (…). Na lewym brzegu Wisłoka znajdowały się dobra należące do Rymanowa, do których należały wymienione już wsie: Sieniawa, Głębokie i Wisłoczek. Tu osadnictwo również czyniło postępy w XVI w. W r. 1572 obok Głębokiego istniała Volya Glemboczka, określona w r. 1614 jako folwark. Może była ona identyczna z Wolicą, wymienioną razem z Głębokiem przez rejestr z r. 1589. W r. 1570 istniała już Tarnawka, a w 1589 Zawoje i Rudawka Rymanowska. Tej ostatniej wsi nie było jeszcze w r. 1518 gdyż dokładny spis granic z tego czasu nic nie wspomina.[21]

 

Obecnie Puławy i Wisłoczek są zasiedlone, przeżywają swoisty renesans (także turystyczny), natomiast wspomniane Hamry, Tarnawka, Wernejówka, Zawoje, Surowica to miejscowości już nieistniejące, do czego przyczyniły się głównie działania w ramach Akcji „Wisła”.

 

W XIV i XV w. Besko było wsią obszarowo znacznie większą od obecnej, ponieważ obejmowała także tereny dzisiejszej Milczy (d. Woli). Milczańska legenda mówi, że pierwsi założyciele wsi pochodzili z plemienia Milczan, które zamieszkiwało w X w. tereny nad Łabą. Spychani przez plemiona germańskie dotarli na Śląsk, gdzie założyli osadę, stąd zaś, wyparci przez Czechów, rozproszyli się w Małopolsce. Kilku Milczan bartników zatrzymało się na popas w Besku, by dać wypoczynek koniom i wyremontować wozy. Ale zostali dłużej, gdyż beski wojewoda przydzielił im szmat ziemi na zachodzie wsi Besko, obiecując dodatkowo zwolnienie od pańszczyzny… Takie, wg podania, były początki Milczy, zaś owymi pierwszymi bartnikami mieli być Kijowski, Bilski, Wielobób i Przybylski. Są to nadal najpopularniejsze w tej wsi nazwiska, zaś pierwsze z nich (Kijowski) stało się nazewniczym protoplastą wszystkich innych Kijowskich – nie tylko w okolicy… Jak w każdej legendzie i tu jest trochę prawdy – o barciach, osadnikach i nazwiskach.

W znacznie późniejszym Inwentarzu (z 1558 r.) jest wzmianka o barciach, które mieszkańcy Beska mają w lasach Smereczyna i Milcza, z których opłacali roczny czynsz, a które to utracili wskutek ich wycięcia. Zachodnie granice Beska zbiegały się wtedy z Rymanowem i Wróblikiem.

1472 król Kazimierz zatwierdza granice miedzy dobrami król. Odrzechowa, Besko i in., a dobrami rycerskimi miasto Rymanów z wsiami Wisłoczek, Głębokie i Sieniawa.[22]

 

W 1512 i 1518 r. dokonano wykreślenia granic wsi, która graniczyła wtedy z Wróblikiem, Ladzinem, Rymanowem, Zarszynem (tu znów granicą był konfliktowy Wisłok) oraz wioskami położonymi na południu: Głębokiem, Sieniawą, Odrzechową i Wisłoczkiem:

1512 komisarze król. przeprowadzają rozgraniczenie miedzy wsią Besko a miastem Zarszyn; sprawa szkód wyrządzonych Jakubowi Pieniążkowi oraz Piotrowi, Szczęsnemu i Michałowi Zarszyńskim przez Mikołaja z Kamieńca star. san., w wyniku odwrócenia rz. Wisłok od dóbr król. Besko na pole dóbr Zarszyn; molendinale alias Młynisko wsi Besko włączone do tej wsi bez naruszania łąk król. zw. Rozloie, które również należą do Beska.[23]

 

Ani wieś Mymoń, ani Poręby wtedy jeszcze nie istniały. Wzdów był wsią prywatną, której właściciel (Piotr Wzdowski – Petrassius Wadowsky dominus de Wadow) występuje jako świadek w r. 1402. Jaćmierz był stara osadą, późniejszym miasteczkiem, notowanym już w 1390 r. Odnośnie innych północnych sąsiadów Beska – Jaćmierza, Trześniowa i Bzianki, Fastnacht w Słowniku… pisze:

1419 wola położona nad potokiem Bszanka począwszy od granic Jaćmierza z oboma brzegami rz. Wisłok aż po Haczów.

1502 młyn w Trześniowie miedzy Beskiem a Trześniowem. Własn. król., od 1419 szlach.; 1419 król Władysław nadaje [ją] Mikołajowi Pewelskiemu…[24]

 

Dział graniczny z 1518 r. mówi o kopcu granicznym nad potokiem Milczą, w miejscu, gdzie stykały się granice Beska, Wróblika i Ladzina. Spis podatkowy z r. 1552 wymienia w Besku 4 kmieci supra in Volia residents, którzy może stanowili zaczątek wsi Milczy (nazwa Wola odnosi się w dokumencie do świeżo zagospodarowanego terenu, czyli Milczy):

1518 rozgraniczenie wsi król. Besko i Odrzechowa od dóbr Wiktoryna Sienieńskiego; Ladzin, Rymanów z przedmieściem [czyli Posadą Dolną – Z.B.], Sieniawa, Głębokie, Wołtuszowa i Wisłoczek. Wymieniona m. in. droga prowadząca z Rymanowa do Beska.[25]

 

Wspomniany trakt, przy którym położone było Besko, zwano drogą królewską, drogą publiczną lub nawet wielką drogą sanocką. Już w 1345 r. król Kazimierz Wielki w przywileju dla kupców sądeckich wyznaczył im drogę przez Biecz, Żmigród i Sanok na wschód. Droga ta obok Wietrzna przekraczała Jasiołkę, wchodząc na teren ziemi sanockiej.

Dalej szła przez Miestce (późniejsze Miejsce, od pocz. XX w. – Piastowe), Targowiska i Targowce (Wróblik). Prawdopodobnie w Targowiskach łączyła się z inną drogą wiodącą z płn.-zach. przez Krosno. Od Wróblika przez tereny obecnej Milczy i Hrabeń przecinała Besko, prowadząc dalej do Sanoka południowym skrajem Dołów Jasielsko-Sanockich. Któż z podróżujących dzisiaj pociągiem od Targowisk do Sanoka wie, że jedzie dawną drogą królewską…

Droga ta musiała być znana mieszkańcom Beska, skoro Fastnacht pod datą 1461 stwierdza:

(…) w roku 1461 Marcin karczmarz z Beska zobowiązuje się dawać wieczyście ks. Świetosławowi. plebanowi sądeckiemu i tegoż następcom miarę pszenicy i miarę owsa rocznie.[26]

Trakt ten, przebiegający przez Besko, wymienił m.in. Jan Długosz, który opisując podróże króla Jagiełły czy jego sekretarza Zbigniewa Oleśnickiego, podaje najważniejsze miejscowości przy niej leżące. O drodze tej wspominają także inne dokumenty[27]. Jeden z nich mówi o podróży króla w roku 1419, który wyjechawszy z Sanoka przez Stropków i Preszów udał się do Koszyc, z powrotem zaś jechał znów przez Preszów, Stropków, Przełęcz Jaśliską, Rymanów, Sanok do Przemyśla[28]. To właśnie wtedy, będąc w Besku, Władysław Jagiełło wystawił jakiś dokument (wzmianka o tym znajduje się w Marticularum Regni Poloniae Summaria IV, s. 543[29]), musiał więc się tu zatrzymać. To bardzo ważna chwila dla wsi, gdy może u siebie gościć króla. To także ślad, iż sama nazwa Besko była już tak powszechnie przyjęta, iż król ją uszanował. To zarazem pierwszy pewny zapis nazwy Besko.

 

O ile łatwo jest odtworzyć ten szlak od Nowego Sącza do Sanoka, o tyle trudno dziś w samym Besku określić jego przebieg. W każdym razie król przekraczał raczej płytki Wisłok, płynący przez obecne pola zarszyńskie, gdzieś w okolicy dzisiejszego rowu melioracyjnego, wspomniany zaś stawek mógł być po prostu jakimś fragmentem zakola starorzecza; nie można teraz określić jego lokalizacji. Z Beska król jechał przez dzisiejszą Hrabeń w kierunku Wróblika, skąd przez Ladzin skręcił do Rymanowa. Inny wariant tej drogi przebiegał na południe od Beska – wiodła ona z Rymanowa przez Bartoszów, do Sieniawy, gdzie była karczma (lub w pobliżu Zamczyska), a stąd być może przez Odrzechową do Zarszyna, gdzie łączyła się z drogą królewską. Obecna droga z Beska do Rymanowa przez Wolę powstała dopiero w 1. poł. XIX w. (zachowała się mapa katastralna z 1852 r., z zaznaczonym już nowym wariantem drogi).

 

O ile możemy jedynie swobodnie dywagować o wyznaniu ludności Beska w wieku X i XI (katolicyzm obrządku rzymskiego, a może jeszcze metodiańskiego?), o tyle począwszy od XII w. bezspornym wyznaniem, narzuconym przez Ruś było prawosławie. Ugruntowane przez dwa stulecia, jako konsekwencja zachodzących procesów demograficzno-kulturowych, w XIV i XV w. było już naturalną tradycją wiary, różną w obrządku od rytu rzymskiego.

Przemysław Dąbkowski pisze, że w 1430 r. w Besku miała istnieć cerkiew, w której było aż trzech popów:

W niektórych wsiach było po kilku popów. Np. we wsi Uliczu pop Jacko i Iwan, w Besku było ich trzech: Hryn, Wasko i Jakow [czyli Chrin – od imion złożonych typu Christofor oraz Wasyl i Jakub].[30]

 

Począwszy od tej daty prawie co rok mamy informacje o życiu religijnym wsi (np. ilość i imiona popów). Po unii brzeskiej w 1596 r. kościół prawosławny w Rzeczypospolitej staje się katolicki, zachowując jednak wschodni obrządek – w ten sposób powstał kościół unicki lub greckokatolicki, dziś oficjalnie znany jako Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-ukraińskiego (ukr. Українська Греко-Католицька Церква – Ukrajinśka Hreko-katołyćka Cerkwa). Oczywiście, dla prostych ludzi zmiany te były prawie niezauważalne – pozostał ten sam ryt i kalendarz, zaś sprawy dogmatyczne pozostawiano Kościołowi.

W spisanym w Krakowie dokumencie z 1594 r. o erygowaniu kościoła łacińskiego w Besku, czytamy między innymi, że:

(…) wieś nasza Besko w starostwie sanockim obfitująca w wielką ilość wieśniaków, z których jedni obrządku greckiego, drudzy religii katolickiej tę wieś zamieszkują, że nie ma tam żadnego kościoła religii katolickiej tylko ruskie….[31]

 

Dokumenty jednak nie precyzują daty powstania parafii prawosławnej; w Kronice parafii Besko istnieje jedynie wzmianka, że w 1520 r. powstała w Besku cerkiew, natomiast w 1523 r. – parafia ruska, która obsługiwało wówczas dwóch księży.[32] Liczba domów Beska wynosiła 97 – w tym młyn, dwie karczmy (jedna z nich była przy „drodze królewskiej” [1665] z mytem i mostowym) oraz stolarnia.

