Turystyka

1277220_1561449157413543_922150458_o

DEPTAJ Besko

Deptaj – nazwa pochodzi od pierwszych liter terminów: dziedzictwo, edukacja, przygoda, tajemnica, animacja, jakość. Deptaj to przygoda, do której przeżycia  potrzebujecie jedynie ulotki deptaja, otwartej głowy i czegoś do pisania. Deptaje powstały z potrzeby zaproponowania tak mieszkańcom jak i turystom nowej  formy   aminacji czasu wolnego, zapewnienia rozrywki  oraz odkrywania walorów miejsc, w  których mieszkają bądź  zatrzymują się  przejazdem. Jakość deptaja to jego  praktyczny charakter: łatwo dostępny i prosty w użyciu. Pomysł na  nazwę deptaj  zrodził się w wyniku poszukiwania polskiego odpowiednika questu, który jest coraz  bardziej popularny, natomiast nazwa quest niewiele mówi, a często wprawia w  zakłopotanie. Deptaj kojarzy się z deptaniem, wędrowaniem, czyli istotą deptaja, którą jest wędrowanie nieoznakowanymi szlakami i odkrywanie tajemnic dziedzictwa przyrodniczego, historycznego i kulturowego. Deptaj, to również przygoda połączona z edukacją. Wędrując z ulotką deptaja w ręku opisaną i wyznaczoną w nim trasą, kierując się wskazówkami, rozwiązując zagadki odgadniecie hasło i odnajdziecie skarb. Po przejściu deptaja poznajcie miejscowość, ciekawostki z nią związane, zdobędziecie wiedzę o lokalnym bogactwie. Zachęcamy do odkrywania obszaru LGD „Dorzecze Wisłoka” jego dziedzictwa, ciekawych miejsc, lokalnych artystów, rzemieślników  i zapomnianych historii.

Czas przejścia i stopień trudności deptajów jest zróżnicowany na tyle, że każdy znajdzie propozycję dla siebie. Wśród naszych deptajów są takie, których trasy wiodą drogami wiejskimi,  polnymi ścieżkami, wałami wzdłuż zalewu, a dla bardziej wymagających turystów stromymi zboczami.

Zapraszamy wszystkich chętnych do deptania! Połączenie harcerskich podchodów i gier terenowych gwarantuje świetną zabawą na świeżym powietrzu i niezapomnianą dawkę emocji.

DEPTAJ 5 besko DEPTAJ 6 besko

1962220_726723510720811_4803034879938510931_o

Legenda o winnych piwnicach

O tym, że kiedy przyłączono Ruś Halicką do Królestwa Polskiego, zbudowano w Mymoniu gród obronny, jest powszechnie wiadomym. Miał strzec podkarpackich szlaków handlowych z Węgier i Rusi. Tylko nie myślcie, że dawniejsze gościńce były podobne do dzisiejszych. Wtedy były to przeważnie wąskie i grząskie trakty podobne polnym drogom. Jeżdżono nimi, kiedy było sucho, przeważnie latem i jesienią. Bo przecież i to powinniście wiedzieć, że na owych drogach mostów nie było żadnych i trzeba było się w bród przez potoki i rzeki przeprawiać. A przeprawy na większości rzek, jak choćby na Wisłoku, były możliwe tylko przy niskim stanie wody.

Grody jako strażnice szlaków handlowych budowano zatem najczęściej przy brodach i obsadzano niezbyt licznymi załogami. Tak też postąpiono w Mymoniu. Głęboki jar Wisłoka, góry oraz porastająca je karpacka puszcza nie pozwalały na swobodne przemieszczanie się kupców. Przekroczenie rzeki było możliwe dopiero w Sieniawie, w miejscu gdzie później pobudowano dwór. Po drugiej stronie stała mymońska strażnica. Na takim przejściu nie tylko kupców można było zatrzymać, ale także hufiec zbrojny i bandę beskidników czy tołhajów. Kiedy jednak na Podkarpacie najechały w 1473 r. węgierskie wojska Marcina Korwina, gród został zdobyty i spalony.