 

Zarówno sam gród sanocki, jak też osady mu przynależne (m. in. Besko, Nowosielce czy Kostarowce), po przyłączeniu tej części Rusi do Korony długo jeszcze funkcjonowały na ruskich lokalnych obyczajach, w tym na prawie ruskim, nadanym przez któregoś z książąt. Jego reguła opierała się na osobistym poddaństwie chłopa i świadczeniach w naturze, czyli w daninach i robociźnie. Wiadomości źródłowe o prawie ruskim w poszczególnych wsiach mówią albo wprost o tym prawie (ius ruthenicum, ius ruthenicale), albo też wymieniają różne urządzenia jemu właściwe, jak: tywon, czyli naczelnik wsi, służkowie i sotni (grupy ludności) czy pewne charakterystyczne świadczenia, jak odumarszczyzna[33]. Nie ma tu natomiast ordyńców znanych w ziemi halickiej i lwowskiej. Osady powstałe na bazie tego prawa charakteryzowały się układem niwowym nieregularnym, a osadnicy podlegali bezpośrednio kniaziowi. Prawo ruskie zezwalało na dowolność w wyborze miejsca osadzenia wsi; w przypadku Beska prawo to najpewniej regulowało już zastane stosunki rolno-społeczne, dostosowując je do nowej rzeczywistości prawnej.

Dopiero w 1435 r. prawo ruskie zostało zniesione. W ziemi sanockiej (podobnie jak w innych stolicach ziem ruskich) wprowadzono instytucje prawa polskiego i magdeburskiego (później – po osiedleniu się pasterzy wołoskich w Beskidach – także prawa wołoskiego). Prawie wszystkie podległe Sanokowi miejscowości dokonały relokacji, a ziemię sanocką objęto jednolitą w całej Polsce organizacją sądową i administracyjną. Powstał także powiat sanocki, nieco mniejszy od obecnego. Starostą grodzkim w Sanoku został Mikołaj Chrząstkowski. W ciągu następnych 200 lat tradycje prawa ruskiego całkowicie zanikły. Najdłużej utrzymały się w królewszczyznach, m. in. w Besku, wsi wszak królewskiej.

Jak już wspomniano, w poł. XV w. starostwo sanockie otrzymała jako oprawę czwarta żona Jagiełły, królowa Zofia Holszańska, zwana popularnie Sonką – matka królów: Władysława Warneńczyka i Kazimierza Jagiellończyka. Jako wdowa mieszkała ona po śmierci Jagiełły na zamku sanockim w latach 1435-61. Troszczyła się o stan budowli, przeprowadziła remont zamku i naprawę umocnień. W 1440 r. przyjmowała na zamku wracającego z Węgier po koronacji jej syna, Władysława, kardynała Zbigniewa Oleśnickiego. Starostwo sanockie wchodziło w skład dóbr królewskich i zwyczajowo przypadało każdej królowej-wdowie.

Od końca XIV w starostami sanockimi, a więc także dzierżawcami klucza beskiego, bywali ludzie znaczący w dziejach Polski, m. in. Piotr Kmita (koniec XIV w.), Mikołaj Pieniążek (poł. XV w.), Mikołaj Wolski, marszałek wielki koronny (poł. XVI w.) czy Sebastian Lubomirski, twórca potęgi rodu Lubomirskich (2. poł. XVI w.). Gdzieś w 2 poł. XVI w. (między rokiem 1565 a 1594) starostą sanockim został Jerzy Mniszech (ok. 1548-1613), kasztelan radomski, wojewoda sandomierski, krajczy wielki koronny, żupnik ruski, starosta lwowski, samborski, sokalski, sanocki i rohatyński. Rodzicami jego byli Mikołaj Mniszech (ok. 1484-1553) podkomorzy nadworny, burgrabia krakowski oraz Barbara Mniszchowa z Kamienieckich (zm. ok. 1569). Jerzy był ojcem słynnej carycy Maryny i faktycznym twórcą potęgi rodu Mniszchów. Jego przemyślność sprawiła, że do końca istnienia I Rzeczypospolitej starostami sanockimi bywali wyłącznie Mniszchowie (ośmiu kolejnych przedstawicieli rodu), wbrew zasadzie zabraniającej dziedziczenia królewszczyzn. To właśnie jemu Besko zawdzięcza swój pierwszy drewniany kościół, powstały w 1594 r., stojący na lewym brzegu Wisłoka, na tzw. dzisiaj Kościelisku. Rzymscy katolicy w Besku i Mymoniu od początku należeli do bardzo dużej parafii dekanalnej w Sanoku, obejmującej kilkadziesiąt wsi. Sytuacja zmieniła się, gdy Zygmunt III Waza zezwolił w 1594 r. na wybudowanie kościoła i utworzenie w Besku samodzielnej parafii.

Besko, leżące przy głównej drodze z Sanoka przez Krosno i Biecz do Krakowa, było najbardziej na zachód wysuniętą miejscowością, regulowaną przez prawo ruskie (Wieś Besko posiada prawo ruskie)[34],

Zamieszkiwało je kilkaset osób – kmieci (czyli wolnych, bogatych chłopów) i ich rodzin. Poza nimi byli jeszcze wspomniani służkowie oraz pracownicy (laborantes). O służkach (łac. servilla) mówi szereg zapisków, począwszy od 1430 r.:

1430 Hynath, Demko[35], Hrin służkowie (serviles); 1432 Hynath służka; 1433 Demko służka; 1436 Demko służka; 1438 Hynat służka; Hrin służka; 1439 Hynath służka; 1444 Dempco służebny.[36]

Ich obowiązkiem było m.in. podejmowanie działań związanych z działaniem administracji ziemskiej i zarządem dóbr starostwa. Jeden ze służków w Besku miał w 1523 r. odbywać dalekie podróże, zapewne wioząc listy. W tymże roku w Besku mieszkało także 69 laborantes, czyli po prostu zatrudnionych w folwarku pracowników, robotników rolnych

 

Inwentarz z roku 1523 konkretnie informuje, że Besco utitur iure Ruthenico (Besko korzysta z prawa ruskiego)[37]. W związku z tym Besko nie przeszło na system czynszowy (jak w prawie magdeburskim), lecz zachowało dawny system renty odrobkowej.

W XV w. urzędował we wsi osobny urzędnik, zwany zarządcą włości królewskiej (tytuł będący odpowiednikiem ruskiego wojewody czy łacińskiego procuratora), natomiast w latach 1425, 1426 i 1433, tj. jeszcze przed wprowadzeniem prawa polskiego w ziemi sanockiej, właśnie w Besku odbywały się roki sądu sanockiego, dostępne nam dzisiaj w archiwach:

W Besku odbywa swe posiedzenia sąd san. pod przewodnictwem starosty z udziałem ziemian; własn. król., stwo san.: 1430 – 2 mieszkańcy Nowosielec oraz Lewco Koschicouicz, Hrin służka, Cusma kmieć, Wassil s. Jakuba, Olexa s. Proczow, Wassil Bachorouicz, Stepan Czurig, Oleschco „popow syn”, Sopron Hunya, Martinus karczmarz z Beska ręczą za Hynatha i Demka, służków, w sprawie o bydło i zranienie zarządcy w Besku.[38]

 

Podobne zapisy przewijają się przez cały wiek XV i XVI, możemy ich naliczyć co najmniej kilkadziesiąt, przy czym w większości to właśnie mieszkańcy Beska stanowili element zaczepny, agresywny, czy nawet buntowniczy…

Jest także wysoce prawdopodobne, że już w XIV i XV w. Besko stanowiło jakiś mniejszy ośrodek administracyjny, sięgający zapewne tradycją jeszcze czasów ruskich. Władza administracyjna rozciągała się na bardzo duży obszar – Besku, jako części starostwa sanockiego, podlegały m. in. Odrzechowa i Surowica, potem także Darów, Jasiel, Moszczaniec, Mymoń, Puławy i Wernejówka.

Obszar ten znacznie powiększył się w następnym stuleciu. W pierwszych dwóch dekadach XVI w. (1515 r.) w wykazie dochodów starostwa sanockiego do klucza beskiego należało początkowo 9 dużych wsi w okolicach Krosna i Rymanowa: Krościenko Wyżne, Krościenko Niżne, Białobrzegi, Głowienka, Suchodół, Iskrzynia, Haczów, Wróblik Królewski, Odrzechowa, a w 1526 i 1527 r. – aż dwanaście (ville ad Besko pertinentes sunt duodecim – wsi do Beska przynależnych/dotyczących jest dwanaście).

 

W pierwszej lustracji królewszczyzn w 1565 r. bardzo dokładnie wyszczególniono ilość i nazwy pól, ich jakość, pastwiska, osoby wolnych zawodów – we wsi mieszkało ponad 100 rodzin: 69 kmieci, 17 zagrodników, 11 służków, bednarz, młynarz, cieśla, 2 karczmarzy, 2 popów, nie licząc służby folwarcznej.[39]

Dalej u Edwarda Trzyny czytamy:

W tem starostwie są grunty bardzo dobre i dosicz jest ról do orania. Na folwarku Beskiem jest ziemia prawie czarna, rzędzina, ale pola niskie, przetoż potrzeba wały opatrować nad rzeką Wisłokiem.[40]

Zaś Aleksander Jabłonowski dodaje:

W stwie Sanock. wzięto 1565 r. żebrowego od 1550 wieprzy: w jednym Besku od 400 sztuk.[41]

 

Jeśli Besko wraz z podległymi sobie wioskami dostarczało na dwór starościński ponad ćwierć jego dochodów, musiało być liczone do wsi starych, wielkich i zasobnych, godnych sprawowania niejako stolicy starościńskiego klucza, o którym tak pisze wspomniany Trzyna:

Na podstawie cennej lustracji z 1565 r. oraz zanotowanych przez Hruszewskiego dat lokowania kilkudziesięciu jego wsi stwierdziliśmy, że nie wszystkie regiony tej rozległej królewszczyzny były równocześnie zasiedlone. Najwcześniej zaludnione i zagospodarowane były najbliższe okolice Sanoka i Krosna, które według Rejestru poborowego z 1515 r. liczyły 15 wsi + 4 oderwane (Sanoczek, Stroże Wielkie i Małe, Gruszówka) w kluczu Sanockim oraz 10 wsi + 3 oderwane (Miejsce, Rogi, Lubatówka) w kluczu Beskim. (…) Identycznie prawie brzmią dane „Inwentarza” z r. 1520, który również wskazuje dwie włości, z których składało się wtedy starostwo sanockie, a mianowicie: Sanocką i Beską, przy czym do Sanoka należało 15 wsi (Przedmieście Sanockie, Dąbrówka Ruska, Kostarowce Dąbrówka Niemiecka, Płowce, Posada, Prusiek, Czerteż, Trepcza, Nowosielce, Zabłocie na lewym, oraz Olchowce, Międzybrodzie, Tyrawa Solna, Dobra – na prawym brzegu Sanu); do Beska zaś 10 wsi (Krościenko Wyżne – wójtowskie, Krościenko Niżne, Białobrzegi, Głowienka, Suchodół, Iskrzynia, Haczów, Wróblik Królewski, Odrzechowa i Besko) położone nad Wisłokiem wokół Krosna oraz bliżej nieokreślona wieś Wienkowie.[42]

 

Warto także przytoczyć dosyć długi i pisany staropolszczyzną tekst zawarty w Żerełach, zawierający dużą ilość beskich nazwisk w połowie XVI w.:

Besko wyesz, ktora z ynszemy szobie przileglemi wsziami lyezi nad rzeką Wyssokiem, w nyey kmieczi osziadlich yest sesczdziesiąth y dziewięcz, s ktorich kazdi rovno sziedzącz na pulczwierczi lanu, yako ony zową, dawa w rok (za wszithkie danymi pieniężne, które rozmaythemi przezwiski zową) po gr. trzidziesczi y ieden y d. siedemnascze: a ymiona kmieczi the ssą: Truchan, Ihnath Kopincze, Hricz Denisko, Ihnat Sowcze, Myernik, Pasko Damlowicz, Paska Kuszilo, Iaczko Teresko, Pasko Thoczilko, Michno Oldisz, Iwan Lewesz, Dorosz Hawrilo, Chwedor Smolka, Danilo Luczow, Michno Proskurnik, Michno Woyth, Iwanko Hawrilo, Hricz Hawrilcze, Tymko Syemion, Paliczko Dmithr, Chwedor Czmilow, Michno Maznik, Iwasko Stankow, Truchancza Paskow, Byczko Syenkow, Iwan Woloszin, Szaltho Wasko, Iwan Mathwieicze, Hricz Olenka, Pasko Zanicz, Maxim Zaniow, Iaczko Kostowicz, Lazur Olofancz, Chwedor Olexa, Tymko Byrkula, Iwan Oleża (?), Stepan Nakonieczny, Artim Stankow, Chwedor z Owienni, Hricz Popow, Stepan Oldissa, Pasko Boythko, Hricz Babka, Iwan Smolka, Iurko Trochan, Luczko Kowalow, Chwedor Krisko, Kopina Pikulikow, Chwedor Mazur, Iaczko Kaczorka, Oleska Phyl, Kosth Mazur, Stepan Bariczka, Ilko Diniszow, Iswan Ządlo, Chwedor Olesko, Mathwyei Lazurow, Ostaphyey Ręza, Iaczko Maximow, Chwedor Kopczincza, Tymko Ziolko, Ian Hamulcze, Hricz Iwasko, Hawrilo Oczkow, Chwedor Babka, Olexa Klesczow, Kopina Maliska, Wasko Asczie, Blazek Perinski. Summa czinszn pienięznego od przerzeczonich kmieczi czini zlotich siedmdziesiąth y trzi y gr. czternasczie y d. trzi. Czysz przerzeczeni kmieczie kazdi z ossobna dawa na s. Barthomyey psenicze sąziezney po pulkorczu, ktorey będzie korczi trzydziesczi y pulpięta, kazdi korzecz valor. gr. dwadziesczia y sescz, na Boże Narodzenie owsza po korcziu yednemu, na Wielką nocz tez po korczu yednemu, na s. Barthlomyey po pulkorczu, na s. Marczin po pulkorczu: a them sposzobem na rok czaly przydzie wszithkiego owssa korczi dwiesczie y siedm, kazdi korzecz valor. za gr. ossm: syemienia konopnego po pewney myarcze, s ktorich dwudziesthu y czterech bedzie korzecz ieden, a them sposzobem bedzie wszithkiego korczi dwa y macz pulczwarti, kazdi korzecz valor. za gr. dwadziesczia y czteri a macza za gr. yeden, iaiecz po sesczi, ktorich bedzie kop siedm prziloziwszi do tego od bednarza, kazda kopa valor. gr. trzi. na Wniebowzięcie P. M. po kaplunowi yednemu, valor. gr. dwa, kur czinszowich po czworo, ktorich bedzie dwiesczie siedmdziesiąth y sescz, kazdi kur valor. za gr. ieden: przędze konopney proprij labories po lokcziu yednemu, valor. gr. jeden: tho wszithko computat computan. Uczini zlotich stho y cztery y grossi szescz.

Thamze bednarz, choczaize ma tak wielie rolyey, yako ktori kmiecz, a wszakosz thilko placzi lawniczego y achtelowego d. trzinasczie, owsza czwierczi pięcz, valor. gr. dzieszyecz, kur dwoye, valor. gr. dwa, iaiecz sescz, które ssie yusz inkludowali do wissei napissanich. Mlynarz tamze, ktori nye ma wymierney rolyey, thilko z ogroda y z obscharu na s. Marczin placzi czinszu gr. piethnasczie. Czieslia powynien robycz do dwora czo potrzeba około budowania, a thilko dawa czinszu lawniczego i achtelowego d. trzinasczie. Summar. wszithkiego od mlynarza, bednarza y od czieslie czini gr. dwadziesczia i oszm y d. osm.

Sluskowie, ktorzi tez na pomiernich roliach sziedzą, yest ych yedennasczie, z nich dziesiecz kazdi na pulczwyerczi lanowey sziedzi, a iedennasti z bratem na czwierczi lanu: dziewiecz ych placzą czinszu dorocznego po gr. trzidziesczi, lawniczego y achtelowego po d. trzinasczie, a dziesiąti, yz iest woznem, thilko polowicze czinszu dawa, alie achtelowe y lawnicze yako ynszi: a ymiona ich the ssą: Ian Sylko, Maxim Kopincze, Stasko Lyssie, Woythko Klyusz, Ian Michalka, Olexa Buben, Iacob Buzel, Kurylo, Iurko Kuzemczicz, Stanko Kliescz z Mieleskiem braczią, oba zlotich dwa dawaią y d. trzinasczie. Iwan wozni s pulczwierczi, ratione seruicii dawa czinszu gr. piethnasczie, lawniczego y achtelowego d. trzinasczie. Czysz wsziesczi dawayą owssa po korczi pultrzeczia, kazdi valor. gr. oszm, kur po czworo, kazdi valor. gr. ieden. Tho od wssithkich sluzebnich uczini computat. computan. zlotich dwadziesczia y gr. sescznasczie y d. siedmnasczie.

Karczmarzow na ten czasz iest dwa, z nich yeden dawa czinszu dorocznego grziwien dziewiecz, thenze, gdi skąd ynąd pywo prziwiezie, wynien dacz od kazdey beczki gr. ieden: czego sie dostało anno 1564 zloti yeden y gr. siedm. Drugi karczmarz na Bariczi placzi czniszu dorocznego zlotich dwa y gr. dwanasczie. Summa od karczmarzow na ten czasz uczini zlotich oszmnasczie, tho uczini zlotich dwa.

Zagrodnikow na ten czasz yest syedmnasczie, ktorzi robią do dwora czo rozkazą, a z ogrodow swich nicz nie dawaią, thilko s przimiarkow albo sthuk rozdzielionich miernie, które na łąkach mają, placzą s każdego po gr. pięthnasczie, a ieden z nich z obscharu thilko gr. czteri: a ymiona ych the ssą: Ilko Maliska, Kunka, Zan Hliebow, Opaczilo, Woytek Jankowicz, Iwan Kuliczko, Pasko Karczmarz, Syenko Mythnik, Zan Waszilowicz, Stepanko Koczupka, Andrei Durgala, Luczka Massnik, Iwan Babka, Michał Oleyarz ze dwu łąk, Dinis Oleynikow ze dwu łąk, Ochrimiecz ze czterech łąk, Iaczko Kostowicz z ob/s/charu gr. czteri. Thakowich stuk albo pomyarkow yest myedzi niemi dwadziesczia y ieden, s kazdei placzą po (I. abo Kopnicze) gr. piethnasczie, tho uczini pro interesse anni vnius, bo trzecziego roku, kiedi the łąki bywalą w ugorze, thedi nicz nie dawaią, czini thedi na rok yeden zlotich siedm y gr. dwa y d. dwanasczie.

Ląki tamze ssą rzeczone Milcza, s ktorich anno 1564 dostało sie zlotich ossmnasczie i gr. sescz. Thiamze s pastwisk, które zową Na Wierzbinach, dostało szie zlotich siedm y gr. dwadziesczia y dwa. Owcze tamże kto ma, wynien dacz każdego roku od nich na swyąthki barana dwudziestego, ktorich sszie na rok nynyeyszi uczim zloti yeden. Swynie kto chowa, dawa od nich każdego roku wyeprza czterdziesczi, kazdi valor. gr. czterdziesczi y ossm, tho uczini zlotich sesczdziesiąth y czteri. Summar, wszithkich pozithkow s Beska na ten czasz czini zlotich trzistha y siedmnasczie y gr. siedm y d. czteri.[43]

 

W 1590 r. Jan Jędrzejowski – dziedzic wsi Potok pod Krosnem, był zarządzającym kluczem beskim; podpisał umowę o arendę części Zarszyna, Przedmieścia i Długiego, z Janem z Zabawy Zabawskim, synem Mikołaja i Anny z domu Pieniążek, dziedziczki Zarszyna.

 

Ciekawe, że w tym czasie Krosno, piękne stare miasto (parva Cracovia) nie miało własnego klucza, w przeciwieństwie do Beska, którego wojewodowie zarządzali tysiącami hektarów. Samo Krosno też podlegało wtedy pod starostwo sanockie – dopiero w roku 1523 rajcy krośnieńscy wykupili z rąk Jana Bonera, wielkorządcy i żupnika krakowskiego, wójtostwo; rada miejska, sprawująca odtąd funkcje dziedzicznego wójta, stała się samodzielną, najwyższą zwierzchnością w mieście, praktycznie niezależnie od starostwa sanockiego. Oczywiście, należy odróżnić Besko, jako wolną wieś, podległą tylko królowi i jego urzędnikom, od chociażby małego miasteczka Zarszyna – będącego własnością prywatną – czy innych prywatnych wsi.

 

Wszystko to pozwala sądzić, że tak duża wieś, z tak z rozbudowaną infrastrukturą społeczną i administracją, musiała powstać dużo wcześniej, korzystając z dorobku poprzednich pokoleń, które w ciągu kilkuset lat zagospodarowywały to miejsce. Nie można wykluczyć przy tym nie tylko lokalizacyjno-społecznej (co jest raczej pewne) czy kulturowej, ale nawet jakiejś genetycznej transmisji idącej przez wieki. Być może w żyłach niektórych współczesnych mieszkańców płynie krew ich antenatów sprzed tysiąclecia…

 

Spuścizna ruska wpłynęła też na rodowód wsi, w której przeważał pierwotny żywioł wschodni, zaznaczający się w wierze, tradycjach, prawie, imionach i przydomkach, a prawdopodobnie i w mowie (przynajmniej w kręgu rodzinno-sąsiedzkim). W połowie XVI w. we wsi było (wg nazwisk) 18 rodzin polskich (6 kmieci, 7 służków i 5 zagrodników) oraz 81 rodzin ruskich (odpowiednio: 63 – 6 – 12); nie wspomina się o osadnikach niemieckich (może ich nazwiska zeslawizowały się) czy żydowskich[44].

Ten stan zaczął się zmieniać w ciągu wieków, gdy do Beska zaczęła napływać od XV w. rzymskokatolicka ludność polska i niemiecka, wymuszająca w końcu XVI w. postawienie katolickiej świątyni na tzw. Kościelisku k. Wisłoka (w Besku, będącym własnością królewską, nie było innowierców, których znajdujemy niemal we wszystkich prywatnych miejscowościach wokół). Nie wiemy jednak, skąd dokładnie przybyli ludzie je noszący. Można jedynie z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że pierwotni posiadacze takich nazwisk, jak: Teleżyńscy, Kwiatkowscy, Kopeccy, Stapińscy, Króliccy, Sarzynowscy, Marcinkowscy, Szafrańscy, Kijowscy, Kochańscy czy Ziemiańscy rekrutowali się ze zubożałej szlachty, która później, wskutek postępującej pauperyzacji polskich zaścianków, istotnie przeszła do stanu chłopskiego. Podobnie rzecz się miała z osadnikami niemieckimi, których potomkowie noszą dziś tak popularne nazwiska, jak: Mermer, Szajna, Szul, Kielar, Prajsner czy Gierlicki. Postępująca pańszczyzna i zniewolenie zrównały wszystkich społecznie – jedynym wyróżnikiem pozostała antroponimia. Do obsługi beskiego folwarku z Frysztaka k. Strzyżowa przybyło kilkoro służby (może z rodzinami), osiedlając się w miejscu dzisiejszego przysiółka Frysztak i prawdopodobnie dając początek nazwiskom niemieckim.

 

Druga, niewielka fala ludności ruskiej (o pierwotnej wołoskiej lub trackiej etnogenezie) przyszła dopiero w XVI w., zatrzymując się głównie na zboczach beskidzkich gór.[45] Polska etnografia dopiero w międzywojniu próbowała tych ruskich górali Beska i okolic sklasyfikować, nazywając ich Łemkami lub Dolinianami (gdyż ciągle trwają spory o nazewnictwo i obszar zamieszkania tej ludności na południe i płd.-wsch. od Beska). Pewna, zapewne niewielka ich część zmieszała się z rdzennymi, osiadłymi tu z dziada pradziada Rusinami, tworząc jednolity wschodni substrat etniczno-językowy; po I wojnie światowej zwano ich już najczęściej Ukraińcami.