Wkrótce ruiny grodziska stały się siedliskiem jednej z band opryszków, którzy w tamten niespokojny czas grasowali na tych terenach. Ci łupili na gościńcach kogo popadło, a najwięcej kupców wożących wino z Węgier do Polski przez Przełęcz Beskid nad Czeremchą. Zdobyczne beczki węgrzyna składali zbóje w piwnicach mymońskiej strażnicy. Z czasem było tam ich więcej niż na składach w Jaśliskach czy Rymanowie. Kiedy nastała dżdżysta późna jesień, opryszkowie nie mając nic do roboty, bo na traktach było pusto, upijali się węgrzynem. I wtedy zdarzyło się nieszczęście. Jeden z nich był niezbyt trzeźwy, zaprószył ogień, przez co powstał pożar i płomienie doszły do dwóch beczek z prochem, jakie mieli do półhaków, czyli takich ówczesnych karabinów. Jak nie rąbnęło! Rozniosło resztę ruin grodu na cztery wiatry, ale przy okazji zawaliło się wejście do piwnicy. Dla opryszków nie było ratunku. Ci, co byli na wierzchu, poginęli od razu. Ci, co w piwnicy, podusili się z braku powietrza. Tylko dębowym beczkom pełnym węgrzyna pewnie nic się nie stało i są tam do dzisiaj pilnowane przez kościotrupy. Jeżeli kiedyś komuś uda się odnaleźć wejście do piwnicy, zapewne upije się ze szczęścia, oby tylko nie z takim skutkiem, jak ci, co uczynili to przed nim.

źródło: W dolinie górnego Wisłoka i od Rymanowa po Jaśliska. Przewodnik historyczny z legendami. Autor: Potocki Andrzej. Wydawca: Ruthenus

zielonyszlak

Zielony szlak turystyczny: Besko – Kanasiówka – Komańcza

Teren gminy Besko to znakomite miejsce krótkich, kilkugodzinnych, niemęczących wędrówek. By uprawiać tutaj turystykę pieszą, nie trzeba specjalnych warunków, a nizinny lub górski teren pozwala na liczne urozmaicenia. W zależności od naszych upodobań, mamy do wyboru szlaki zarówno krajobrazowe, jak też historyczne. Pomimo niezbyt długich tras, zawsze przyda się w plecaku kurtka przeciwdeszczowa i koniecznie aparat fotograficzny.   

Głównym szlakiem jest oczywiście szlak zielony, wyznakowany przez sanocki Oddział PTTK, łączący Besko z Komańczą. I ten szlak polecamy na początek.

Szlak pieszy, górski
Trasa: Besko PKP – Jar Wisłoka – Mymoń – Pastwiska – Puławy Górne – Skibce (778 m) – Darów – Surowica – Moszczaniec – Kanasiówka (823 m) – Garb Średni (822 m) – Dołżyca – Komańcza.

Opis szlaku  
Besko to jedyny punkt na mapie między Gorlicami a Sanokiem, gdzie linia kolejowa najbardziej zbliża się do gór Beskidu Niskiego. Na trasie jeden z najpiękniejszych przełomów rzecznych w Polsce (Jar Wisłoka) i lędziańskie grodzisko w Mymoniu, a potem wspaniałe bukowe, beskidzkie lasy, piękne szczególnie jesienią. A od Moszczańca… długa samotność. Do przejścia tego szlaku należy być przygotowanym, tzn. mieć dobre turystyczne buty, coś od deszczu, dokumenty i pewną turystyczną zaprawę w chodzeniu. Opisy obiektów w poprzednich podrozdziałach.

Odcinek I (Besko – Puławy Górne): przewyższenia: 300 m (w przeciwną stronę: 60 m), czas przejścia: 3-3,30 godz. (w przeciwnym kierunku: 3 godz.); GOT: 16/15 p.
Odcinek II (Puławy Górne – Moszczaniec): przewyższenia: 380 m, czas przejścia: 4 godz.; GOT: 16/19 p.
Odcinek III (Moszczaniec – Komańcza): przewyższenia: 400 m, czas przejścia: 6,30 godz.; GOT: 34/35 p.  