 

Już w roku 1446 był tu jeden z czterech folwarków (allodia) starostwa sanockiego, na pewno nie powstały z wykupu sołectw, lecz w ramach organizacji dóbr grodu sanockiego. Pozostałe folwarki znajdowały się w trzech innych wsiach prawa ruskiego: Kostarowcach, Uluczu i Olchowcach. A oto krótki przykład notatki z Akt Grodzkich i Ziemskich, dotyczący jednej z transakcji handlowych:

1446 [Jan] Kuropatwa przekazuje nowemu staroście san. Wojciechowi z Michowa stwo. san., w tym na folwarku w Besku 5 krów „doyne” z tyluż cielętami, 2 krowy „czelne” i 2 „ialowiczi”, 2 „ialowyczy trzieczaczki”, z 3 „biczki trzeczaczki”, 3 gęsi, 1 kaczka, 30 kapłonów, 30 kur z 2 kogutami i maciory;

[Wojciech] Michowski star. san. pozywa szl. Jana Krzywieckiego o 18 macior zabranych z dworu królowej [Zofii] z Beska. Krzywiecki nic okazuje macior zgodnie z licowaniem ani sam się nie stawia, wobec czego starosta skazuje go na 9 grz. i kary.[46]

 

Dodajmy jeszcze pewną ciekawostkę z tutejszego pitavalu, związaną ze staropolskim Beskiem. Otóż we wsi było wyznaczone miejsce kaźni, bowiem 16 czerwca 1564 r. torturowano tu, a potem powieszono za kradzież konia niejakiego Mańka z Hłodnego (z Hłudna). Beska tradycja określa miejsce straceń tam, gdzie obecnie znajduje się krzyż graniczny między Beskiem a Zarszynem (przy głównej drodze, blisko Zapowiedzi), ale dotyczy to już raczej czasów austriackich. Innym miejscem kaźni miały być szubienice przy starej drodze z Zapowiedzi do Zarszyna i Długiego… Niestety, poruszamy się tu w świecie lokalnych podań i tradycji.

Fastnacht podaje także inną historię, mówiącą o niejakim Czuliku z Beska, który w 1475 r. więziony był w wieży zamku sanockiego. Być może uniknął kary, gdyż właśnie w tym roku wrotny, czyli odźwierny zamkowy (portulanus castri), przekupiony pieniędzmi i piwem, wypuścił więźniów (może także Czulika), za co został skazany na śmierć przez poćwiartowanie.[47]

 

Bardzo ciekawe zapisy, tym razem odnoszące się do edukacji, odnajdujemy pod innymi dwiema datami dotyczącymi Beska:

1475 Thomas Gobpo de Beszko zapisany na Uniw. Krak. (Album stud. I s. 224).

1540 Iohannes Alberti de Besko zapisany na Uniw. Krak. (Album stud. II s. 301)[48]

Jeszcze wcześniejsza data dotyczy Szymona, syna tkacza z Beska, zapisanego w 1462 r. w poczet żaków krakowskich. Mieszkańcy Beska na Akademii Krakowskiej w XV i XVI wieku! Dziwna forma ich nazwisk (lub przezwisk) sugerowałaby, że są to synowie drobnej szlachty lub zarządców tutejszego folwarku (może pochodzenia niemieckiego), przy czym być może ów Tomasz „Gobpo” to jakaś pomyłka paleograficzna (*Gołpo?, *Golno?, *Golopo?)[49]. Dla dzisiejszego pokolenia nauka, nawet na uniwersytetach, byłaby trudna do zaakceptowania, urągająca wszelkim zasadom dydaktyki i metodyki nauczania. Cały proces dydaktyczny opierał się na czytaniu przez nauczyciela tekstu, który z kolei był powtarzany przez uczniów aż do całkowitego pamięciowego opanowania (stąd słynne łacińskie przysłowie: Repetitio mater studiorum est – Powtarzanie jest matką nauki). Z braku podręczników był to być może jedyny możliwy sposób na praktyczne opanowanie obowiązującej wszędzie łaciny i podstaw wiedzy. Za brak postępów karano chłostą – a nieszczęsny discipulus (uczeń) tak długo musiał powtarzać, aż pamięciowo przyswoił sobie fragment lekcji. Tak dzisiaj ważne rozumienie tekstu nie miało większego znaczenia – bywało, że sam nauczyciel nie zawsze rozumiał materii, której nauczał; jakiekolwiek jednak podważanie jego kompetencji dydaktycznych było wówczas niemożliwe, zaś przerwanie zajęć jakimś pytaniem lub prośbą o wyjaśnienie czegoś żadnemu uczniowi – z obawy o własną skórę – nie przyszłoby nawet do głowy.

Ówczesna nauka uniwersytecka była, wg dzisiejszych kryteriów, całkowicie niesformalizowana, by nie powiedzieć – chaotyczna. Wiek studenta nie odgrywał żadnej roli – obok ośmio- i dziewięcioletnich uczniów w akademickich ławach zasiadali dojrzali, a nawet wiekowi mężczyźni, zaś początkujący w naukach wyzwolonych chłopiec przy doskonale władającym łaciną dworzaninie i bywalcu wielu europejskich uczelni.

Królujący na akademickich wszechnicach wydział sztuk (artium), sformułowany jeszcze w starożytności przez Marka Terencjusza Warrona, obejmował w średniowieczu siedem sztuk wyzwolonych (septem artes liberales), podzielonych na dwie grupy: trivium i quadrivium. Niższy stopień (trivium) odnosił się tylko do nauki języka łacińskiego i obejmował gramatykę, retorykę i dialektykę – zwane one były sztukami i prowadziły „do wymowy” (ad eloquentiam). Z kolei wyższy stopień (quadrivium) stanowiły cztery dyscypliny, zwane naukami: arytmetyka, muzyka, geometria i astronomia, które wiodły z kolei „ku mądrości” (ad sapientiam), stanowiąc jakiś dzisiejszy odpowiednik matury. Większość studiujących w XV-wiecznym Krakowie opuszczało akademię bez jakiegokolwiek stopnia, nawet na wydziale artium. Tylko ok. 25% studentów kończyło studia ze stopniem bakałarza, a ok. 20% – ze stopniem magistra artium. Najwyższym stopniem był tytuł doktora, który uzyskiwało się na innych wydziałach: prawa, medycyny lub teologii.[50] Nie wiemy tylko, czy owi pierwsi żacy z Beska skończyli jako poważni doktorzy prawa, czy też jako igrce ordinis vagorum, ioculatores, golliardi et buffoni („zakonu” włóczęgów, trefnisie, aktorzy i błazny).

Pierwsza szkoła w Besku (zapewne przykościelna) jest wzmiankowana dopiero w 1595 r., ale bez wątpienia musiała istnieć dużo wcześniej, bo przecież gdzieś przyszli studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego musieli się nauczyć podstaw łaciny, nie mówiąc już o czytaniu i pisaniu tekstów polskich.

 

Mówiąc o nauce i Akademii Krakowskiej, trzeba wspomnieć o ryzykownej, choć nie pozbawionej podstaw hipotezie, dotyczącej miejsca urodzenia największego humanisty tej ziemi – Grzegorza z Sanoka (1406-1477). Sam zresztą nie pozostawił po sobie bogatej spuścizny – pisywał okazjonalnie proste wiersze łacińskie, ale już w nowej, nawiązującej do antyku poetyce, posługując się środkami wyrazu zaczerpniętymi nie tyle z Ojców Kościoła, ile z Wergiliusza, Horacego, Owidiusza i Katullusa. Znacznie przewyższyli go w poetyckim rzemiośle, łacińskim jeszcze, Paweł z Krosna, Mikołaj Hussowski, a zwłaszcza nasz największy poeta łaciński XV w. – Klemens Janicki (Janicjusz).[51]

Co innego jednak świadczy o wielkości Grzegorza z Sanoka. Umiał on stworzyć na swoim dunajowskim dworze odpowiednie warunki, sprzyjające humanistycznym dyskusjom, odnowie dawnej antycznej poetyki, a zwłaszcza – zapewnić bezpieczeństwo (także finansowe) otaczającym go młodym adeptom muz, w tym głównie poecie (ale i spiskowcowi) Filipowi Buonaccorsiemu, bardziej znanemu jako Kallimach, który opisał życie swego mecenasa i protektora.

Czy Grzegorz z Sanoka mógł urodzić się w Besku? Kallimach, biograf Grzegorza, w swym dziele Vita et mores Gregorii Sanocei[52] pisze, że Grzegorz pochodził ex utroque parente [z rodziców szlacheckich], natomiast Jan Długosz, który osobiście znał dorosłego już poetę, dodaje, że pochodził de domo Streparum [z domu Strzemieńczyków, od strepa – strzemię], co jednoznacznie wskazuje na szlacheckie pochodzenie. Ale z drugiej strony młody Grzegorz imał się w młodości dorywczych, mieszczańsko-rzemieślniczych zajęć, Wyrozumski podaje, że jeden z jego braci był wiejskim sołtysem, inny zaś skończył w przytułku.[53] Nawet sam Grzegorz wszak pisał się z mieszczańska „z Sanoka” (de Sanocei). Z kolei Bernard Wapowski, Joachim Bielski (syn Marcina Bielskiego) czy Marcin Kromer przypisuje mu wręcz pochodzenie plebejskie. Wszystko tu jest pełne sprzeczności… Współczesna nauka historyczna, w przeciwieństwie do starszej – raczej optuje za pochodzeniem drobnoszlacheckim i to świeżej daty (jego ojciec, Piotr, miał już być szlachcicem). Kallimach podaje, że poeta urodził się ok. 1406 r. in pago ignobili, non procul a fonte Istulae.[54]

Problemem jest nazwa rzeki występująca w Kallimachowym oryginale – czymże jest ta łacińska „Istula” – Wisłą, Wisłoką czy Wisłokiem? W pierwszym przekładzie na język polski (1909 r.) dziewięciu wymienionych na końcu tłumaczy z „Kółka filologicznego we Lwowie” przetłumaczyło tekst (przejrzany później przez Miodońskiego, Kallenbacha i Sinkę), przyjmując za nazwę rzeki… – Wisłokę (sic!). Należy sądzić, że posłużyli się tylko wybranym staropolskim zapisem rzeki Wisłok z 1373 r. (Visloka), ale być może, naprawdę chodziło im o rzekę przepływającą przez Nowy Żmigród, Jasło i Pilzno.[55] Rzecz karkołomna, bo wtedy jak tłumaczyć używany przez Grzegorza przydomek: de Sanocei? Być może tłumacze skojarzyli także żeńskość nazw rzecznych w języku łacińskim z żeńską formą Wisłoki. Ale jeśli przyjmiemy takie tłumaczenie, reszta informacji o Grzegorzu po prostu traci sens (a Sanok powinien natychmiast zmienić kilkanaście nazw… i pomnik). Jeśli natomiast przyjmiemy niezamierzoną pomyłkę tłumaczy (którzy, być może, nie znając geografii Podkarpacia, pomylili Wisłokę z Wisłokiem lub też wybrali najmniej odpowiednią staropolską formę tej rzeki) – możemy przejść do dalszych rozważań.

Na początku XV w., z punktu widzenia przybysza z Italii, który wiele miast widział, ale o geografii Beskidów miał chyba mętne wyobrażenia, „zapadłych wiosek” leżących „niedaleko od źródeł” jest tylko kilka: Wisłok (kiedyś Wisłockie lub Wisłoczek, dzisiaj Wisłok Wielki, stara osada, lokowana ok. 1400 r., na pewno już istniejąca w 1435 r.), nieistniejąca dziś Surowica (wzmiankowana już w 1361 r.), Wisłoczek (kiedyś Międzyrzecze, założony także ok. 1400 r. na prawie magdeburskim) i wreszcie Besko. Co prawda za Beskiem są jeszcze istniejące wtedy Trześniów i Haczów, ale te, pomimo lokalizacji w ziemi sanockiej, raczej kulturowo i przestrzennie należą do Krosna lub Brzozowa i być może któreś z tych miast wybrałby dwunastoletni Grzegorz, a nie Sanok. Co prawda, w bliskości „źródeł i rzeki” mamy jeszcze inne wsie, ale te bądź leżą bliżej Osławy, bądź też byłyby własnością klucza jaśliskiego (czyli w ręku biskupów przemyskich), co chyba zostałoby odnotowane.

W momencie urodzenia Grzegorza dzisiejszy Wisłok Wielki mógł jeszcze nie istnieć (miejsce to, puste zupełnie, nazywano Wysloczkie), bądź też być dopiero w fazie lokacji. Pozostawałaby więc Surowica, Międzyrzecze (Wisłoczek) lub Besko. Wszystkie te osady należały do ziemi sanockiej, a w 1406 lub 1407 r. rzeczywiście mogły być dopiero małymi osadami. Czy w jednej z nich mógł urodzić się słynny, piszący po łacinie lwowski arcybiskup, mecenas poetów i sam poeta? Jest to prawdopodobne o tyle, o ile kiedykolwiek określimy zakres przestrzenny łacińskiego sformułowania: non procul a fonte Istulae…[56]. Dopóki nie znajdą się nowe źródłowe dokumenty, potwierdzające lub choćby sugerujące miejsce urodzenia, wybór konkretnej miejscowości pozostaje jednak nierozstrzygnięty.

Ale najciekawsze jest to, że zarówno Surowica, jak też Międzyrzecze (Wisłoczek) należały wiek później do klucza beskiego i były zarządzane przez beskich wojewodów. Jest więc dosyć prawdopodobne, że jeśli Grzegorz z Sanoka nie urodził się w Wisłoku Wielkim, to urodził się w Besku lub we wsi, będącej wkrótce pod bezpośrednim zarządem wojewodów z Beska.

W 1504 r. król Aleksander Jagiellończyk zapisał m.in. Sanok oraz wsie Besko, Wróblik (Królewski) i Haczów pod zastaw za pożyczone pieniądze (2300 zł) od Jana z Tarnowa, wojewody ruskiego.

 

Znaczenie Beska i całego klucza istotnie musiało być znaczne, skoro w 1558 r. beski folwark zaliczano do jednego z najokazalszych we wsiach ziemi sanockiej.

 

Wg prawa ruskiego mieszkańcom Beska dochodził jeszcze jeden dodatkowy obowiązek – służba folwarczna. Podobnie czynili mieszkańcy Olchowiec, Płowiec, Tyrawy Solnej, Hłomczy, Ulucza, Kostarowiec oraz wsi prawa wołoskiego.

W 1594 lub 1595 r. na tzw. Kościelisku, z polecenia starosty sanockiego Jerzego Grzegorza Mniszcha zostaje wybudowany pierwszy w Besku kościół, jednocząc miejscowych katolików obrządku łacińskiego. Obok budynku kościelnego wzniesiono także plebanię, szkołę, powstał też cmentarz. Niestety, kościół ten – z uwagi na częste wylewy Wisłoka – narażony był na podtopienia, ale nie znamy daty jego zniszczenia czy też rozbiórki (podawany w niektórych źródłach rok 1605 mówi tylko o pożarze plebanii). Prawdopodobnie po którymś kolejnym zalaniu przeniesiono go na inne miejsce; czymś niemożliwym jest, by tak duża wieś jak Besko, stolica klucza, przez blisko dwa wieki pozbawiona była parafii.

 

Na przełomie XVI i XVII w. kluczem beskim zawiadywał Stanisław Bonifacy Mniszech (1580-1644), koniuszy koronny, syn Jerzego. W 1603 r. rozległe, sięgające pod Krosno starostwo sanockie uległo ostatecznemu podziałowi – Stanisław Mniszech zatrzymał przy sobie znacznie okrojone starostwo sanockie, nadal zatrzymując „tenutę” [dzierżawę] beską i jurysdykcję starościńską, tzn. uprawnieniami do rozstrzygania spornych spraw i sądownictwa, natomiast jego ojciec, Jerzy, wojewoda sandomierski zatrzymał „tenutę” krośnieńską (odtąd już starostwo).

 

5 czerwca 1624 r. województwo ruskie przeżyło gwałtowny napad trzydziestotysięcznej tatarskiej Ordy Nogajskiej, którą dowodził Kantymir Murza. Napad nastąpił od strony Wołoszczyzny na Pokucie w pobliżu Śniatynia. Tatarzy, zamiast jak zwykle, łupiąc bezbronną ludność, od razu rozlać się po kraju (a tego właśnie spodziewały się polskie chorągwie rozrzucone na Pokuciu), w zwartej grupie ruszyli w głąb Polski. 9 czerwca przeprawili się przez Dniestr, docierając aż pod Medykę, gdzie 10 czerwca założyli swój główny kosz. Stąd zagony tatarskie w poszukiwaniu łupu szły pod Krosno, Jarosław i Rzeszów. Jeden z czambułów dotarł aż na Sandomierszczyznę.

Pierwszy najazd tatarski na okolice Beska miał miejsce w niedzielę przed świętem Bożego Ciała. Czambuł Tatarów spalił trzy miasteczka: Zarszyn, Jaćmierz i Tyrawę oraz wiele wsi: Długie, Nowosielce, Wzdów, Jasionów, Trześniów, Haczów, Wróblik, Wisłoczek, Polany, Bukowsko, Grabownicę, częściowo Iwonicz. Akta Arcybractwa Kapłańskiego (Księga 291. w Archiwum biskupów przemyskich) wyliczają spalone kościoły w Bukowsku, Grabownicy, Trześniowie, Iwoniczu, Krościenku, Zręcinie. W Strachocinie ks. Adam Majstroga został spalony w swoim mieszkaniu. Krosno jedynie swoim murom zawdzięczało ocalenie. Po oktawie Bożego Ciała nastąpił drugi najazd Tatarów, którzy rozbili swój podobóz na polach Bażanówki, Długiego i Nowosielec miedzy ówczesnymi miasteczkami – Jaćmierzem i Zarszynem.

Natomiast nie ma nawet najmniejszej wzmianki o Besku, co – z uwagi na wielkość wsi – jest doprawdy niezrozumiałe. Być może to szeroko rozlane wody Wisłoka uratowały Besko; zresztą straty polskie po lewej stronie Wisłoka wydają się jakby mniejsze. Więcej ocalało też kościołów.

Część ludności przeżyła najazd, ukrywając się w okolicznych lasach, część (ci co dostali się w jasyr) wróciła po rozbiciu wracających z łupami Tatarów przez hetmana Koniecpolskiego pod Martynowem koło Dniestru. Niemniej straty były ogromne, zarówno w ludziach, jak też w dobrach materialnych.

W Besku z tych czasów zachowała się jedna z legend. Otóż gdy Tatarzy rozłożyli się obozem pomiędzy Zarszynem a Jaćmierzem, mały czambulik tatarski przeprawił się przez Wisłok i zahaczył o Besko. Samej wsi nie spalili, tylko uprowadzili z sobą jedną kobietę, która była wdową. Dalej pojechali na Wróblik, biorąc ze sobą swój żywy łup. Wieczorem, wróciwszy z wyprawy, zatrzymali się w dębinie pod Porębami. Wówczas syn nieszczęsnej kobiety wykradł matkę. Najpierw uciekli oboje w gęsty dębowy las, a potem konno do Beska. Po dziewięciu miesiącach wdowa urodziła syna… niestety, ze skośnymi oczami. Podobno potomkowie tego skośnookiego chłopca do dziś żyją w Besku…

Konsekwencją najazdów tatarskich oraz późniejszych wojen (z Kozakami i Tatarami, „potop” szwedzki, wojny tureckie itp.) oraz postępujące ubożenie ludności wiejskiej powodowały zbiegostwo i beskidnictwo. Zjawiska te nasiliły się w 2 poł. XVII w. i w początkach wieku XVIII. Ówcześni rozbójnicy nie mieli nic wspólnego z ich współczesną romantyczną recepcją – grabili zarówno szlacheckie dwory, jak też plebanie, karczmy i zamożniejsze zagrody chłopskie. Sejmiki szlacheckie podejmowały działania obronne – w 1675 r. na wniosek sanockiego sądu kapturowego uchwalono podatek na obronę ziemi sanockiej od zapuszczających się na te tereny band węgierskich tołhajów i rodzimych rozbójników. Uzyskaną z podatków kwotę przeznaczono na utrzymanie 40 smolarzy (harników). Niestety, z powodu małej ich liczby, nie mogli oni efektywnie zwalczać zbójeckiego procederu, czego dowodem jest zuchwały napad beskidników na Rymanów w 1677 r. Ich ofiara padł również Zarszyn, Nowotaniec, Baligród, a nawet Krosno. Te nagłe i niespodziewane napady na miasta i wsie kończyły się z reguły rabunkiem dobytku szlacheckiego, mieszczańskiego, plebańskiego, żydowskiego czy chłopskiego, pożarami i śmiercią stawiających opór nieszczęśników. Andrzej Potocki wzmiankuje o kilkakrotnych napadach zbójeckich na Królik Polski, Rymanów, Odrzechowę, Wrocankę, Jaśliska, Humniska, Klimkówkę i inne wsie beskidzko-pogórzańskie, w tym, minimum raz, Besko:

(…) sołtys z Woli Jaśliskiej, czyli Niżnej, przechowywał u siebie beskidników, rabujących Besko i Odrzechowę, a także handlował z nimi, kupując zbójeckie trofea.[57]

 

Nie mamy świadectw o beskidnikach z Beska, ale najpewniej i tacy się zdarzali. Wiadomo tylko, że 12 grudnia 1558 r. w Sanoku został stracony niejaki Harasym z Beska za współudział w kradzieży czterech sztuk bydła. Gdyby to było jednostkowa kradzież, jego głowa prawdopodobnie by ocalała; widocznie jednak uznano go za pospolitego beskidnika, może członka jakiejś zbójeckiej bandy, stąd ta ostateczność w wymierzaniu kary. Jednak znacznie większą ilość imion beskidników, zapisanych w sanockich aktach grodzkich i ziemskich, mamy z miejscowości na południe od Beska.[58]

 

Po raz pierwszy informację o nazwie rzeki przepływającej przez Besko pojawiła się w 1352 r.; zapisano ją wtedy jako Wislok. Jako niemy świadek stał się zarazem przyczyną kłótni i starć mieszkańców Beska i Zarszyna.

 

Przez całe wieki trwał zatarg z sąsiednim Zarszynem o leżące między tymi miejscowościami pola i pastwiska; drugim powodem było zrozumiałe zabezpieczenie się od katastrof powodziowych. Z jednej strony było prywatne miasteczko, z drugiej zaś duża wieś, będąca zarazem centrum klucza, obejmującego kilkanaście innych wiosek, popierana w dodatku przez potężnych magnatów – starostów sanockich. Dodatkowo granica między osadami nie była wytyczona „w sposób geometryczny”, ale zgodny z topograficznym ukształtowaniem powierzchni. Granicą między Beskiem, Zarszynem i Jaćmierzem (z którym raczej nie było sporów) było stare koryto rzeki. Niestety, Wisłok to w sposób naturalny, to znów poprzez działania ludzi zmieniał swoje koryto, co w jakiś sposób czyniło sytuację prawną – nomen omen „płynną”. Konflikt był nieunikniony.

Pierwszą wzmiankę o zatargu mamy już w 1402 r., gdy po gwałtownej powodzi mieszkańcy Beska usypali wał, kierując wody Wisłoka na zarszyńskie pola. Rzeka jednym z potoków wpadała wtedy do Pielnicy. Prawdopodobnie ów wał znajdował się w okolicy starego mostu na Wisłoku, skąd rzeka płynęła prosto na wschód, u stóp wzgórz Suchej Wsi i Babiej Góry (Pańskiej Góry). Później rzeka najpewniej wróciła do swego naturalnego koryta.