Przejście całego szlaku zajmuje dwa dni, toteż tutaj warto polecić przejście tylko pierwszego odcinka (Besko – Puławy), by z Puław Górnych o dogodnej porze wrócić do Beska.
Rozpoczynamy naszą wędrówkę przy przystanku kolejowym w Besku. Stąd ul. Kolejową udajemy się na południe do centrum wsi. Po dojściu do drogi głównej Sanok – Krosno skręcamy w lewo. Przystanek PKS – liczne autobusy i busy w kierunku Sanoka. Przechodzimy przez most, by zaraz za nim skręcić w prawo na drogę powiatową do Sieniawy. W tym miejscu rozpoczyna się nasza znajomość z wisłockim przełomem, ostro wciskającym się w równinę beską. Idziemy ok. 300 m wzdłuż rzeki, podziwiając jej progi i koryta, po czym, przy wyraźnym zakręcie drogi w lewo, opuszczamy ją, kierując się prosto w ul. Skałki (nazwa nawiązuje do lokalnej nazwy wisłockiego jaru). Tą uliczką, początkowo asfaltową, później gruntową, biegnącą tuż nad bystrą rzeką, idziemy ok. 800 m do samotnego gospodarstwa Gieradów. Tu szlak zielony schodzi w niewyraźną ścieżkę biegnącą nad samą rzeką (przy wyższym stanie wody szlak niemożliwy do przejścia! Warto wtedy poprosić o przejście przez podwórko państwa Gieradów). Dochodzimy do starego, pochodzącego z 1938 r. tartaku wodnego. Najpierw ścieżką wzdłuż młynówki, a potem po skałach i kamieniach dochodzimy do polanki – naszym oczom ukazuje się bajkowy wręcz widok piaskowcowych skał, tu i ówdzie porośniętych skąpą roślinnością. Tu konieczny odpoczynek, by nasycić oczy i koniecznie zrobić zdjęcia. Wisłok tworzy tu potężne zakole („zawój”), przed nami wyraźnie widoczne wzgórze Zamczysko z resztkami słowiańskiego grodziska.  Mając godzinę wolnego czasu można się tam wybrać, idąc dalej ścieżką wzdłuż rzeki i po dojściu do zbocza odbijając na wątłą ścieżkę w lewo. Szlak zielony idzie wyraźną droga polną prosto na południe, zagłębiając się w las, by po minucie skręcić na bardzo stromą (!) i niebezpieczną (zwłaszcza po deszczu) ścieżkę, która wyprowadza nas na skraj wioski Mymoń. Noclegi: „Domy pod Kasztanami” Danuty i Leona Szałankiewiczów (ul. Szkolna 15) i Mateusza Szałankiewicza (ul. Szkolna 16 i 16a). Od Beska – 1 godz.
Skręcamy w prawo na polną drogę, która po dojściu do domów zmienia się na asfaltową ul. Olzy. Po przejściu kilkudziesięciu metrów, patrząc na raczej płaski teren, kulminujący na wschodzie niewielkimi wzgórzami, trudno uwierzyć, że jeszcze pięć minut temu byliśmy w głębokim wąwozie Wisłoka. Po dojściu do drogi głównej Besko – Sieniawa (opuściliśmy ją 40 minut wcześniej), obok kapliczki skręcamy lekko w prawo. Czeka nas teraz przeszło godzinny monotonny marsz szosą. By go trochę urozmaicić, po dojściu do lasu skręcamy w lewo na wyłożoną płytami betonowymi drogę, która po 100 m doprowadza nas do lokalnego cmentarza; mińmy go jednak, gdyż 150 m dalej znajduje się niewielki cmentarz z I wojny światowej, najkrwawszej wojny na tych terenach. Po zadumie nad ludzkim przemijaniem wracamy na drogę asfaltową, znów podejmując nużącą wędrówkę poboczem. Do drogi wojewódzkiej Sieniawa – Szczawne jest jeszcze ok. 800 m, na szczęście idziemy z góry.