W 1512 r. bieg Wisłoka znów został zmieniony a versionis fluvis Wislok a Besko in campos Zarszyn [kierunek rzeki Wisłok od Beska na pola Zarszyna]. Królewska komisja zajęła się rozpatrzeniem skargi Jakuba Pieniążka oraz Piotra, Szczęsnego i Michała Zarszyńskich przeciwko staroście sanockiemu Mikołajowi Kamienieckiemu, a zarazem właścicielowi zamku „Kamieniec” w Odrzykoniu.[59] Niewiele jednak mogli zdziałać panowie zarszyńscy przeciwko potężnemu magnatowi, wojewodzie krakowskiemu i hetmanowi wielkiemu koronnemu, iż ten pozwolił odwrócić bieg rzeki. Wtedy określono stały punkt graniczny tych trzech miejscowości, który znajdował się na usypanym obok starorzecza kopcu „podle krzyża na granicach jaćmierskich i zarszyńskich wystawionego”. Wkrótce jednak mieszkańcy Beska kopiec ten jednak rozkopali, a pole zaorali.

W 1563 r. znów się to powtórzyło. Być może gdzieś w 2. poł. XVI w. rzeka ustaliła już na stałe swoje nowe koryto, płynąc przez następne dwa wieki przez zarszyńskie pola. Odtąd teren ten, leżący miedzy starym i nowym Wisłokiem, zyskał miano Zawisłocza.

 

27 sierpnia 1590 r., już za panowania Zygmunta III Wazy, działała w tej sprawie kolejna komisja graniczna, mieszkańcy Beska usypali bowiem wał, tak by rzeka nie powróciła do starego koryta, sankcjonując w ten sposób status quo. Panowie zarszyńscy upominali się na sejmie i w grodzie o zniżkę w dostawie owsa, z powodu szkód wyrządzonych przez beszczan. Również w XVII w. mamy wzmianki o antiqui fluvii Wislok [starorzeczu Wisłoka].

Spisane w roku 1637 zeznania ks. Macieja Godoviusa, długoletniego plebana zarszyńskiego, potwierdzają pierwotną granicę między miejscowościami:

Grunta te należały zawsze do Zarszyna i jako właśnie z dawna zarszyńskie, na których tak samo panowie, jak i poddanie, bydła swoje pasywali.[60]

Łąki te były nawet wynajęte przez 12 beszczan (1634) za opłatą pieniężną i w naturze. Godovius podaje też, że miejscowa szlachta dzierżawiła te pastwiska przez wiele lat (np. Sebastian Wierzbięta, Jędrzej Grembarski, Krasowski), nie dopuszczając do żadnych zatargów.

Stanowisko to potwierdził też ostatni (przed jezuitami) właściciel Zarszyna, Zygmunt Zabawski:

(…) w pasach na Zawisloczu nigdy żadnego spólstwa beszczanie nie mieli, tylko się ukradkiem zarywali, kiedy Wisłok wezbrał, jednak sam ich przy tym zajmować kazał, niektórzy dawali kury z tych pasz, bo się pojednywali ze mną.[61]

 

Kolejny spór rozpętał Franciszek Mniszech, kolejny po Stanisławie starosta sanocki, drugi z rodzonych braci carycy Maryny. Początkowo zakazał swoim poddanym (czyli beskim chłopom) płacić krośnieńskim jezuitom za najem pastwiska (1634), potem na pastwiskach zarszyńskich nakazał paść bydło folwarczne i chłopskie (1635), by wreszcie w roku 1637 zająć zbrojnie ten grunt, a protestujących wysłanników jezuickich kazał obić i wrzucić do Wisłoka. Spory z jezuitami załagodził dopiero kanclerz litewski Albrecht Radziwiłł z Ołyki, listem z 14 czerwca 1647 r.

Wzajemne zatargi oczywiście nie przycichły. Powtarzały się w następnych latach, gdy starostą sanockim został Jerzy Jan Wandalin Mniszech, który przez 10 lat, nic sobie nie robiąc z nakazów prawa, używał pól i pastwisk zarszyńskich, co zakończyło się skargą jezuitów i kolejnym wezwaniem przed sąd sejmowy.

W 1732 r. kolejna komisja usiłowała dokonać podziału granicznego, ale bezowocnie; osiągnięto jedynie tyle, by do dalszej decyzji mieszkańcy zarówno Beska, jak i Zarszyna, wspólnie korzystali ze spornego terenu (tzw. Wielkich Błoni). Oczywiście, znając temperament beszczan, było to na dłuższą metę nierealne. Szybko zaorali część ziemi, zmniejszając tym samym „wspólny” dla obu osad areał pastwisk; równocześnie administrator Beska, niejaki Dragoń, zabił 2 konie poddanego zarszyńskiego, które przekroczyły sporną granicę, pobił pastuchów, a w końcu zabronił zarszyńskiemu dworowi wypasu na zabranym bezprawnie terenie[62].

Trzeba uczciwie powiedzieć, że prawdopodobnie rozpętane w XV w. spory graniczne byłyby szybko załagodzone, gdyby nie świadoma polityka strzegących zazdrośnie królewskiego (i swego) stanu posiadania starostów sanockich i ich administratorów. Konflikt ten, sztucznie podsycany, ciążył obu stronom. Obiektywnie jednak patrząc, stroną zaczepną byli prawie zawsze beszczanie.

W końcu sama natura się wypowiedziała – po katastrofalnej powodzi w 1774 r. Wisłok przerwał wszystkie wały, powracając do swego naturalnego koryta (takie katastrofalne wylewy zdarzały się i wcześniej, np. w roku 1645 i 1667 czy 1670)[63]. Zawłaszczone role pozostały przy Besku. Stan ten usankcjonowano ostatecznie w roku 1790, ustalając nową granicę besko-zarszyńską, która po późniejszych drobnych korektach przetrwała do dziś. O czasach dawnych sporów przypominają tylko pozostawione ślady rzecznych koryt w postaci łukowatego zagłębienia, ciągnącego się od Pańskiej Góry (Babiej Góry) przed Zapowiedzią po wschodnią część Cieplaków oraz starsze, za dawnymi zabudowaniami „Igloopolu”, idącymi w stronę Pielnicy. Pola, o które aż przez cztery wieki (!) trwał spór, ostatecznie zostały przy Besku.

Początek nowego, XVIII stulecia nie był szczęśliwy dla mieszkańców Beska i okolic. Choć Rzeczpospolita nie brała bezpośredniego udziału w czasie wojny północnej w 1700 r., ziemia sanocka doświadczyła jej skutków. To w okolicach Beska i Zarszyna stacjonowały pustoszące okolice chorągwie: wołoska Dobrowolskiego, konnica bpa chełmińskiego Teodora Potockiego oraz Józefa Myszkowskiego, kasztelana sandomierskiego, rekwirujące pieniądze, konie, bydło, kury, chleb, ser, masło, siano, wreszcie wódkę i piwo (lata 1702-1703).

W 1715 r. ziemię sanocką nawiedziła jakaś epidemia – szczególnie srożyła się w okolicy Beska, Zarszyna, Leska i Baligrodu, powodując dużo zgonów. Dodatkowo w tym okresie doszło do rozprzestrzenienia się różnych chorób zakaźnych wśród zwierząt, co przyczyniło się do zubożenia i tak już biednego społeczeństwa chłopskiego. Dużo szkód wyrządziła również przechodząca przez te tereny w 1740 i 1742 r. chorągiew Czartoryskiego. Wiemy o tym z zapisków, które pod przysięgą składali poszkodowani chłopi i mieszczanie na zamku sanockim.

 

Gdzieś pod koniec XVII w. lub w XVIII w. powstały Poręby – początkowo zapewne jako małe sioło, skupiające kilka lub kilkanaście chat położonych na nadwisłockich łęgach, potem niewielki przysiółek, który w XX w. stał się samodzielną wsią. Pierwsze wzmianki o Porębach mamy dopiero w Kronice parafii Besko i Księgach metrykalnych[64] – prowadzonych regularnie od końca XVIII w. Z tego też źródła dowiadujemy się o istnieniu w miarę samodzielnej Zapowiedzi…

 

14 stycznia 1755 r. starosta sanocki, a zarazem marszałek nadworny koronny i kasztelan krakowski Jerzy August Wandalin Mniszech z Dukli zwrócił się z prośbą do króla Augusta III Wettina o pozwolenie na wzniesienie w Besku nowego kościoła, który utrzymałby poprzednie wezwanie – Podwyższenia Krzyża Świętego. Zgodę taką uzyskał i przystąpiono do budowy nowego kościoła. Starosta przeznaczył na ten cel niezalewowe grunty po prawej stronie Wisłoka, w bliskości dworu, z którego do kościoła prowadziła wysadzona drzewami aleja.

Obok kościoła powstały budynki plebańskie, założono też ogród. Dokument przyzwalający na budowę tegoż kościoła został potwierdzony 12 września 1757 r. podpisem króla Augusta III Wettina, ale już dwa lata wcześniej, 27 sierpnia 1755 r. kościół został konsekrowany przez ks. bpa Wacława Sierakowskiego, późniejszego arcybiskupa lwowskiego. Pierwszym proboszczem w nowym kościele został ks. Wawrzyniec Szmidziński (lub Sznydzieński[65]).

Kościół ten służył wiernym do ostatnich lat XX w., gdy zastąpił go nowy, duży murowany budynek; tzw. „stary kościół” pełni obecnie funkcję kaplicy.

 

Latem 1768 r. w okolice Beska zawitała „wielka historia” – konfederacja barska. Utworzona 29 lutego 1786 r. w Barze na Podolu i skierowana przeciwko znienawidzonemu „Ciołkowi” (królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu), jego protektorce, carycy Katarzynie II oraz innowiercom, wkrótce przeniosła swój teatr walk na teren Bieszczadów i Beskidu Niskiego.

Beskidzkim centrum ruchu konfederackiego była Dukla, należąca do starosty sanockiego, Jerzego Augusta Wandalina Mniszcha[66], męża pięknej Amalii Brühlówny. Sam magnat bezpośrednio nie angażował się w działania konfederackie, zdecydowanie jednak popierał ten ruch swoimi wpływami i pieniędzmi. 6 i 7 lipca 1768 na rozległych polach między Sieniawą a Rymanowem (a więc częściowo w dobrach klucza beskiego, podległych Mniszchowi) odbył się generalny zjazd szlachty sanockiej, na który przybyło około 6000 ludzi. Ogłoszono akt konfederacji ziemi sanockiej (wg aktu barskiego), zaś na marszałka wybrano protegowanego Mniszcha – Jakuba Ignacego Bronickiego herbu Korwin, dziedzica pobliskiego Nowotańca, którego już wcześniej władze konfederacji barskiej mianowały regimentarzem ziemi sanockiej. Spod Sieniawy sformowany oddział w sile 1500 konnych ruszył pod dowództwem Bronickiego przez Krosno w kierunku Krakowa.

Po opuszczeniu Krakowa wojska konfederackie skoncentrowały się w górskich rejonach Beskidu Niskiego. Góry ułatwiały obronę, nie pozwalając Rosjanom rozwinąć w pełni szyku bojowego, gwarantowały łatwy dowóz zaopatrzenia i możliwość szybkiego odwrotu w razie klęski. Blisko było także do austriackiego Preszowa, gdzie przebywały władze konfederacji, tzw. Generalność. Na granicy polsko-austriackiej przy wszystkich ważniejszych przełęczach zaczęły powstawać konfederackie obozy i szańce (Radoszyce, Czeremcha, Barwinek, Grab, Konieczna, Blechnarka, Izby, Muszynka[67]). W 1770 r. Austria, widząc słabość państwa polskiego, samorzutnie przejęła Spisz i powiaty: nowotarski, nowosądecki i czorsztyński.