Jesteśmy na skrzyżowaniu. Jeśli mamy trochę czasu, podejdźmy 500 m w prawo na wybudowaną w latach 70. zaporę. Stojąc na jej szczycie, jak na dłoni widzimy głęboki jar rzeki, z drugiej zaś – szeroko rozlaną taflę Jeziora Beskiego. Wracamy do skrzyżowania i idziemy już prosto na wschód. Po chwili wraz z drogą robimy duży skręt i wkraczamy na drugi most – na odnodze Czernisławki. I znów drogą asfaltową wśród jednostajnego, równinnego krajobrazu. Po chwili z prawej odchodzi droga do nowego, eleganckiego pensjonatu „Dom przy Wodzie”, po chwili kolejna droga z prawej – tym razem do woprówki. Jeszcze pół kilometra i skręcamy w prawo na drogę do Rudawki i Puław. Czeka nas jeszcze tylko półtora kilometra drogi. Z prawej rozległe pastwiska wsi… – zwanej, oczywiście, Pastwiska. Tu właśnie odpoczywał w 1978 kard. Karol Wojtyła, miesiąc przed objęciem największego urzędu w Kościele katolickim. Chętnie podejmowali go mieszkający tutaj do dziś państwo Janina i Stefan Kosiarscy (niestety, Stefan Kosiarski zmarł niedawno). W pastwiskim kościele do dziś stoi figura MB Fatimskiej, ofiarowana przez Ojca Świętego. Dochodzimy do sklepu; w pobliżu niewielki pomnik por. Jana Geislera, oficera 2 Czechosłowackiej Brygady Powietrzno-Desantowej, który zginął tutaj we wrześniu 1944 r. Jeszcze 500 m i wreszcie opuszczamy męczący szlak – za znakiem skrętu w lewo łagodnie podchodzimy polną droga do ściany lasu. Od skrzyżowania w Mymoniu – 1 godz.
Wchodzimy w las. Szeroka droga leśna łagodnie wspina się na Spalony Horbek (546 m). Trzeba uważać na znaki, gdyż z obu stron dochodzą inne liczne drogi leśne i stokówki. Z zalesionego wierzchołka schodzimy w dół, by następnie niezbyt stromo wejść na Harklową (567 m). Stad zakosami niecałe 2 km do Puław Górnych. Zostawiając ścianę lasu, wychodzimy na dużą łąkę; biegnie tędy droga do Puław, lecz znacznie dłuższa. Szlak za łąka znów na krótko wchodzi w las, po czy wychodzi na drogę gruntową, przekracza Puławski Potok i w okolicy zbiornika przeciwpowodziowego wychodzi na drogę główną. Możliwość noclegu w gospodarstwie agroturystycznym. Od Pastwisk – 1.15 godz.
Tu spotykamy znaki czerwone Głównego Szlaku Beskidzkiego i tu zarazem, przy przystanku PKS najlepiej zakończyć pierwszy odcinek naszej wędrówki. Autobusem PKS wracamy do Beska.
Dalej szlak biegnie drogą polną i wchodzi na pasmo Bukowicy, po czym cały czas lasem rozpoczynamy schodzenie z podejściami do Darowa, a potem drogą w dolinę Wisłoka do Surowicy i do Moszczańca. Z Pastwisk – 4 godz.
Z Moszczańca przez Kiczerę Długą na Kanasiówkę (823 m). Przed szczytem spotykamy szlak żółty z Wisłoka, na samym grzbiecie zaś – niebieski szlak graniczny. Wraz z nim skręcamy w lewo i przez Pasikę (848 m), Danawę (841 m) i Garb Średni (822 m) docieramy do rozwidlenia szlaków. Szlak graniczny dalej biegnie prosto, zielony zaś schodzi ostro w dół do Dołżycy i asfaltem do Komańczy. Z Moszczańca – 5.30 godz., z Kanasiówki – 3.45 godz.

Zbigniew Brzozowski