Wojska konfederackie, naciskane od północy przez wojska gen. Drewicza, tracące ludzi w dziesiątkach potyczek, ostatecznie w 1770 r. przeszły przez granicę, poddając się gen. Esterhazyemu, dowódcy austriackiego korpusu obserwacyjnego. Walki trwały jeszcze na zachodzie – w Beskidzie Makowskim i pod Jasną Górą, której bohatersko bronił Kazimierz Pułaski.

O ile konfederaci znaleźli gorące przyjęcie wśród patriotycznie nastawionej katolickiej braci szlacheckiej, o tyle wśród prostego ludu, w większości Rusinów o odmiennym języku i obrządku (choć też katolickim) było dużo niechęci, w części usprawiedliwionej – wynikającej z krzywd wyrządzanych chłopom przez oddziały konfederackie, wojennych rekwizycji, a zapewne także i zwykłej swawoli bezkarnej szlachty. Ale pomimo rosyjskich prób wzniecenia wśród Rusinów antykonfederackich działań, nie doszło do żadnych otwartych wystąpień przeciwko temu „pierwszemu polskiemu powstaniu narodowemu”.

 

Niesłusznie lekceważona w „medialnej historiografii” konfederacja barska, wiążąca znaczne siły rosyjskie, tak potrzebne wtedy na froncie rosyjsko-tureckim, skłoniła Katarzynę II do rewizji dotychczasowych planów zagarnięcia całości ziem Rzeczypospolitej. „Władczyni Północy” zrozumiała, że chcąc zlikwidować polską państwowość, musi pójść na kompromis z sąsiadami: Prusami i Austrią. I rozbiór Polski stawał się faktem, ale tylko konfederacji barskiej dawna Galicja (w tym Besko, Mymoń, Poręby i okolice), „zawdzięcza”, że przez 146 lat byliśmy poddanymi katolickiej i w miarę liberalnej cesarsko-królewskiej Austrii, a nie dyktatorskiej, prawosławnej Rosji.

Podpisanie traktatów, dotyczących pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej nastąpiło w Petersburgu 5 sierpnia 1772 r. 30 września 1773 r. zatwierdził je Sejm Rozbiorowy, zwołany w Warszawie przez zaborców (przy proteście zaledwie trzech posłów, w tym Tadeusza Rejtana). Austria otrzymała całą południową Polskę po Zbrucz ze Lwowem (ale bez Krakowa) – 83 tys. km², które zamieszkiwało 2,65 mln ludności.

Besko wraz z całą zachodnią i wschodnią Galicją przez ponad wiek stało się częścią wielonarodowej cesarskiej Austrii.

 

 

 

[1] 1518 podczas rozgraniczenia wsi król. Besko i Odrzechowa od dóbr Wiktoryna Sienieńskiego Ladzin, Rymanów miasto z przedmieściem [dziś Posada Dolna], Sieniawa, Głębokie, Wołtuszowa i Wisłoczek, komisarze dochodzą do rz. Wisłok, przekraczają ją koło lasu Mymon i idą aż do potoku Odrzechowa. Las Mymon i łęgi nad rz. Wisłok należą do dóbr król., a jedynie mieszkańcy wsi Sieniawy Sienieńskiego mają prawo wyrębu drzew na budowę i opał (Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650, Wrocław 1962. Większość podanych cytatów dot. Beska i Mymonia można także znaleźć na stronie Słownika historyczno-geograficznego ziem polskich w średniowieczu Polskiej Akademii Naukhttp://www.slownik.ihpan.edu.pl/, po wpisaniu odpowiedniego hasła).

[2] Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650. Wrocław 1962.

[3] Cyt. za: Gajewski Benedykt, Besko, wieś nad Wisłokiem. Rzeszów 1996, s. 151.

[4] Kroniki staroruskie. Oprac. Franciszek Sielicki. Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1987, s. 57.

[5] Prof. Henryk Łowmiański, jeden z największych polskich mediewistów, pracownik naukowy Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, był człowiekiem całkowicie „antyurzędniczym” – m.in. zatrudnionej w Instytucie Historii UAM kobiecie przybił na podaniu o urlop macierzyński pieczątkę: „Sprawdzono pod względem merytorycznym”. Znany był także, zwłaszcza u schyłku życia, z absolutnie regularnego uczęszczania do czytelni uniwersyteckiej. Wchodził w drzwi biblioteki dokładnie o godz. 9.00. Tylko raz, w 1980 r., podczas strajku na uczelni, nie mógł wejść do środka. Również we wrześniu 1984 r., właśnie w drodze do biblioteki, uległ śmiertelnemu wypadkowi drogowemu.

[6] Łowmiański Henryk, Feudalizm u Słowian i na Rusi [w:] Studia nad dziejami Słowiańszczyzny, Polski i Rusi w wiekach średnich. Poznań 1986, s. 595-601.

[7] Administracyjne pojęcie: ziemia sanocka (łac. terra et districtus sanociensis) funkcjonowało od XIV do XVIII w. W jej skład wchodziły późniejsze powiaty: sanocki, brzozowski, leski oraz część powiatów turczańskiego, krośnieńskiego i rzeszowskiego. Ziemia sanocka była częścią województwa ruskiego (lwowskiego), w skład którego wchodziły jeszcze ziemia lwowska, ziemia przemyska, ziemia żydaczowska oraz ziemia chełmska i ziemia halicka. Stolicą województwa był Lwów. Częściowo ten układ powieliła administracyjnie II Rzeczpospolita (ale już bez nazw ziem).

[8] Adam Fastnacht (1913 Sanok – 1987 Wrocław); badacz historii Sanoka i ziemi sanockiej, kustosz Ossolineum. Swoje germańskie nazwisko zawdzięcza przodkom, którzy w okresie tzw. kolonizacji józefińskiej (XVIII/XIX w.) przybyli do Polski z Wittenbergi. W latach 1923–1931 uczył się w Gimnazjum Męskim w Sanoku, gdzie następnie zdał maturę. Studiował historię (jako przedmiot główny) i geografię (jako poboczny) na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Po studiach podjął pracę naukową na macierzystej uczelni w Zakładzie Historii Społecznej i Gospodarczej. W okresie okupacji ukrywał się, będąc żołnierzem Armii Krajowej. Po II wojnie światowej uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie tytuł doktorski za pracę: Osadnictwo Ziemi Sanockiej w latach 1340-1650. W związku z przekazaniem zbiorów Ossolineum z Lwowa do Wrocławia, w 1946 r. podjął tam pracę naukową w Bibliotece im. Ossolińskich (początkowo jako kierownik działu wypakowywania zbiorów, od 1951 r. do przejścia na emeryturę w 1979 r. jako kierownik Działu Rękopisów). 15 kwietnia 1987 r. imię Adama Fastnachta otrzymało Muzeum Regionalne w Brzozowie, wydawca wielu cennych książek traktujących o regionie.

[9] Fastnacht Adam, Sanok. Materiały do dziejów miasta do XVII w. Opracował i przygotował do druku Feliks Kiryk. Brzozów 1990, s. 23. Także: Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej. Wrocław 1962, s. 105.

[10] Łac. oppidum, -i – miasto (małe), miasteczko; większe miasto określano mianem: urbs, -is.

[11] Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej. Wrocław 1962, s. 137.

[12] Po śmierci Kazimierza Wielkiego w 1370 r. Władysław Opolczyk czynił starania o pozyskanie tronu polskiego dla Ludwika Węgierskiego z dynastii Andegawenów; doprowadził również do obalenia testamentu Kazimierza Wielkiego w jego punktach dotyczących Kaźka Słupskiego i nieślubnych synów króla. Po śmierci Ludwika zgłosił swoją kandydaturę na króla Polski, by ostatecznie poprzeć Siemowita IV Płockiego przeciwko Jagielle. W 1392 r. przedstawił projekt rozbioru Polski pomiędzy Zakon Krzyżacki, Luksemburgów, Brandenburgię i książąt śląskich. Ale z drugiej strony, jako szczery katolik, to właśnie on w 1382 r. sprowadził na Jasną Górę pierwszych paulinów i nadał im liczne dobra.

[13] Wg językoznawcy Stanisława Rosponda nazwa Zarszyn jest rodzima, pochodzi od żarzyn, żarzyno (od: żar), wypaleniskowej metody pozyskiwania ziemi.

[14] Przemysław Dąbkowski, Stosunki narodowościowe ziemi sanockiej w XV stuleciu: Niemcy. Lwów 1921, s. 4-17.

[15] Pol Wincenty, Historyczny obszar Polski rzecz o dijalektach mowy polskiej. Kraków 1869. W latach 40. XIX w. Wincenty Pol często bywał u Kazimierza Ostaszewskiego, właściciela Zarszyna, bawiącego znamienitego poetę i geografa różnymi barwnymi historiami, które ten wykorzystał później przy pisaniu Mohorta. Wydaje się niemal pewne, że – znając geograficzną pasję Pola – odwiedził on wtedy Besko i słynny przełom Wisłoka w Mymoniu.

[16] Polaczkówna Helena, Najstarsza księga sądowa wsi Trześniowa 1419-1609 [w:] Zabytki dziejowe. Tom I. Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego we Lwowie, Lwów 1928, s. 298.

[17] Wbrew obiegowej opinii Jagiełło nie był poganinem w momencie chrztu, gdyż jeszcze w dzieciństwie został ochrzczony przez swoją matkę, ruską księżniczkę, w Kościele prawosławnym. Po zawarciu unii z Polską przyjął chrzest ponownie, tym razem w obrządku łacińskim, przechodząc na katolicyzm obrządku łacińskiego.

[18] Sołtys Wojciech, Zając Edward, Materiały źródłowe do nauczania historii regionalnej. „Rocznik Sanocki”. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979, s 185. Uzupełniając zaś owo wydarzenie, jako anegdotę można dodać, że pisarz królewski, Stanisław Ciołek, rozpowszechniał złośliwe plotki o nowej królowej, nazywając ją „maciorą połogami wycieńczoną”, za co został wypędzony z dworu.

[19] Bętkowski Walerian, Z przeszłości i teraźniejszości Zarszyna, Długiego i Nowosielec. „Rocznik Sanocki”. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1963, s. 22.

[20] Bętkowski Walerian, op. cit., s. 22-23.

[21] Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650. Wrocław 1962.

[22] Fastnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny ziemi sanockiej w średniowieczu. Część 1. Brzozów 1991.

[23] Tamże.

[24] Tamże.

[25] Tamże.

[26] Tamże.

[27] Jest o niej szereg wzmianek z XV i XVI w.; nazywają ją drogą królewską, drogą publiczną, a nawet wielką drogą sanocką. Np. w przywileju dotyczącym wsi Sanoczek z 1426 r. wymieniona jest łąka Tuchorza, położona miedzy drogą publiczną, wiodącą z Sanoka do Beska, a rzeczką Sanoczkiem. W 1455 r. szlachcic Jan Krzywicki pojmał innego szlachcica (in strata regia libera – „na wolnej drodze królewskiej”) i przywiódł do swego dworu w Iwoniczu. W 1501 r. w czasie zmiany dóbr pomiędzy właścicielami Zarszyna wymieniono łąkę zaczynającą się od wielkiej drogi sanockiej. I wreszcie lustracja z 1565 r. wymienia stawek we wsi Besku przy gościńcu, którem od Beska wsi ku Zarszynu jeżdżą; wspomina również o wybieraniu myta w tej wsi. Podobnie w 1655 r. – karczma tej wsi z mytem i mostowym (wg A. Fastnacht, Osadnictwo ziemi sanockiej).

[28] Jan Długosz pisze o tym tak: Wyjechawszy z Przemyśla, przybył Władysław król Polski do Sanoka, gdzie nowego napotkał znowu posła od Zygmunta króla Rzymskiego i Węgierskiego, to jest Andrzeja Balickiego, szlachcica Polskiego, który przyprowadził z sobą liczny zastęp rycerstwa, i najusilniejszemi prośby błagał i namawiał króla, aby raczył powtórnie wybrać się do Węgier, i z królem Zygmuntem zjechać w Koszycach. A gdy król Władysław odmawiał i ciągle się prośbom posła opierał, czyniąc wyrzut Zygmuntowi, że sobie z niego poprzednio zażartował, rzeczony poseł oświadczył, że głową mu swoją odpowie, jeżeli król Zygmunt do Koszyc nie przyjedzie. Na tak niezwykle więc zapewnienia dawszy się król Władysław namówić, z Sanoka ruszył powtórnie do Węgier i przez Stropków i Proszow dnia jedenastego Maja przybył do Koszyc. Atoli nie zastawszy w Koszycach króla Zygmunta i z wielkiem zmartwieniem ośm dni tu przeczekawszy, ósmego dnia wraz z całym dworem wybierał się w drogę z powrotem. W samę atoli chwilę wyjazdu króla Władysława nadjechał król Zygmunt, a opóźnienie swoje tłumacząc częstą słabością. (wg Polskiej Biblioteki Internetowej – www.pbi.edu.pl).

[29] Podaję to źródło za Benedyktem Gajewskim (Gajewski Benedykt, op. cit., s. 41.); próbowałem je odnaleźć, ale nie udało mi się do niego dotrzeć; Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa udostępnia Matricularia dopiero od roku 1449 (zob. www.wbc.poznan.pl).

[30] Dąbkowski Przemysław, Ziemia Sanocka w XV stuleciu. Lwów 1931, s. 72.

[31] Villam Nostrem Besko in Capitanaeatu Sanocensi frequentia Colonorum referatam, ex quibus alii ritus graeci, alii Religionis Catholicae eam Villam incolunt nullam ibi Ecclesiam Catholicae Religionis, solum Ruthenicas habere – (Archiwum Diecezjalne w Przemyślu, s. 1749-1753: 428, 1-3). Podaję za: Benedykt Gajewski, op. cit., s. 197.

[32] Mikosz Jan, ks., Kronika parafii Besko. Widać tu zasadniczą sprzeczność z informacjami podanymi przez Przemysława Dąbkowskiego.

[33] Odumarszczyzna (łac. mortuarium – opłata za śmierć) – w czasach feudalizmu konfiskata przez pana feudalnego części ruchomego majątku zmarłego chłopa. Zagarnięcie własności chłopskiej dotyczyło tylko chłopów będących w zależności osobistej od feudała, wyłączeni z tej zasady byli natomiast chłopi znajdujący się w zależności gruntowej. Pan miał pierwszeństwo do sięgnięcia po spadek nawet przed rodziną chłopa.

[34] Fastnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny Ziemi Sanockiej w średniowieczu. Część 1. Brzozów 1991.

[35] Mogłoby to świadczyć, że współczesne nazwisko odimienne „Deńko” (od imienia Dionizy, wsch. Denis) należy do najstarszych nazwisk w Besku, jeszcze staroruskiego pochodzenia.

[36] Fastnacht Adam, op. cit.

[37] Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650. Wrocław 1962.

[38] Fastnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny Ziemi Sanockiej w średniowieczu. Część 1. Brzozów 1991.

[39] Fastnacht Adam, Osadnictwo ziemi sanockiej w latach 1340-1650. Wrocław 1962.

[40] Trzyna Edward, Stosunki społeczno-ekonomiczne i walka chłopów starostwa krośnieńskiego z uciskiem starościńskim w drugiej połowie XVII wieku. Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Przemyśl 1960.

[41] Jabłonowski Aleksander, Polska XVI wieku pod względem geograficzno-statystycznym. Ziemie ruskie. Ruś Czerwona. T. 7, cz. 2. Warszawa 1903. (wg Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej – www.wbc.poznan.pl).

[42] Trzyna Edward, op. cit.

[43] Starostwo Powiatowe [w:] Żereła, tom 2., s. 248-251. Opis dotyczy roku 1565 (łąki i pastwiska są z 1564 r.).

[44] Tamże, s. 25.

[45] O etnogenezie późniejszych Hucułów, Bojków, Łemków, Dolinian, Zamieszańców i Wenhrinów napisano mnóstwo artykułów i książek; dla chętnych, pragnących dowiedzieć się czegoś więcej, warto polecić szczególnie zbiór Łemkowie. Kultura – sztuka – język. Materiały z sympozjum zorganizowanego przez Komisję Turystyki Górskiej ZG PTTK Sanok, d. 21-24 września 1983 r. Wydawnictwo PTTK „Kraj”, Warszawa – Kraków 1987; Łemkowie w historii i kulturze Karpat pod red. Jerzego Czajkowskiego czy też ważny, ale kontrowersyjny w swej treści artykuł pochodzącego z pobliskich Kobylan prof. Tadeusza Sulimirskiego Trakowie w północnych Karpatach i problem pochodzenia Wołochów zamieszczony w „Magurach ‘85”. Warte polecenia są zresztą wszystkie numery beskidzkich i bieszczadzkich informatorów turystyczno-krajoznawczych: „Magury”, „Połoniny”, „Płaj”.

[46] Fastnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny Ziemi Sanockiej w średniowieczu. Część 1. Brzozów 1991.

[47] Fastnacht Adam, Inwentarz zamku, folwarków i młynów starostwa sanockiego z r. 1558. Wydawnictwo Państwowego Instytutu Historii Sztuki i Inwentaryzacji Zabytków, Warszawa 1948, s. 15.

[48] Fasnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny Ziemi Sanockiej w średniowieczu. Część 1. Brzozów 1991. W przypadku Iohannesa de Alberti może także chodzić o miejscowość o podobnej nazwie leżącą w ziemi chełmskiej

[49] Natomiast w książce Heleny Polaczkówny można odnaleźć podobne nazwisko pod datą 1427 i z jakże grzecznym wpisem: Notum sit universis et singulis presens registrum nostrum audituris quomodo quidam vicinus noster Nicolaus dictus Golobwtha… (Polaczkówna Helena, Księga gromadzka wsi Trześniów 1419-1609. Liber Iudiciorum, bannitorum villae quae nuncupatur Trześniów [w:] Zabytki dziejowe. Wydawnictwo Towarzystwa Naukowego we Lwowie. Tom I. Lwów 1928, s. 36.).

[50] Na podst.: Adamiak Tomasz, Grzegorz z Sanoka. Oficyna Wydawnicza Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku. Sanok 2009, s. 24-26.

[51] Warto szerzej zapoznać się z tymi poetami naszego renesansowego świtu, można polecić tu Antologię poezji polsko-łacińskiej (Wydawnictwo „Glob”, Szczecin 1985), piękną polszczyzną pisana wspomniana książka o Grzegorzu z Sanoka pióra Tomasza Adamiaka (Grzegorz z Sanoka) czy znakomitą, ale trudną w odbiorze i przeładowaną łaciną książkę Alberta Gorzkowskiego o Pawle z Krosna.

[52] Pełny tytuł oryginału: Vita et mores Gregorii Sanocei Archipiscopi Leopoliensis, dedykowane Zbigniewowi Oleśnickiemu młodszemu, napisane w latach 1475-1477. Najstarszy zachowany rękopis (kopia) pochodzi z 1555 r. i znajduje się w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie. Pierwszy przekład polski: Lucjan Erazm Januszowski („Gazeta Krakowska” 1802 r.), przekład zbiorowy z oryginału łacińskiego: Filipa Buonaccorsi Kallimacha, Życie i obyczaje Grzegorza z Sanoka arcybiskupa lwowskiego, Lwów 1909. O Kallimachu czytaj też: Olkiewicz Joanna, Kallimach doświadczony. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1981. Literacko pięknie ujął sylwetkę Grzegorza z Sanoka Józef Ignacy Kraszewski w Strzemieńczyku.

[53] Wyrozumski Jerzy, Środowisko rodzinne Grzegorza z Sanoka. „Rocznik Sanocki”, R. 5, 1980, s. 39-51.

[54] Jerzy Wyrozumski przekłada to (słusznie „poprawiając” dziewięciu tłumaczy z 1909 r.): „w zapadłej wsi, blisko Wisłoka”; choć wg mnie lepiej byłoby dosłowniej przetłumaczyć: „w wiosce zapadłej niedaleko [od] źródeł Wisłoka”, bo przecież tak należy przełożyć tę łacińską nazwę rzeki, które w tym języku są rodzaju żeńskiego; nota bene, użyte przez Kallimacha w ablativie słowo pago (od pagus, -i) oznacza wioskę – jeszcze bez negatywnych konotacji, które przyszły dopiero później (paganus – wieśniak, poganin). Tak więc określenie Kallimacha określa po prostu małą, ubogą wieś (w innych, młodszych dokumentach, Besko określane jest dostojniej brzmiącą nazwą wsi: villa, -ae).

[55] Tytuł dosłownie tego tłumaczenia brzmi: Filipa Buonaccorsi Kallimacha Życie i obyczaje Grzegorza z Sanoka Arcybiskupa Lwowskiego. Przekład polski z oryginału łacińskiego. Poprzedza Spór o Grzegorza z Sanoka przez prof. dr. Tadeusza Sinkę. We Lwowie 1909. Staraniem „Kółka filologicznego we Lwowie”. Z drukarni Józefa Styfiego w Przemyślu. Wspomniana Wisłoka znajduje się na s. 21. tego dzieła. Odnośnie nazwy Wisłok, zapisy są następujące: Wislok (1352), Visloka (1373), Wyslok (1410) – Fastnacht Adam, Słownik historyczno-geograficzny ziemi sanockiej w średniowieczu. Część 3. Towarzystwo Naukowe „Societas Vistulana”, Kraków 2002, s. 227.

[56] Wyrozumski Jerzy, op. cit. „Rocznik Sanocki”, R. 5, 1980, s. 39-51.

[57] Potocki Andrzej, Legendy łemkowskiego Beskidu. Wydawnictwo „Libra”, Rzeszów 2007, s.158-159.

[58] Tamże, s. 155 i n.

[59] Panowie zarszyńscy znani byli zresztą z kłótliwości i różnych procesów, co doprowadzało ich do permanentnego braku pieniędzy, tak że musieli się często zapożyczać u Mikołaja Biernaszowskiego, sołtysa z Nowosielec, zastawiając w zamian część Zarszyna (dzisiejszą wieś Długie).

[60] Ciupka Jan, W gminie Zarszyn i okolicy. Informator krajoznawczo-historyczny. Krosno 2003, s. 18.

[61] Tamże, s. 18.

[62] Wg: Gajewski Benedykt, op. cit., s. 46-47.

[63] Wiemy o tym chociażby ze ścian starego gotyckiego kościoła w Haczowie, który „zachował” w drewnie te powodzie; miały one miejsce w latach: 1670, 1713, 1743, 1774, 1806 i 1864.

[64] Ujmujących całokształt życia chrześcijańskiego parafii, stąd nazwy poszczególnych ksiąg: Liber Natorum et Baptisatorum, Liber Confirmatorum, Liber Copulatorum, Liber Mortuarum, (nazwy mówią same za siebie o przynależnej im funkcji)

[65] W dokumencie wystawionym przez kancelarię króla Augusta III, zezwalającym na budowę kościoła, występuje taka właśnie forma nazwiska proboszcza Wawrzyńca. Są tam zresztą także nazwiska beskich kmieci: Bieleń, Worończak, Wróblewski.

[66] Co ciekawe, był on jednym z pierwszych masonów w I Rzeczypospolitej, zaś w swojej rezydencji w Dukli założył lożę wolnomularską. Jednak w odróżnieniu od iluminackich lóż zachodnich (gł. szkockich), polskie wolnomularstwo schyłku XVIII w. miało przede wszystkich charakter narodowy, o cechach mistyczno-chrześcijańskich

[67] Niektóre z nich, np. koło Muszynki, jeszcze przetrwały, inne pokonała natura lub człowiek, jak np. rozjeżdżony spychaczami obóz nad wioską Izby, przed Lackową 997 m., najwyższym wzniesieniem Beskudu Niskiego.